Przyznam szczerze, temat ośmiu duchów zła, z każdym odcinkiem jest coraz trudniejszy. Nie wiem dlaczego, ale kolejny demon to wizja fatalnego nastroju, przynajmniej w trakcie pisania… Idąc dalej coraz trudniej dobrać słowa, aby określić to, co najistotniejsze. Im głębiej tym bardziej temat dotyczy mnie samego. Autoanaliza wywołuje obrzydzenie. Nie dziwi fakt, że wszystkie sześć pierwszych duchów zamyka acedia – duch ucieczki. Jak oprzeć się pokusie, która mówi: nie myśl o tym, zepchnij wszystkie problemy do podświadomości, niech to sobie rośnie…

Krótkie podsumowanie: pożądliwość i popędliwość, które dotychczas opisywałem, przynależą do sfery irracjonalnej. Chore chęci i emocje tworzą chaos, wywołują zachowania pozbawione rozsądku. Biegnąc za żądzami, nie jesteśmy zdolni podjąć obiektywnych decyzji. Jak to było w przypadku gniewu, stajemy się ślepi, wyłupujemy sobie oczy własnoręcznie żelaznym kolcem. Pędzimy na oślep zgodnie z tym, co podpowiadają nam obżarstwo, nieczystość, chciwość, gniew, smutek i acedia.

Ewagriusz z Pontu o próżnej chwale: próżność jest namiętnością nierozumną…; wzrasta razem z cnotami.

Spojrzenie z zewnątrz i od wewnątrz

Próżna chwała należy do sfery racjonalnej. Tutaj nie ma wiele miejsca na emocje, raczej jest to przestrzeń chłodnego przekonania o słuszności własnych decyzji. Dwa światy: pierwszy (sześć pierwszych demonów) targany uczuciami, wspólnym mianownikiem jest chaos; drugi to pewność. Błędem jest myśleć, że pokonując kolejne duchy zła, załatwimy problem i dochodząc do acedii osiągniemy upragnioną metę. Nic bardziej mylnego i złudnego. Nikła granica między szóstym demonem a próżną chwałą, pozwala nam wpaść w samozadowolenie. Oto już tyle za nami, nasz własny trud przynosi pierwsze owoce, ludzie zauważają cnoty i doskonałość w życiu duchowym. I tak stopniowo pędy próżności oplatają nas samych. Ktoś kiedyś powiedział, że człowieka przed czterdziestką można jeszcze zreformować, po przekroczeniu tajemniczej linii czasu, przyzwyczajamy się do swoich nawyków, zwyczajów i poglądów. Tworzy się ktoś wiedzący lepiej i mający na to argumenty… Trudno w tym miejscu nie zostać posądzonym o to samo. Jednak kierując się takim założeniem, nie przeczytalibyśmy nic o duchach zła, Ewagriusz z Pontu nie pozostawiłby dla nas cennych rad, co do życia duchowego. Dlatego, tak owszem, wszystkie zarzuty dotyczą piszącego, który również jest na tej drodze…

Autorzy podają, że najczęściej dwa ostatnie duchy zła szaleją w głowach przełożonych. Zawsze wokół osób przy władzy skupia się grono fanów.  Jedynym warunkiem uczestnictwa w kółku wzajemnej adoracji, jest wzmacnianie przez uczestników poglądów lidera. Potakiwanie głową i zachwyt karmią próżność. Jeżeli tyle osób potwierdza prawdę – moją własną, to musi być to prawda, jedyna i obiektywna. Co z tego, że jakiś mały procent jest przeciw; prawo większości zwycięży, prędzej czy później ci pozostali podporządkują się, przyzwyczają albo zostaną zlikwidowani. Czyż to nie przypomina mechanizmu powstawania sekty?

Uznanie jest pożądane. Miło słyszeć kiedy ktoś chwali nasze słowa, zazwyczaj bezkrytycznie. Najczęściej potakujemy głową, a gdy się tylko odwrócimy opowiadamy i tak swoje, przy okazji wbijając nóż w plecy. Nie zdajemy sobie sprawy, że przyzwalając na jakieś poglądy, budujemy u takiego przełożonego poczucie słuszności. Chwila naszej nieuwagi i oto mamy tyrana, który przejmuje nad nami kontrolę. I znowu się dziwimy: dlaczego tak się stało…

Zarażony próżnością stara się o podtrzymanie własnego wizerunku. Dzisiaj mamy możliwość kreowania wirtualnej osobowości. Mamy do dyspozycji wiele narzędzi. Zawsze uśmiechnięta gęba, życie usłane różami, bez problemów… Nasi komentatorzy wszystko potwierdzą, albo buźką, albo rewelacyjnie ambitnym stwierdzeniem: jesteś piękna. To nie wymaga żadnego wysiłku, lajk i po sprawie.

prozna_chwala

W traktacie O ośmiu duchach zła Ewagriusz z Pontu pisze, że próżna chwała wzrasta razem z cnotami. Im lepiej nam idzie w życiu duchowym, tym bardziej demon próżności jest bliżej nas. Przebywając do tej pory w sferze szaleństwa pożądliwości i popędliwości, osiągamy w pewnym momencie błogi spokój, który kieruje nas ku nam samym. Trud i wylany pot jest przecież nasz, ojciec sukcesu jest tylko jeden: JA, a więc trzeba o tym mówić. Dlaczego nie? Podzielę się z innymi moim osobistym świadectwem… Wyrzuciłem demona, opowiem o tym, jak to dzięki MOJEJ modlitwie, człowiek został uzdrowiony. Przysłuchując się takim wyznaniom łatwo usłyszeć, o co tak naprawdę chodzi… Te JEGO charyzmaty mówią same za siebie.

Nasz wzór cnót i pobożności nie ma własnej izdebki, ale wszyscy wokół muszą wiedzieć, co ma do powiedzenia. Ewagriusz pisze: próżność doradza modlić się na placach… dzisiaj powiemy na stadionach. Próżna chwała jak rzep przylepiona jest do życia cnotliwego. Stąd u Ojców Pustyni tak duży nacisk na pokorę. W niektórych przypadkach mówią nawet o ucieczce od ludzi. Panował wśród nich pozytywny strach przed ujawnieniem ich życia, cnót i zdolności. Dyskrecja kiedyś – celebrowana i umiłowana; dzisiaj nam nie grozi. Jesteśmy zupełnie odsłonięci, sami tego chcemy, bo a nuż ktoś nas pochwali, zyskamy uznanie, nadadzą nam tytuł i przypną odznakę. Z uśmiechem na twarzy będziemy o tym mówić, w krytycznej chwili, schowamy głowę w piasek. Kiedy zagrożenie mija, trwamy nadal w wirtualnym przeświadczeniu o wyjątkowej pozycji liczonej lajkami, porównujemy się z innymi, chcemy być innymi. Nie zapominajmy o tym, że do pomocy mamy potakujące głowy, które ze szczerym uśmiechem przypomną o naszych wyjątkowych zdolnościach. Po pierwszym błędzie, pierwszej wpadce znikają jak kamfora lub zajmą miejsce na widowni, która przygląda się upadkowi.

Kulminacją próżnej chwały jest stan, jak to określa ojciec Szymon Hiżycki, kiedy zaczynamy chlubić się z sukcesów, których nie osiągnęliśmy. To pragnienie pochwał ponownie spycha nas w urojenia. Widzimy rzeczy których nie ma. Jednym z przejawów jest pewność, że bez nas, świat sobie nie poradzi. Tylko my posiadamy narzędzia i pomysł rozwiązania wszystkich problemów, w końcu pozostali to głupcy i prostacy.

Środki zaradcze na próżną chwałę: o dziwo, oprócz pokory, autorzy podają jako lekarstwo: gościnność. Służba i troska. W skrócie: zerwanie klapek i uświadomienie sobie, że jeszcze inni ludzie są wokół mnie. Dyskrecja i skromność jako konkretne ćwiczenie w celu wyciszenia własnej chwały i potrzeby zabłyśnięcia.

Świadomość błędu jest trudna do przyjęcia, ponieważ burzy jakiś obraz, który skrzętnie zbudowaliśmy. Wspominałem o tym, że dyskrecja raczej nam nie grozi. Z jednej strony ma to swoje plusy, ponieważ odziera wielu fałszywych proroków z ładnie uszytego ubranka. Nie wystarczy mówić i chodzić z transparentami lubię ludzi, faktycznie trzeba ich szanować. Społeczność czuwa i w chwili kiedy taki prorok się nie spodziewa, dyskrecja staje się jego własną zgubą. Koniec ze strachem, koniec z szacunkiem, bo ktoś przynależy do jakiejś grupy społecznej. Fałsz w okamgnieniu wychodzi na jaw… Nie ma opcji zamiatania po dywan. Przemilczanie problemów nie wchodzi w grę. Na szczęście kamienna pieczęć chroniąca świętość została zgruchotana przez opinię publiczną. Widzimy, że ciało jest brudne. Niektórzy powiedzą: apokalipsa i upadek. Czy ja wiem? Lepiej zobaczyć brzydotę niż naiwnie sądzić: nic się nie stało, to tylko jakaś pomyłka i nagonka.