Jak to dobrze współpracować z kimś, kto jest rzetelny w tym, co robi: zarówno jedna, jak i druga strona dogadują się bez żadnych problemów. Jest pomiędzy nimi taka zwyczajna naturalność. W takim układzie jest jasne że w momencie kiedy jedna ze stron (najczęściej klient) potrzebuje pomocy czy też rady: co i jak zrobić w danej sytuacji, żeby nie było przykrych i obciążających niespodzianek, ta druga strona służy pomocną ręką.

Jak to bywa z ideałami, są one ulotne jak letni deszcz. Fajnie by było, żeby taki model miał miejsce. Zaczyna się fajnie, kończy fatalnie. A to tylko z powodu tak głupiej sprawy, jaką jest niedopowiedzenie, brak ujęcia problemu całościowo. Gość kiwa głową, wszystko będzie dobrze; a za chwilę wychodzą kolejne ciekawe sprawy, o których nasz dobrodziej „zapomniał” powiedzieć. Gra półsłówek, sztuczny uśmiech i ciągłe zapewnienia, że wszystko gra i hula.

Rzetelność pod znakiem zapytania

Według mnie nie ma nic gorszego jak niedopowiedzenie. Rozmywa się tutaj granica między szczerością a oszustwem: paradoksalnie jest to jeszcze prawda, a już kłamstwo. Niby wszystko dobrze, a jednak coś wisi w powietrzu. Podskórnie można wyczuć, że coś nie gra, ale jest takie coś jak ufność. I kolejny raz człowiek wychodzi na głupka. Zaufać to czuć się bezpiecznie… Nie wszyscy jednak wiedzą, że lepiej by się żyło, gdyby nie kierowano się pustymi sloganami, niemającymi pokrycia w rzeczywistości.

Ciężko mówić o rzetelności człowieka, który w swym życiu opiera się na niedopowiedzeniach. Rzetelność wyklucza się z nieszczerością: o żadnej zbieżności nie ma mowy. To są dwie proste, biegnące równolegle względem siebie i niespotykające się w żadnym punkcie. Człowiek rzetelny dba o jakość przekazywanej informacji, tym bardziej, jeżeli to dotyczy delikatnej sprawy. Człowiek rzetelny dba o relację z klientem. Druga strona zazwyczaj odpowiada tym samym i wszystko się kręci w zasadzie bezproblemowo, dopóki…

Będę w poniedziałek, przyjeżdżam w środę

Niedopowiedzenia prowadzą nieraz do tak absurdalnych sytuacji, że gość mówi ci, iż przyjedzie w poniedziałek, a przyjeżdża w środę lub zupełnie za tydzień lub dwa, i żeby dopełnić obraz, jest to dla niego zupełnie naturalne zachowanie. Po co brać pod uwagę kogoś, kto czeka, spodziewa się, czasami przygotowuje pewne sprawy z myślą o spotkaniu. Jeżeli ktoś potrafi określić takie zachowanie jako rzetelne, no to życzę wszystkiego najlepszego na dalszej drodze…

Niedopowiedzenie karmi się „chaosem wewnętrznym”, pewnym nieuporządkowaniem, brakiem harmonii. Taki człowiek, jak to określają inni, „jest roztrzepany”. Przy braku uporządkowania ciężko prosić o konkretne wyjaśnienia i rzetelne informacje.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że akurat w tym moim przypadku, nie potrzeba było czegoś wyjątkowego, co zabrałoby, nie wiem ile, czasu i siły. Wystarczyło poświęcić 10 minut i jasno wyłożyć: słuchaj, Jacek, jeżeli zrobisz to teraz, to licz się ze znacznie wyższymi kosztami itd. Ale nie, bo po co… Trzeba było przygryźć wargi i iść dalej. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że „rzetelny człowiek”, który zgotował mi takie niespodzianki, to – w sumie mogę powiedzieć – „dobry” kolega. Sprawdza się taka właściwość: najciemniej jest pod latarnią. Szkoda, że tak to się skończyło, ale nie ma co dzielić włosa na czworo: sprawa zamknięta, choć sytuacja zapisała czarną kartę w historii moich relacji z innymi.