W czasach, kiedy królowały kasety VHS miałem niedzielny zwyczaj odwiedzin biblioteki parafialnej. Bez sprecyzowanych chęci, lubiłem chodzić i oglądać książki, od czasu do czasu zerknąć na kolekcję filmów religijnych. Większość kaset wideo było przegranych, bez konkretnej okładki, jedynie tytuł mówił, co tam można znaleźć. Wtedy, 20 lat temu, po raz pierwszy spotkałem się z serią przygód Don Camilla i Peppona, które zostały zekranizowane w 1952 r.

Klimat czarno-białych filmów napawa pewną nostalgią. O dziwo, włoska produkcja została przygotowana niezwykle dobrze pod każdym względem. Przypomnę raz jeszcze, jest to produkcja z połowy XX wieku.

Dzisiaj, jak dobrze wiecie, z dystansem spoglądam na treści religijne, a szczególnie nie darzę szacunkiem słodkich i cukierkowych produkcji ukazujących świętych czy też silących się na zobrazowanie historii biblijnej. Krótko: w większości przypadków kicz wylewa się całymi strumieniami.

Nie wiem dlaczego, ale inaczej to wygląda w przypadku przygód Don Camilla. Kilkanaście lat temu zachwycałem się zarówno wersją filmową i drukowaną, dzisiaj trzymam w ręce DVD. Zaraz po Targach Książki w Krakowie, mimo zmęczenia, obejrzałem pierwszą część pt. Don Camillo. Mały światek i przyznaję, że to, co 20 lat temu tak bardzo mi się podobało, nadal zachwyca formą przekazu.

Zastanawiam się nad fenomenem fabuły i ciekawym pomysłem kreacji głównych bohaterów, ponieważ one tutaj grają pierwsze skrzypce. Brak efektów specjalnych i prostota, tworzą swojski klimat, w którym rozgrywa się cała akcja filmu. Widzimy duchownego, który nie tylko pięknie gada, ale jego charyzma objawia się w tym, że potrafi uderzyć, dosłownie i w przenośni, ręką w stół. Odwieczny konflikt między państwem a Kościołem, ukazany jest tutaj na przykładzie Don Camilla i Peppona. Kościół i komunizm, dwa odrębne światy, w głównych bohaterach ścierają się niczym młot i kowadło. Zarówno jeden, jak i drugi to mocne osobowości, które nie mają jakiś oporów przed tym, aby dać sobie po mordzie. Pod osłoną nieustannej rywalizacji głównych bohaterów, rodzi się dozgonna przyjaźń i szacunek. Kolejną warstwą, którą widzimy w filmie, to dialog wierzącego i niewierzącego, który prowadzi do wzajemnej współpracy i wypracowania języka szacunku. Wielokrotnie emocje biorą górę i jesteśmy świadkami ciekawego zjawiska jak gwałtowna wymiana zdań Don Camilla i Peppona buduje dialog i tworzy atmosferę wzajemnej miłości.

don_camillo_peppone_2

Seria filmów Don Camillo, dla mnie osobiście, to ukazanie pewnego ideału proboszcza z jajami. Co przez to rozumiem? Chodzi mi o wzór duchownego, który nie tylko mówi i pięknie upomina, ale swoje słowa wprowadza w czyn, stara się realizować to, czym żyje. Wierni widzą go jako tego, który walczy nie tylko o swoją parafię, ale podejmuje wysiłek zmiany samego siebie.

Filmy z przygodami Don Camilla zostały określone jako komedia. Owszem, humor sytuacyjny jest naprawdę na wysokim poziomie, jednak nie szufladkowałbym całości tak pochopnie. Paradoksalnie, mamy tutaj do czynienia z kilkoma warstwami, które za pomocą lekkiej formy, chcą przemycić dla współczesnego widza wartości, którymi warto się kierować. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Czarno-biały film podobnie jak sami bohaterzy, tworzy iluzję podziału, który łączy dwie skrajne osobowości. Mówi się wsi spokojna, wsi wesoła. Tutaj zobaczymy, jak wiele może się wydarzyć w pozornie zapadłej mieścinie.

Cieszę się, że mogłem otrzymać trzy części nowo wydanej kolekcji Don Camilla. Chylę czoła za dobrą robotę dla E-lite Distribution. Na Targach Książki w Krakowie dowiedziałem się, że wkrótce pojawią się kolejne, dwie części (Don Camillo prałatem i Don Camillo Towarzysz), które zamkną całość.

W momencie, kiedy wcisnąłem PLAY i zobaczyłem na monitorze te dwie gęby: Don Camilla i Peppona, stare wspomnienia wróciły. Nie wiem czy jeszcze gdzieś można znaleźć, ale polecam też uwadze wersję drukowaną. Być może można ją jeszcze dostać w antykwariatach lub bibliotekach parafialnych.

Muszę przyznać, że jest to kino inne, specyficzne. Z przyzwyczajenia można popełnić błąd i odrzucić tego typu produkcje. Czasami warto zaryzykować i cieszyć się dobrym i wartościowym filmem. Również i ja, 20 lat temu spróbowałem i dzisiaj mam te same odczucia, co wtedy. Nie ma przypadków, musiałem trafić na zakurzone kasety z przygodami Don Camilla i Peppona, dzięki czemu obraz Kościoła i osób duchownych nabiera nieco innego kolorytu, bardziej ziemskiego i konkretnego.