Finał. Jakiś dziwny spokój. Okazuje się, że i teoretyzowanie może męczyć. Temat ośmiu duchów zła kończę na demonie, który jest o tyle trudny, że ciężko tutaj określić granicę kiedy się kończy próżna chwała a zaczyna pycha. Niezwykle cienka i niewidoczna nić może być w każdej chwili zerwana. Jeżeli pierwsze duchy zła można było w łatwy sposób zdefiniować, w tym przypadku ciężko coś konkretnego powiedzieć.

Pycha i próżność stoją tak blisko siebie, że w zasadzie możemy mówić o czymś jednym. Ostatni demon to podsumowanie całości. Obrzęk duszy, który rozwijając się od obżarstwa aż do próżnej chwały, w pysze ma swoje zwieńczenie, pęka i wylewa się cała obrzydliwość zebrana przez wszystkie lata grzesznego życia.

Straszna wizja, ale taki jest Ewagriusz. Wraca problem czytania Pism ascetycznych z odpowiednimi komentarzami, aby zrozumieć i nie zrazić się po lekturze paru wersów. Specyficzny, wręcz obrzydliwy język, paradoksalnie, w sposób piękny oddaje kondycję człowieka opętanego przez duchy zła. Myśli, bo o nich mowa, stanowią problem, i to od nich powinniśmy rozpocząć proces zmian. Grzech to fakt, coś dokonanego. Poprawa musi objąć dwie strefy: pożądliwą i popędliwą.

Ewagriusz z Pontu o pysze: …jest obrzękiem duszy wypełnionym ropą, jeśli dojrzeje, pęknie i sprawi wielki odór; chroniczne zatrucie leczy się przez wypalanie…

Spojrzenie z zewnątrz i od wewnątrz

Przyglądając się demonowi pychy trudno nie dostrzec, że człowiek w końcowej fazie jest zupełnie wyalienowany. Przekonanie o własnej słuszności i głupocie innych pogłębia studnię samotności. Pycha jako zwieńczenie doprowadza do zupełnego zanegowania jakichkolwiek autorytetów. Nie ma nikogo ponad mnie samego, ponieważ wszyscy mnie zawiedli. Nikt nie dorasta do MOJEGO, ciężko wypracowanego poziomu… Pretensje i urażona duma tworzą kolejny, iluzoryczny obraz, w którym jesteśmy samowystarczalni. Dlatego inni stoją nam na przeszkodzie, stają się rzeczami które trzeba wykorzystać lub usunąć, abym to JA mógł spokojnie kroczyć wyznaczoną przez siebie ścieżką.

Wydaje się, że dramat pychy to w jakimś stopniu świadomość, że potrzebujemy pomocy, jednak osobiste urazy nie pozwalają przebić się tej myśli. Pycha, tak uważam, to niepokonalny mur przez który nie może się przedostać możliwość innych rozwiązań. Tak bardzo jesteśmy pewni. Nasze decyzje prowadzą do zniszczeń na poziomie wiary i relacji. Mur, który sami postawiliśmy i przed którym stoimy, sytuacja którą wybraliśmy, w ostatecznym rozrachunku doprowadza do rozpaczy. Ciche echo, które woła o pomoc, nie może wyjść na zewnątrz. Wizerunek budowany przez tyle lat musi się utrzymać, duma na to nie pozwala… powraca gniew pomieszany ze smutkiem.

Człowiek mimo to, że sytuacja jest beznadziejna, potrafi i z tym sobie poradzić. Pracoholizm w różnych wariantach. Więcej pracy, zainteresowania zmieniane jak rękawiczki, coraz to ambitniejsze wysiłki ascetyczne, doznania modlitewne itp. Więcej i więcej, aby znieczulenie zadziałało. Każdy z duchów zła ma doprowadzić do skrajności, dlatego tak ważny jest umiar, który podawany jest przez Ojców Pustyni jako jedno z lekarstw w walce z myślami. Umiar pozwala zachować zdrowy balans i dystans, tym samym w jakimś stopniu uporządkować życie wewnętrzne. Dzięki tej cnocie możemy zobaczyć i usłyszeć, że tak dalej nie można, to droga donikąd.

Iluzja własnej wartości, która już zaczęła pęcznieć pod wpływem próżnej chwały, nabiera mocy aż do chwili kiedy obrzęk pęka i wylewa się ropa pretensji i urazów na wszystkich dookoła. Pycha umocniona przez gniew pragnie zniszczyć innych, którzy wywołali nasz smutek. Gniew wyłupuje oczy, stajemy się ślepi, smutek napędza, a pycha utwierdza przekonanie o własnej słuszności. Idziemy jak taran bez względu na to, co lub kto wpadnie pod koła egoizmu. W tym błędnym szaleństwie toczymy się, obrastając w ciągle to nowe urazy, powiększając objętość ego. Nikt i nic nie może nam stanąć na drodze…

pycha

Środki zaradcze na pychę: pokora, czyli przyjęcie prawdy o sobie, własnej omylności i potrzebie pomocy ze strony innych. Św. Benedykt w Regule ukazał 12 stopni na drodze w zdobyciu cnoty pokory i tym samym sposób na wyleczenie się z miłości własnej. Ewagriusz pisał o pysze jako zbutwiałej drabinie, po której próbujemy się wspiąć i za każdym razem spadamy. Z drugiej strony ukazana została pokora jako solidna drabina, po której wkraczamy na kolejne stopnie cnoty.

Patrząc dzisiaj na przedziwne zachłyśnięcie się fajerwerkami duchowymi, śmiem twierdzić, że temat ośmiu duchów zła wróci z bolesnym rykoszetem. W końcu ile można karmić się kremówkami nie doprowadzając do rozstroju żołądka. Kolejny lider, spotkanie na którym dotyk rąk uzdrowi… co jeszcze? Bardzo to wszystko ciekawe, jednak naznaczone płytkim emocjonalizmem. Tak czy inaczej, kolejny event, przesłuchana konferencja czy spotkanie z rękami w tle, nie spowodują same w sobie, jakiegokolwiek postępu. Im szybciej będziesz uciekał, tym prędzej rozbijesz się o ścianę własnych pożądliwości i popędliwości.

Koniec. Amen. Powie ktoś: to tylko puste teoretyzowanie. Nie inaczej. Pisząc o ośmiu duchach zła chciałem dołożyć swoje 3 grosze w tym temacie. Subiektywne opinie oparte na współczesnych opracowaniach. Nic więcej. Wszystko już zostało powiedziane, jednak niektóre treści trzeba ciągle aktualizować. Osobiste wstawki mające jakiś odcień pretensji to forma wyrzutu pod wpływem spojrzenia na pewne, dziwne tąpnięcia w życiu Kościoła.

A więc tak: narzędzia zostały przedstawione. Próba wyleczenia również. Nauka Ojców Pustyni poświadczona doświadczeniem pierwszych wieków rodzącego się chrześcijaństwa, bazująca na praktyce życia wewnętrznego, to wypróbowana droga przemiany. Trudna i bolesna, ponieważ skuteczna.