Na swoim fanpage’u napisałem w zakładce „informacje”, że lubię ciekawych ludzi. Szarość „ludzka”, mimo swojej palety odcieni, raczej mnie nie interesuje. Natomiast kolory życia, pasja – to jest coś, czego staram się pilnować i co jakiś czas przedstawiać tutaj, na blogu, w formie rozmowy. Nie tak dawno było o sztuce karykatury i kaligrafii, teraz pora na fotografię. Uchwycenie tego, co piękne, co trwa tylko chwilę; wyraz twarzy, który już się nie powtórzy, sytuacja, promień jedyny w swoim rodzaju, układ taki, a nie inny… Spontaniczność gra tutaj niezwykle dużą rolę. Według mnie fotograf to człowiek chwili. Podobnie jak w medytacji zatrzymujemy się i trwamy w chwili, i tutaj jest zachwyt z takiej a nie innej scenerii. Radość chwili mamy okazję oglądać wielokrotnie…

Z Robertem Krawczykiem miałem okazję spotkać się pierwszy raz w związku z akcją promocyjną Małopolski – to znany Wam temat, „Młodość to stan ducha”, połączony z promocją regionu i ŚDM, w której wziął udział ojciec Leon Knabit OSB jako główny bohater całego pozytywnego zamieszania. Robert jest autorem znanych zdjęć ojca z czerwonymi koralami, które znalazły się nie tylko na plakatach, grafikach internetowych, ale również w książce „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”. I tak nawiązała się nić znajomości, która trwa cały czas. Z Robertem współpracuję nadal, jego piękne zdjęcia zdobią nasze książki, dzięki nim mogę projektować coraz to nowe okładki. W zdjęciach Roberta Krawczyka jest takie coś, co wywołuje u mnie „dobry niepokój twórczy”; to są swego rodzaju inspiracje, dzięki którym mogę iść dalej w tworzeniu czegoś ciekawego, co ma klimat i jakość. O tej pasji chciałbym dzisiaj porozmawiać…

Jacek Zelek: Napisałeś na swojej stronie: Moje życie związane jest z tym, co piękne i warte podglądania. Czy jest możliwe uchwycenie Piękna, tym bardziej jeśli chodzi o piękno człowieka? To takie ulotne pojęcie…

Robert Krawczyk: Pozwolisz, ze nieco rozwinę tę myśl. Ktoś powie, że patrzę na życie przez różowe okulary. Gdy obcuję z naturą, to ja wiem, że to wszystko żyje, dotykam trawy, rozmawiam z owadami, roślinami, przytulam się do drzew, moczę ręce w wodzie i mówię, że „bez ciebie nie ma życia”. Uwrażliwiam swoich synów na to i często rozmawiamy na tematy ekologii, szanowania tego, co nam daje nasza planeta. To natura maluje obrazy jak z bajki. Tu wszystko jest piękne. Sięgając pamięcią do szkoły podstawowej przypominam sobie, że już wtedy wyrażałem swoje emocje w rysunkach; byłem i jestem „wrażliwcem”, ale wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Moja ukochana wychowawczyni, a dodam, że była jak matka i uczyła mnie historii oraz plastyki, pewnego razu powiedziała takie zdanie, gdy oddałem jej jedną ze swoich prac: „patrzysz na świat duszą”. Zapytałem: „co to znaczy?”. Odpowiedziała: „dostrzegasz detale i widzisz to, czego nie widzą inni”. We wszystkim jest piękno, trzeba je umieć pokazać. Ja cały czas obserwuję wszystko i wszędzie.

Mając na myśli człowieka i jego piękno, biorę pod uwagę jego emocje i wygląd w danej chwili. Nieważne, ile ma lat, jakiej jest płci i narodowości. Ważne jest umiejętne i estetyczne pokazanie tego, co obserwuję w danym człowieku.

Gdy widzę spracowane dłonie, to myślę sobie, ile musiały doznać znoju pracy, by tak wyglądać. Gdy widzę smutne i szkliste oczy, zadaję kolejne pytanie: ile smutku ten człowiek otrzymał od życia. Gdy widzę uśmiechniętego i rozpromienionego człowieka, też nie jest to bez jakiejkolwiek myśli pozostawione. Jedni spotykają ludzi i tylko z nimi rozmawiają, natomiast w mojej głowie dodatkowo malują się obrazy. W każdym jest to „coś”, czego często nie da się wyrazić słowami, racjonalnie.

strazak_fot_robert_krawczyk

W tytule rozmowy użyłem określenia: uchwycić piękno człowieka. Czy jest taki moment, że patrząc w obiektyw możesz powiedzieć: to jest ten moment, ta chwila. Można tutaj mówić o intuicji fotografa?

TAK, to jest ten moment. Przykładem była moja 93-letnia babcia Felicja, której kiedyś postanowiłem zrobić kilka zdjęć podczas odwiedzin u niej. Gdy byliśmy sami, często żaliła się na życie, płakała, ale też się i uśmiechała, a ja tylko słuchałem. Mój aparat nie był przy oku, a leżał oparty gdzieś, tak by jej nie dezorientował. Zdjęcia różnie były kadrowane, ale pokazywały prawdziwe emocje, które chwytały niejednego za serce. Otrzymywałem pytania: jak utrafiałem te momenty? Niewątpliwie to musi być intuicja, i często o zrobieniu dobrego zdjęcia decydują ułamki sekund. Innym przykładem takiego zdjęcia jest m.in. zdjęcie ojca Leona w czerwonych koralach.

Nie tak dawno rozmawiałem z autorkami podręcznika „Piękna Litera”. Kaligrafia to sztuka pięknego pisania. A więc fotografia to sztuka…

Niewątpliwie, jest to sztuka. Według mnie są fotografowie, którzy uprawiają prawdziwą sztukę, a są tacy, co podchodzą do tego schematycznie, bez jakiegokolwiek czucia i emocji. Co jest tego przyczyną, nie wiem. Natomiast wiem, że nigdy nie rozwiną skrzydeł, tylko będą tkwić w punkcie, w którym utknęli. By się rozwijać, należy szukać własnego stylu i uruchomić kreatywność, oglądać prace innych i inspirować się. Nie wolno tego mylić z kopiowaniem.

Od ilu lat fotografujesz?

Nie pamiętam (śmiech). Wychowałem się na kliszy, ale gdy miałem już swój pierwszy aparat, to i tak więcej szkicowałem ołówkiem czy węglem, aniżeli fotografowałem. Gdy robiłem zdjęcia, to głównie rodzinie i znajomym. Moja ewolucja fotograficzna tak naprawdę rozpoczęła się w roku 2009 w KAFie (Krakowska Akademia Fotografii) pod skrzydłami wielu znakomitości i autorytetów w tej dziedzinie. To już tam kilku wykładowców zwróciło uwagę na moje prace, i kiedyś Łukasz Trzciński powiedział mi, bym nie zmarnował talentu. Bardzo zapadło mi to w pamięci. Oczywiście, to był dopiero początek, gdy moje fotograficzne ukierunkowanie zaczynało się kształtować.

tajlandia_fot_robert_krawczyk

Możesz o sobie powiedzieć: perfekcjonista?

Raczej nie, choć można by pokusić się o takie stwierdzenie. Dzisiaj staram się być skrupulatny, zwracać uwagę na detale i szanować czas tak swój, jak i innych. Lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, ale traktuję życie spontanicznie, i zawdzięczam to mojej żonie Ani. Nie da się żyć schematem, czy to w życiu rodzinnym, czy zawodowym. To musiałoby być okropne.

Sama kwestia perfekcjonizmu jest niezwykle ciekawa, ponieważ jest to ciągłe „niezadowolenie twórcze”, raczej pozytywna cecha, dzięki której nie można mówić o wypaleniu zawodowym.

Ja ciągle szukam inspiracji, mam głowę pełną pomysłów. Gdy dłużej nie fotografuję, popadam w melancholię. Jestem w swoim żywiole, gdy poznaję nowych ludzi, od których czerpię inspiracje. Nowe miejsca są również takim bodźcem inspiracji. Przez różnorodność zleceń, ta praca jest spełnieniem marzeń i chyba nie ma mowy o wypaleniu zawodowym. Cieszy mnie fakt, że zapisuję historie ludzi, miejsc i wydarzeń i że będę mógł coś pozostawić po sobie.

Bywa tak, że pasja fotografowania miesza się ze zwykłą rzeczywistością zawodową. Czy jest u Ciebie rozdział pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami, czy też starasz się to wszystko organicznie łączyć?

Tutaj odpowiem jednym zdaniem: staram się to organicznie łączyć.

A co ze sferą prywatną, rodzinną? Nie ma tutaj jakiegoś zgrzytu?

Jestem szczęściarzem, bo zarówno moi rodzice, jak i dziadkowie byli dla mnie prawdziwą rodziną, gdy byłem mały i gdy dorastałem. To samo mogę powiedzieć o moich teściach, którzy są dla mnie prawdziwymi drugimi rodzicami. Moja żona Ania inaczej stąpa po ziemi (śmiech), ale dzięki niej nauczyłem się życie traktować jak piękną chwilę, bo jest krótkie i zbyt piękne, by ciągle się zamartwiać. Bardzo korzystamy z życia razem z dziećmi. To moja żona i dzieci mnie wspierają, wierzą we mnie i pozwalają na to, bym fotografią zarabiał na życie. Nie zawsze jest lekko, bo konkurencja jest bardzo duża i z wieloletnim doświadczeniem. Często jest tłusto, ale bywa i bardzo skromnie. Ja nie mam miesięcznych wypłat. Nie ukrywam, że głównym motorem rodziny w tej kwestii jest moja żona. Wolny czas często pożytkuję, by zrobić coś przy domu czy załatwić sprawy z dziećmi. Ja nie potrafię tkwić w bezczynności, to zabija. Chcę też powiedzieć, że otaczam się całym mnóstwem wspaniałych ludzi, znajomych czy przyjaciół, którzy we mnie wierzą i mnie niejednokrotnie wspierają. Ci, co mnie znają, wiedzą, że potrafię zjednywać sobie ludzi (uśmiech).

Co jest Twoim tzw. konikiem, jeśli chodzi o fotografię?

Teraz już wiem, że ukształtowanie swojej wrażliwości w odpowiednim temacie fotografii to długotrwały proces. Jedni osiadają w jednym temacie, inni zaś w kilku dziedzinach fotografii. Od chwili, kiedy chwyciłem aparat do ręki po raz pierwszy, tematem przewodnim była natura, pejzaże, i nadal to lubię. Ale główną dziedziną fotografii pozostanie człowiek, czyli reportaż i portret. Zarówno każde ważne dla człowieka wydarzenie, jak proza jego życia. Natomiast bardzo dobrze czuję się w fotografii modowej, stylizacjach, fotografii do kampanii reklamowych. Uwielbiam pracę z dziećmi oraz od niedawna pasjonuje mnie architektura. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach trudno żyć fotografowi z jednego rodzaju fotografii.

Interesuje mnie Twój warsztat. Masz swoje studio? Jakiego używasz sprzętu?

Mój warsztat to przede wszystkim zdobyta i nadal zdobywana wiedza. Nie tak wiele książek, ale więcej wykładów, warsztatów i praktycznego zastosowania oraz spotykania na mej drodze mądrych ludzi, od których się uczę i z którymi wymieniam doświadczeniami.

Moim marzeniem było, i chyba nadal jest, posiadać własne studio, lecz niestety, są to spore koszty. Gdybym miał własny lokal, to już dawno by ono istniało. Życie pokazało szybko, że nie jest ono mi aż tak bardzo potrzebne. Jeśli już jest potrzebne, to podnajmuję: tak działa wielu fotografów w Polsce i na świecie. Więcej pracuję w terenie lub dla potrzeb np. dzieci i rodzin daję sobie całkiem radę w domowych warunkach. Chciałbym, aby było to bardzo profesjonalne, ale nie zawsze się tak da. Wielu ludzi bardzo docenia to, że mają domowe warunki, bo nie brakuje im niczego – w takiej sytuacji czuliby się źle.

Jeśli chodzi o sprzęt, niewątpliwie jest on bardzo potrzebny i, niestety, bardzo drogi. Ja wciąż inwestuję w sprzęt. Niemniej jednak zawsze powtarzam: to nie sprzęt jest istotą, a głowa. Sprzęt pozwala nam na uzyskanie wysokiej jakości efektu końcowego i daje nam możliwości techniczne. W dzisiejszych czasach sprzęt wielu firm jest naprawdę bardzo wysokiej klasy, dlatego częste „doktoryzowanie” się, jaką markę wybrać, jest mniej istotne.
 

100

fot. Robert Miklaszewski

 

Co byś polecił na start dla młodego fotografa?

Dobre pytanie zadałeś. Gdy czytam niekiedy fora, blogi, gdzie młodzi ludzie pytają, co kupić na początek, to każdemu z osobna chciałbym powiedzieć: zainwestuj w wiedzę – najlepiej tę praktyczną, czyli warsztaty, kursy – oraz oglądaj prace innych fotografów. Zadaj sobie pytanie, jaka dziedzina fotografii cię pasjonuje. Czy masz odpowiednią wiedzę z zakresu posługiwania się aparatem i jego funkcją, głównie manualną, czy masz pojęcie o kompozycji obrazu itd. Wielu młodych ludzi myśli, że gdy kupią aparat, to na dzień następny pojawią się pierwsze zlecenia: mówię o tych, co chcieliby zarabiać fotografią na życie. Niestety, jest to bardzo długotrwały proces, na który trzeba sobie zapracować.

Druga sprawa to sam proces robienia zdjęcia. Jak to jest? Dostajesz jakiś temat i w tej samej chwili masz wizję całości? Czy też potrzebujesz na to więcej czasu, zastanowienia?

To zależy od człowieka, jak bardzo jest kreatywny, jak wiele ma pomysłów. Nie tyle muszę, co chcę mieć czas do przemyślenia tematu. Inna sprawa, gdy pracuję pod presją czasu, jest np. sporo ludzi na planie i trzeba coś wymyślić na poczekaniu. Jeszcze inaczej jest, gdy stanie się coś nieprzewidzianego, co pozwala mi natychmiast zareagować, by uchwycić dany moment.

Bywa, że nie masz weny? Jak sobie wtedy radzisz?

Oczywiście, że nieraz nie mam weny twórczej. Myśli mi gdzieś kołują w głowie i brak mi pomysłu. Do tej pory dobrze dawałem sobie z tym radę. Nie zadowala mnie bylejakość, bo pracuję na swoje nazwisko, by móc zaistnieć w świecie fotografii. Wiem, że na tym świecie nie jestem sam, dlatego proszę opatrzność Bożą o pomoc w każdej mojej pracy, w każdej czynności, którą wykonuję . Wtedy też wspierają mnie najbliżsi.

Teraz coś trudnego. Opowiedz o swoim najciekawszym projekcie.

Miałem mniejsze lub większe prace, ale i projekty. Najciekawszym do tej pory był projekt ukazujący piękno Małopolski w 2016 roku. Nie tej powszechnie znanej i widzianej, lecz tej, do której należało dopiero dotrzeć. Praca marzeń dla niejednego fotografa. Wtedy niewątpliwie trzeba było się wykazać kreatywnością, zwłaszcza że projekt był realizowany w początkowych miesiącach roku, gdy nie było zimy ani wiosny, więc innymi słowy: szaro, buro i ponuro. W miejscach, do których dotarłem, otwierano mi wiele drzwi grzecznością i kulturą: one sprawiły, że powstały nie tylko zdjęcia, ale zachował się również opowiedziany klimat tych miejsc i rozmów z ludźmi. Ten projekt pozostanie ze mną w pamięci do końca życia, a efektem końcowym jest autorski album o Małopolsce, który dzięki Urzędowi Marszałkowskiemu został wydany.

W przypadku „uchwycenia” człowieka niezwykle ważna jest czujność. W końcu chodzi tutaj o zarejestrowanie tego właściwego, ulotnego momentu.

We wcześniejszych odpowiedziach wspominałem o tym, ale podkreślę że jest to niewiarygodnie ważne: CZUJNOŚĆ i bycie gotowym do zrobienia zdjęcia. W przypadku reportaży, często inni ludzie, którzy robią zdjęcia danego miejsca, chcą uniknąć innych osób w kadrze. Ja od dłuższego czasu wręcz oczekuję, by ci ludzie weszli w ten kadr, lecz w odpowiednim momencie.

tajlandia_1_fot_robert_krawczyk

A jak się czujesz w robieniu reportaży fotograficznych?

Kontynuując myśl o reportażu, jest on jednym z moich koników i nigdy z niego nie zrezygnuję. Ogromnie szanuję ludzi i ich prywatność i nie należę do fotografów, którzy za wszelką cenę wchodzą w przysłowiowych butach w czyjeś życie, by zrobić zdjęcie, dlatego ja chyba nie umiałbym pracować w gazecie, gdzie na to się nie zwraca uwagi. Z reguły chcę od kogoś uzyskać pozwolenie na uwiecznienie danego momentu, ale nie jest to regułą, bo nie zawsze jest taka możliwość.

W przypadku reportaży zawsze uderzał mnie naturalizm obrazów, w których ukazany jest dramat człowieka. Jedno zdjęcie może zupełnie zmienić świadomość.

Oczywiście, że tak. Mnie osobiście nie zależy na pokazaniu dramatu człowieka jako obrazu, który uwłacza jego godności, czy obrazu, który będzie dla mnie tylko tematem do chełpienia się nim. Zależy mi na pokazaniu i zmianie świadomości innych ludzi.

Jest również skrajność, czyli naturalizm bez granic w postaci pornografii. Trzeba tutaj wyraźnie postawić granicę między sztuką aktu a tandetnym ukazywaniem „zwierzęcej, pustej” strony człowieka.

Zdecydowanie trzeba taką granicę postawić. Ja w fotografii kobiet często spotykam się z zapytaniem o akt. Natomiast w głównej mierze wykonuję zdjęcia o tematyce „nagość zakryta”, gdzie niedopowiedzenie jest smaczne i pełne estetyki. Nie ma tam miejsca na wulgaryzm i brak smaku. Ja mam taki styl, a innych staram się nie oceniać, bo każdy ma swoją drogę.

Nieco statystyki. Jesteś w stanie określić, ile zrobiłeś do tej pory zdjęć w swojej karierze? Przynajmniej w przybliżeniu…

Zacytuję ojca Leona: „Zawsze byłem zły z matematyki” (śmiech). Nie umiem tego nawet bardzo w przybliżeniu powiedzieć, ale wiem jedno: jeszcze więcej przede mną aniżeli za mną.

Słyszałem o takiej zasadzie: robię 100 zdjęć i potem wybieram to jedno najlepsze.

Jest w tym jakaś prawda. Ja może robię 10–20 i wybieram to jedno. Wynika to bardziej z oszczędności. No właśnie, jakiej oszczędności? Kiedyś oszczędzałem kliszę, bo na niej się wychowałem, a dzisiaj? To już raczej przyzwyczajenie, choć i na pewno oszczędność czasu podczas wstępnej selekcji zdjęć. Ilość zrobionych zdjęć zależy również od tematu, nad którym pracuję. W reportażu nie ma mowy o próbach zdjęciowych: tam liczą się ułamki sekund, by uchwycić moment, i często jest to tylko jedno zdjęcie.

tajlandia_2_fot_robert_krawczyk

Dzisiaj mamy do czynienia ze światem, który pędzi. W dobie mediów społecznościowych dobre zdjęcie raczej nie wchodzi w grę, chodzi o szybkość, nie o jakość. Fotografia traci, staje się uboga.

Można tak pomyśleć, lecz należy pamiętać, że w dzisiejszym świecie tak zdjęcia, jak i filmy potrzebne są wszędzie. Może portale społecznościowe nie potrzebują jakości, ale cały biznesowy Internet potrzebuje bardzo dobrej jakości zdjęć, bo to ich wizytówka. Niewątpliwie kiedyś ta fotografia była czymś bardziej szlachetnym i wyczekiwanym, kiedyś przyjście do fotografa było pewnym wydarzeniem. Nie każdy umiał wywołać kliszę. Oczekiwaliśmy efektów zdjęć nieco dłużej aniżeli dzisiaj. Klisza nadal istnieje, lecz jest jej bardzo mało. Za jakiś czas tradycyjna fotografia będzie szlachetną i drogą usługą.

Ciekawi mnie, jaki jest Twój stosunek do selfie? Chwytanie chwili w sposób niedoskonały…

Są ludzie wręcz uzależnieni od tego. Ja za tego typu zdjęciami nie przepadam i raczej ich nie wykonuję. Zdarzyły się odosobnione przypadki, kiedy zrobiłem sobie z kimś selfie. Oczywiście w żaden sposób tego nie krytykuję, tylko uśmiecham się gdzieś wewnętrznie.

Druga sprawa to wyreżyserowane zdjęcia. Sztuczność czy konieczność?

Raczej konieczność. Zdarza się coś reżyserować, ale to należy do rzadkości. Sztuczność to nie mój styl.

Na deser zostawiłem problem paparazzich i fotografii brukowej. Tutaj z kolei pojawia się pytanie o granice prywatności i gdzie fotograf powinien powiedzieć STOP.

To złożony temat. Byłem wiele razy w takich sytuacjach, kiedy nie umiałem „wejść w butach w czyjeś życie” i zrobić zdjęcie, więc nie jestem godnym polecenia, bym pracował w gazecie, gdzie wręcz potrzebują takich fotografów, którzy nie mają skrupułów. Ja w swojej naturze mówię STOP takim zachowaniom. Wielu paparazzich z tego żyje i ma się dobrze. To nie moja bajka. Mam zakorzeniony szacunek do drugiego człowieka i jest mi z tym dobrze. Ostatnim przykładem była sytuacja w Tajlandii, kiedy to sportretowałem dwoje spośród trojga siedzących ludzi na ulicy. Wszyscy byli przez kogoś okaleczeni w celach zarobkowych, by z ich żebrania ktoś czerpał pieniądze. Jeden z nich wyglądał jak nieczłowiek: moje poczucie jakiejkolwiek estetyki zostało zachwiane. Nie byłem w stanie wycelować w niego obiektywu. Nie zapomnę tego obrazu do końca życia.

Z fotografią brukową wiąże się kwestia etyki.

Poniekąd odpowiedziałem już na to pytanie. Nic ponad ludzką godność.

Czy fotografia musi bazować na kontrowersji? Wtedy to, co nazywało się sztuką, zamienia się w kolejny produkt machiny ekonomicznej.

Wielu sięga po kontrowersję; niekiedy zdjęcia muszą być kontrowersyjne, by przemówiły do tych, co „nie widzą”. Owszem, zarabia na tym machina ekonomiczna, bo tak już ten świat jest skonstruowany. Ale nie zapominajmy, że sztuka nadal istnieje w tym dobrym kontekście, bez kontrowersji.

Jaka jest definicja dobrego zdjęcia według Roberta Krawczyka?

Robiąc zdjęcia, staram się mieć dużo pokory i dystansu do samego siebie oraz jeszcze więcej szacunku do samego procesu tworzenia. Wiem, że aby fotografować, nie wystarczy dobry sprzęt, lecz umiejętność patrzenia. Liczy się nie tyle to, co widzimy, lecz jak widzimy.

magia_barw_robert_krawczyk

Czy jesteś w stanie wymienić 7 grzechów głównych polskiej fotografii/fotografów?

  1. Wielu fotografów nie przyjmuje krytyki i nie umie jej odebrać jako dobrej lekcji.
  2. Niektórzy są zbyt przewrażliwieni na punkcie samych siebie i swej twórczości.
  3. Nie ma zdrowej rywalizacji, tylko dopatrywanie się na wstępie, czy ktoś nie zagraża na rynku zleceń.
  4. Grzechem jest przeciąganie w nieskończoność oddawania prac końcowych, zwłaszcza tych, które są wykonywane nieodpłatnie. Brak rzetelnej komunikacji.
  5. Brak rozwoju, obejmującego dalsze procesy tworzenia i częste podchodzenie do danego zlecenia w sposób schematyczny, sztampowy.
  6. Gdy ktoś się pomyli, to słowo „przepraszam” albo dla niego nie istnieje wcale, albo jest mu je bardzo ciężko z siebie wydusić. Ale to dotyczy nie tylko fotografów (śmiech).
  7. Na koniec chcę tylko dodać, i jest to przykre, że w Polsce trudno się wybić; bardziej docenianym jest się w innych krajach.

Spotkałem się również z pewną pretensjonalnością, co uważam za efekt wzajemnego niezrozumienia. Trochę to jest tak, że artyści są święcie przekonani o tym, iż wszyscy wokół żyją w takiej samej rzeczywistości jak oni i w taki sam sposób postrzegają świat. A wystarczy tylko porozmawiać?…

Trafne spostrzeżenie o postrzeganiu świata. Umiejmy rozmawiać nie tylko o radościach, ale i o problemach… Powtarzam to często. Ja na wszystkim się nie znam, często sam mam problemy, jak dany temat podjąć, więc dopytuję innych.

Nie bójmy się rozmawiać!

Innym rozwiązaniem jest nabycie pokory i dystansu do samego siebie, o czym również piszesz na stronie.

Nie trzeba tego chyba zbytnio rozwijać. Wszyscy, co mnie znają, wiedzą, że jestem raczej skromnym człowiekiem. Ja zawsze proszę Boga o pokorę w życiu, jak i w samym procesie tworzenia, bym wywiązał się należycie z danego mi zadania. Umiem się z siebie śmiać i nie biorę wszystkiego zbytnio do siebie oraz umiem przyjąć konstruktywną krytykę i wyciągnąć z niej wnioski.

Czy istnieje w twoim słowniku takie określenie jak „szybka sesja”? Co w sytuacji, kiedy klient potrzebuje czegoś „na wczoraj”? Podejmujesz wyzwanie czy raczej z daleka od tego typu „szybkich akcji”?

To zależy, co to za zlecenie. Wpadł ostatnio do mnie klient, który kiedyś miał sesję rodzinną, i pyta: „Panie Robercie, potrzebuję dwa zdjęcia do strony internetowej, jaki koszt i ile to potrwa?”. Wiem, że mając czas, bez problemu podołam temu zadaniu, lecz z reguły umawiam się z większym wyprzedzeniem, bo też chcę się przygotować do zdjęć. Bardziej złożone tematy wymagają włączenia kreatywności i potrzebują czasu na realizację. Często zapisuję pomysły na kartce.

Interesują mnie Twoje wrażenia po sukcesie kampanii reklamowej „Młodość to stan ducha”, w której brałeś udział, robiąc „koralowe” zdjęcia ojcu Leonowi. Opowiedz też nieco, jak to się stało, że zacząłeś współpracę z województwem małopolskim.

Kilka lat temu wykonałem pierwsze zdjęcia do kampanii promocyjnej „Duch Świąt pochodzi z Małopolski”, w której to wzięli udział Piotr Cyrwus, znany aktor, jak i inni znani i lubiani przez internautów, m.in. Lekko Stronniczy Krytyk. Zdjęcia spodobały się. Zaraz po tym wykonałem kilka zdjęć z Mikołajem rozdającym prezenty w regionie Małopolski. Rok po tych zdjęciach zaproszono mnie do wzięcia udziału w kolejnym projekcie z cyklu Kapitał Ludzki, w którym również brał udział Piotr Cyrwus. Idąc tym torem, zaskarbiłem sobie przychylność ludzi, którym zdjęcia się spodobały. W międzyczasie wykonałem jedno zdjęcie, które miało przedstawiać inwestycje w Małopolsce i które to okazało się strzałem w dziesiątkę. Cały ten proces złożył się zaproponowaniem mi zdjęć dla Małopolski ze znanym mnichem i czerwonymi koralami. Oczywiście padło pytanie, czy się zgodzi na korale. Zdjęcia miały być do kalendarza. Gdy już wykonywałem zdjęcia, cieszyłem się, że Leon nie pozuje, tylko jest naturalny w tym, co robi. Wiele kadrów wydawało mi się pięknych. Postanowiłem zaprosić ojca Leona na tynieckie schody, na których miał usiąść. Nie wszyscy wierzyli, że to zrobi, ale udało się. Usiadł i nadal przemawiał. Ja nie traciłem czasu i robiłem zdjęcia, które były coraz bardziej wymowne w przekazie. Cieszyłem się z materiału. Na koniec zdjęć, gdy się żegnaliśmy i następował uścisk dłoni, mający duży dystans do siebie mnich, rozpiął habit i pokazał koszulkę ze słynnym napisem KEEP CALM AND ORA ET LABORA. Ani chwili nie czekając, chwyciłem aparat, którego nie schowałem, i zrobiłem to jedyne zdjęcie, które okazało się hitem. Tak powstają często perełki (śmiech). Nie ukrywam, że efekty kampanii mnie bardzo zaskoczyły, bo było to zdjęcie bardzo rozpoznawalne. Otrzymywałem całe mnóstwo zapytań od redakcji radiowych, od wydawnictw itp. Cieszyłem się, że to ja mogłem się przyczynić do tego sukcesu. Teraz, dzwoniąc do ojca Leona, zawsze mogę liczyć na jego przychylność, bo nasza znajomość się nie zakończyła, a to rzecz bezcenna.

uchwycic_piekno_czlowieka_robert_krawczyk_leon_knabit_jacek_zelek

Od lewej: Robert Krawczyk, Leon Knabit OSB i Jacek Zelek

 

Słyszałem, że szykujesz się do projektu z Aleksandrem Dobą? Sport, kajak, ustalanie rekordów; jakieś szczegóły?

Nie chcę niczego zapeszać, ale to przykład na to, że nie wszystkim woda sodowa uderzyła do głowy, i że niektórzy pozostali normalnymi ludźmi. Jestem pod wrażeniem pana Aleksandra, który w prozaicznie zwykłych czynnościach jest normalnym i ciepłym człowiekiem. Nie poznaliśmy się osobiście, ale wystarczyły telefony, e-maile, które wiele mogą powiedzieć o człowieku. Czas pokaże, co razem zrobimy.

Lubisz podróżować. Nie tak dawno Azja (bardziej prywatny wyjazd). Co Cię urzekło?

Znajoma napisała mi na FB: „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”. Ile w tym prawdy. Podróżowanie to rzecz bezcenna. Można się uzależnić i cieszę się, że moja żona jest też od tego uzależniona, i dzielimy tę pasję, razem pokazując świat naszym dzieciom. Wyjazdy niekiedy łączę, ponieważ ten zawód na to pozwala. Nie zawsze, ale czasem da się tu połączyć pracę z odpoczynkiem.

Oprócz fotografii czy jest coś jeszcze, co Ciebie pasjonuje?

Jestem człowiekiem kreatywnym: gdybym znowu zajął się czymś innym, to brakłoby mi życia. Nie pokazuję swojego CV, bo gdyby ktoś je przeczytał, to nie uwierzyłby, że można się w życiu tyloma rzeczami zajmować. Miałem firmę reklamową, zajmowałem się masażem, miałem również firmę cateringową, ale przyjmowałem też i inne zlecenia, w ramach których urządzałem ludziom mieszkania, doradzałem w kwestiach estetyki, nie bałem się chwycić łopaty i kopać w ziemi, lecz nie w branży budowlanej, a raczej sadowniczej, choć wszystkie remonty w domu w 90% wykonuję sam.

Plany na przyszłość?

Kocham żyć i pomagać innym. Patrzeć na moje dzieci, które niosą dobro dalej. To moje szczęście. Poza tym moja kochana żona wspiera mnie, wspiera mnie wielu ludzi i wiedzą , że ja kocham fotografię. Chcę coś pozostawić po sobie, jakiś dorobek. Póki zdrowia wystarczy, chcę się nadal rozwijać w tej dziedzinie, nie zostawiając rodziny na planie dalszym, bo są oni dla mnie bezcenni. Jedynie Bóg wie, jaka będzie moja dalsza droga.

Wielkie dzięki za rozmowę.

Bardzo się cieszę, że mogłem nieco pomęczyć Roberta (którego prace możecie podziwiać na stronie fotokrawczyk.pl) i zadać mu kilka pytań. Ktoś powie, że takich wywiadów są setki, a więc po co tworzyć coś kolejnego. Być może… Wychodząc z takiego założenia, można by też siedzieć i nic nie robić, bo już wszystko zostało powiedziane. Taka postawa nie wchodzi dla mnie w grę: trzeba pytać, żeby „koloryzować” rzeczywistość. Każda rozmowa jest wyjątkowa, w każdej rozmowie gra światło głównego bohatera, tematu i pasji, wokół której się wszystko obraca. Już sam fakt dynamizmu całości jest ciekawy. Ale na początek trzeba być zainteresowanym, a nie oklapnąć w kieracie dom–praca–dzieci itd. Szarość życia jest przewidywalna, nudna, bez wyrazu, mimo tego, że jest. Można zostać na tym jednym poziomie, owszem – wolny wybór, żyć z dnia na dzień, ale można dorzucić coś jeszcze, nieco koloru pasji, zaangażowania. Takie połączenie ma sens, dzięki czemu możemy cieszyć się z piękna człowieka i tego, co robi…