Jestem zdania, że w chwili kiedy podejmuję decyzję o jakimś projekcie,  już na starcie w głowie mam jeden cel: staram się go zrobić jak najlepiej. Bez względu na efekt końcowy. Sam fakt takiego myślenia rokuje pozytywnie. Po drodze mogą pojawić się kłopoty, jakieś potknięcia, jednak człowiek, któremu zależy i przyświeca temu wszystkiemu jakaś idea zrobienia czegoś w sposób doskonały i piękny, jest w stanie poradzić sobie z tymczasowymi problemami. Krótko: jest w tym jakaś głębsza myśl, pewien przekaz i chęć podzielenia się swoją wiedzą, nie tylko postawa czysto biznesowa.

W społeczeństwie raz po raz mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią. Wydawnictwa za pomocą dobrze skrojonego ubranka i szaty graficznej potrafią sprzedać coś, co z pozoru wydaje się piękne, ale zaglądając do środka stajemy przed faktem, że oprócz tego, że tam nie ma nic wartościowego, również i samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Grzegorz Barasiński „miszcz kaligrafii”

Z ciekawości zacząłem przeglądać Internet w poszukiwaniu informacji na temat Pana Grzegorza Barasińskiego. Moim oczom ukazały się różne tytuły i określenia: mistrz kaligrafii, założyciel Polskiego Towarzystwa Kaligraficznego itp. Artykuły, wywiady, nawet materiały wideo, które ukazują wspomnianego autora z bardzo pozytywnej strony. Cudownie… Wszystko podziałało, więc sięgnąłem po publikację „Copperplate”. Miałem okazję pisać na temat podręcznika „Piękna Litera” czy też o twórczym wykorzystaniu kaligrafii na podstawie publikacji „Liternictwo. Sztuka pięknego pisania”. A więc dlaczego nie sięgnąć po kolejną pozycję wydawniczą. O jakież było moje zdziwienie… Wcześniej spotkałem się z opinią, że nie warto, po co tracić pieniądze na parę stron, gdzie nawet skany są źle zrobione. Moment, chwila… coś mi się nie zgadzało… przecież nie może być aż tak dużego rozdźwięku między tym, co przeczytałem na temat Pana Grzegorza Barasińskiego, a tym, co jest efektem jego pracy. Błąd. Okazuje się, że można ładnie pisać w Gościu Niedzielnym na temat „Copperplate” czy też określać na stronie sklepu, że mamy do czynienia z podręcznikiem; a rzeczywistość jest zupełnie inna. Oszustwo? Kłamstwo? Fałsz? Ważne żeby sprzedać…

Poprzeczka, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju podręczniki jest zawieszona bardzo wysoko. Tym bardziej, jeśli chodzi o kroje różnych pism. Czytelność i estetyka stoją na pierwszym miejscu, wreszcie sama publikacja ma być „terenem” do ćwiczeń i twórczego kształcenia sztuki pięknego pisania. Dobrze przygotowana oprawa graficzna jest również okazaniem szacunku dla czytelnika. W przypadku broszurki (inaczej tego nie nazwę) „Copperplate” Grzegorza Barasińskiego, to jest mniej więcej tak jakby rzucić jakimś ochłapem w twarz czytelnika. Masz, zapłać i nie narzekaj!

Tam nawet skany są źle zrobione

Przeglądając kolejne strony, aż dziw bierze, jak można spieprzyć taką publikację. Na wstępie sam format odstrasza, brak szycia w środku powoduje zamykanie się stron rzekomego „podręcznika”. A już czarę goryczy przelewa estetyka wnętrza, gdzie nawet skany poszczególnych ćwiczeń, przykładów i liter są źle zrobione. Poniżej zobaczycie jak to wygląda w porównaniu z podręcznikiem z krwi i kości „Piękna Litera” Ewy Landowskiej i Barbary Bodziony.

copperplate_piekna_litera_4

Zauważcie, że nawet jakość poszczególnych skanów w „Copperplate” pozostawia wiele do życzenia (nie mówiąc już o widocznych zabrudzeniach). Popatrzcie na podręcznik „Piękna Litera”, każdy szczegół jest dopracowany, dokładnie wyjaśniony, wszystko jest wyraźne i przemyślane. W broszurce Pana Barasińskiego wszystko zrobione jest jak „na kolanie”, niechlujnie, z brakiem zachowania jakiegokolwiek szacunku dla czytelnika. Trzeba być naprawdę „artystą”, żeby źle wykonać nawet prosty skan notatek.

copperplate_piekna_litera_3

copperplate_piekna_litera_2

copperplate_piekna_litera_1

I tak, mamy z jednej strony osoby, które wypruwają sobie żyły nad przygotowaniem naprawdę dobrego podręcznika, nad którym spędzają dnie i noce, żeby całość była czytelna i jak najbardziej służyła czytelnikowi (tak, nawiązuję tutaj do, jak dla mnie jedynego podręcznika, „Piękna Litera” i do samych Autorek Ewy Landowskiej i Barbary Bodziony, ponieważ zrobiły naprawdę dobrą robotę).

A z drugiej pojawia się „artysta” Pan Grzegorz Barasiński ze swoją, na szybko skleconą broszurką, w której nawet skany są źle zrobione. Przeczytałem z tyłu „wyznanie” jakiejś nauczycielki (zapewne dobrej znajomej autora): „I oto zjawia się pomoc, której dotąd nie było!… Przejrzyste wzorniki…” Jaka pomoc? Jaka przejrzystość? Ta Pani chyba zgubiła okulary.

Usłyszałem kiedyś opinię, że Pan Grzegorz ma wielkie mniemanie o sobie i raczej to, co prezentuje jest marnej jakości. „Copperplate” jest potwierdzeniem tej akurat prawdziwej plotki na temat autora. Panie Grzegorzu wystarczy troszkę się postarać i nie wypuszczać „czegoś takiego” i dajmy sobie spokój z określeniami typu: „Ten podręcznik pozwala na powrót do starannego – a po ćwiczeniach także pięknego – ręcznego pisania.” Podręcznik? Dobre sobie… Sam środek jest zrobiony niestarannie, a tutaj czytamy górnolotne określenia o „starannym pisaniu”. Jest to zwykłe oszukiwanie i wprowadzanie w błąd czytelnika, ale chyba Pan Barasiński lubi takie zagrania (szczególnie idealnie to koresponduje z Jego pobożnymi zdjęciami ikon i przedstawień świętych na koncie profilowym), taka schizofrenia duchowa… głosi jedno, a żyje inaczej…

Umówmy się na jedno: prawda zawsze wyjdzie na wierzch. Panie Grzegorzu chylę czoło za dobre i sprawne mydlenie oczu ładnymi nagłówkami i artykułami, ładne opakowanie zawsze się sprzeda, jednak kij ma zawsze dwa końce. Nie każdy żyje w fałszu o samym sobie. Ludzie myślą i mają zdolność porównywania, dlatego niech Pan się nie dziwi, że efekt końcowy jest taki, a nie inny, co potwierdzają dwie recenzje na stronie Dowolnik i fanpage’u Pen Show Poland, które dotykają kwestii szczegółowych, a piszą to ludzie, którzy aktywnie praktykują sztukę kaligrafii. Liczę na to, że te wszystkie uwagi, weźmie Pan do serca i zapowiadana książka, która ma się ukazać nakładem Wydawnictwa Znak, będzie choćby lepszej jakości, jednak patrząc po cenie, jaką oferuje samo wydawnictwo i inne księgarnie, raczej nie budzi wielkich nadziei. Ale czas pokaże! Czekam z niecierpliwością…

Póki co, drodzy czytelnicy, którzy interesujecie się kaligrafią i chcecie korzystać z jak najlepszego podręcznika, według mnie jedynego w Polsce, zrobionego na najwyższym poziomie merytorycznym i estetycznym, macie do dyspozycji dzieło Ewy Landowskiej i Barbary Bodziony „Piękna Litera. Uncjała i Italika”, a w drodze jest już II tom, w którym zostaną omówione dwa kroje pisma: minuskuła karolińska i copperplate script (zapowiedź jest tutaj). I jeszcze raz powtórzę: „Piękna Litera” to jedyny i prawdziwy podręcznik to kaligrafii.