Od kilku miesięcy obserwuję ciekawe i przerażające zjawisko na Facebooku, mianowicie ukochanych użytkowników, którzy klikają lubię to bez względu na wszystko… bo jak to możliwe, że udostępniając informację z linkiem do konferencji (trwającej ok. 40-50 minut), pięć minut po publikacji pojawiają się pierwsze kliknięcia w łapkę. Staram się to jakoś wyobrazić: użytkownik siedzi przed komputerem lub trzyma komórkę w dłoni, i leci po kolei, gdy zobaczy pobożny obrazek, zdjęcie ze świętym lub Papieżem, bez względu na to, co pisze w opisie lub co znajduje się w odsyłaczu do artykułu, to musi być dobre, klik lubię to. Prowadzę wiele stron i dla potwierdzenia tego, co wcześniej napisałem, oglądam ohydne zjawisko tych samych osób, które bezmyślnie klikają lubię to z góry na dół, nie mówiąc, że często jest to ten sam wpis opublikowany na dwóch różnych fanpage’ach. O co chodzi? Moment… a może to jest jakiś rodzaj pokrętnie rozumianej idei nowej ewangelizacji. Tym bardziej jest to śmieszne… i żenujące.

Nie wspominam tutaj o wspaniałych komentarzach w stylu Szczera prawda, WOW, Gratulacje lub emotka z serduszkiem, kciuka w górę, czy też błyszczącej kartki świątecznej. Nawiązując jeszcze do tych słodkich karteczek, udostępniając wpis o życzeniach, na swoim koncie profilowym, pojawiły się kliknięcia lubię to, akurat zapamiętałem jednego z użytkowników, który polubił wpis, tzn. według pewnego ideału (naiwniak ze mnie) taki człowiek przeczytał to, co napisałem i zgadza się z tym, co polubił… A gdzie tam! W Nowy Rok otrzymuję od tego użytkownika prawie taką samą słodziutką grafikę z życzeniami, które przekopiował i wkleił do Messengera. Dziękuję za pamięć!

W jakimś stopniu nie dziwię się wprowadzanym ograniczeniom przez Facebooka. I skupiam się w tych refleksjach tylko na kanałach związanych z tematyką religijną… Drogi użytkowniku! Jeżeli masz zamiar przeczytać tylko tytuł, bez jakiegokolwiek zagłębienia się w treść, to zlituj się, nie klikaj lubię to. Gwarantuję ci, że udostępniając na tablicy, co 10 minut nowy, przekopiowany post, nic nie wnosisz wartościowego do globalnej wioski Internetu, tym bardziej nie jest to jakakolwiek forma ewangelizacji czy jak to woli dzielenie się dobrymi treściami.

Z drugiej strony, dla utrzymania równowagi, są jednak ludzie myślący i po przeczytaniu, często tydzień po publikacji, skomentują treść, najczęściej krytykując, ale jest to jakaś refleksja, postawienie problemu, do którego odniosą się inni myślący i szukający czegoś więcej ludzie. Nie wiem jak określić tych pierwszych, ale przychodzi mi na myśl taki obraz – linia produkcyjna, gdzie maszyny, wykonują mechanicznie swoje czynności. Nawet na poziomie mediów społecznościowych potrafimy zatracić swoje człowieczeństwo (wyjaśniam dla mniej pojętych, chodzi mi o dar rozumu).

Uściślając. Cały czas odnoszę się do ambitnych treści, udostępnianych artykułów, materiałów wideo, konferencji audio itp., nie mam nic przeciwko zdjęciom różnej jakości i wymowie. No bo jak tutaj nie kliknąć lubię to gdy matka czy ojciec udostępniają zdjęcie swojego dziecka, przecież to jest takie oryginalne… Testowałem to na przykładzie zdjęć zwierzątek, i wszystko się sprawdza, spłycenie potrzeb do kwadratu.

Sauna prawdę ci powie…

Trochę z tym zjawiskiem jest jak z rozmowami między ludźmi, tak czy inaczej mechaniczne klikanie wpływa na jakość naszych dialogów i relacji, spłycając je do zdawkowego sms-a czy wiadomości na Facebooku, bo tak jest wygodniej. Sauna jest takim miejscem, gdzie można doświadczyć ambiwalencji zachowań. O ile dobrze pamiętam, pisałem nieco o zjawisku saunowania i pewnej kultury, która co rusz jest łamana na rzecz pustych i bezmyślnych niby dialogów, które raz po raz mogę słyszeć… bo dlaczego będąc w saunie tracić czas na wyciszenie i odpoczynek. O czym rozmawiają Polacy w saunie:

1. Sauna to strefa twórcza. W tym miejscu człowiek jest zupełnie szczery i bezpośredni. Wstałem z legowiska i słyszę:
– Ciepło, co?
– Troszeczku…
Koniec „dialogu”.

2. Słuchaj, byłem dzisiaj u fryzjera, wziął ode mnie tylko 40 zł…

3. Ale ten środek do nosa trzeba stosować inaczej…

4. Mówi się płeć piękna…
Dwie panie leżą w saunie, jedna na szykownym ręczniku w HelloKitty szeptem, który było słychać w całej saunie, powiedziała do drugiej:
– Słuchaj takiego indyka złapaliśmy
– Hi hi hi
– Potem mu łepetynę ucięli, mam to na telefonie, jak wyjdziemy z sauny, to ci pokażę…
– Hi hi hi
Na szczęście szybko wyszły i nastała błoga cisza
Wystarczy posłuchać, aby zwątpić w określenie „płeć piękna”.
 
5. Klub dyskusyjny, czyli kolejna porcja wiedzy podczas „saunowania” :) Sytuacja dotyczy jegomościa, który cierpi na zapalenie spojówek:
– Ile już chodzisz z tym zapaleniem?
– Będzie już 2 tygodnie…
– Byłeś u okulisty?
– Pewnie, ale kobieta nie mogła mi wypisać recepty
– I co zrobiłeś?
– Poszedłem do stomatologa
– Dostałeś receptę od stomatologa na zapalenie spojówek???
– Od ręki, bez żadnych problemów :)
Morał: kiedy bolą cię „oczy” idź do stomatologa
 
6. Smażymy się, naprzeciwko siedzi pan z którego „zwisają fałdy”, a poniżej mała dziewczynka mówi do taty szeptem, który każdy słyszał :)
– A tam u góry siedzi prawdziwy grubas…
Dzieci bywają upierdliwe (szczególnie w saunie) ale cenię u nich szczerość…

jacek_zelek