Jadąc do mniszek, możesz się jedynie przyglądać. Ewentualnie, mając szczęście, możesz mieć okazję wymiany paru zdań. Jadąc do benedyktynek nie można mieć ustalonego planu i oczekiwań, z bardzo prostej przyczyny, jest to zupełnie inna rzeczywistość, która może nie różni się w jakiś szczególny sposób od życia świeckiego, jednak ma w sobie pewien ideał, który przynależy tylko do tego zakonu. Codzienność rządzi się podobnymi prawami, co i u nas świeckich, relacje również, ale jest coś jeszcze…

Temat ciszy chodził za mną od dłuższego czasu. W jaki sposób do tej kwestii podejść, bez uszczerbku samej istoty. Minimalizm formy mógłby posłużyć jako wyznacznik. Gdzieś w głowie siedzi pewien schemat: krótko, dynamicznie zmieniające się obrazy, dużo fajerwerków. Owszem, ale nie w tym przypadku. Dynamika powoduje zakłócenia.

W Strefie ciszy został ukazany fundament. Jadąc do mniszek, nie sposób nie usłyszeć modlitwy. Myśląc o temacie ciszy, trzeba sięgnąć do korzeni… najpierw modlitwa, czyli pewna strefa, a w następnej kolejności ukazanie osób, które to budują, a przynajmniej starają się żyć według pewnego ideału. W pierwszym i drugim etapie trzeba stanąć przed problemem słów, które jakoś nie pasują do ciszy. Będąc w drodze, musimy liczyć się z etapami podróży; podobnie i w przypadku ciszy, nie dochodzimy do niej od razu, w myśl znanych słów pewnego kartuza: cisza jest pełnią słowa. Pełnia to koniec, podsumowanie. Na początku trzeba doświadczyć i zrozumieć ciszę. Doświadczyć wewnętrznie i zrozumieć poprzez słowa, a przynajmniej posłuchać jak ją rozumieją inni.

zarnowiec

Co usłyszałem?

Cisza to pokój serca…

Cisza to oczekiwanie. Prawda codzienności…

Cisza to świadomość tęsknoty…

Cisza musi być skierowana do Kogoś…

Cisza to przestrzeń spotkania…

Będąc na Pomorzu, w Żarnowcu, muszę stwierdzić jasno, że w moim przypadku żadna forma, czy to będą rekolekcje czy też jakiś inny sposób wyciszenia, nie równają się z doświadczeniem codzienności. Przybierając jakąś formę dochodzi u mnie do jakiejś sztuczności i braku naturalności. Natomiast codzienność wywołuje u mnie większy pokój i radość niż cokolwiek innego. Ale wymagało to u mnie pewnej weryfikacji i doświadczenia pewnych wydarzeń. Nic tak bardzo mi nie pomogło, jak chwile, kiedy słuchałem opowieści doświadczonej Mniszki. Nic bardziej miłego, kiedy miałem możliwość filmowania zwykłych prac czy to na gospodarstwie, w refektarzu czy podczas pisania ikony. Nic bardziej radosnego, kiedy słyszałem przekomarzanie się sióstr… Mówi się o kieracie dnia codziennego, o szarości. Dopiero przyglądnięcie się z zewnątrz, może nieco oczyścić spojrzenie i dostrzeżenie w tych zwykłych sytuacjach, coś naprawdę wyjątkowego. Dlatego pisałem o braku oczekiwań, planów, to będzie tak i tak, pewna doza czegoś nieoczekiwanego tworzy ciekawą mozaikę. Oblicza ciszy to osoby, które starają się odbudować to, co zostało zrujnowane; otworzyć to, co zostało zamknięte. I ja im w tym chcę pomóc… Poniżej umieszczam krótką zapowiedź, cały materiał znajdziecie wkrótce na YouTubie (jeżeli chcecie być na bieżąco, zachęcam do subskrypcji).

Wiele osób może to uważać (podobnie jak i inne wpisy) jako odważne wyznanie wiary czy też jak to woli pewnej pobożności. Nic z tych rzeczy. Wiele osób może by chciało nawet powiedzieć o nawróceniu. Nic z tych rzeczy. Lepszym określeniem będzie tutaj przyglądanie się. Bez żadnych oczekiwań, obietnic… w sumie to te sprawy rozgrywają się tylko między mną a Kimś. I tak naprawdę, jeżeli ktoś chce mnie wcisnąć w jakieś ramy własnych oczekiwań, to życzę powodzenia.

zelek_zarnowiec