Od razu zaznaczam, że wpis nie będzie obiektywny ani merytoryczny. Pisząc te słowa, kieruję się tylko i wyłącznie emocjami, które przelewam na mojego bloga i na którym chciałbym wyrazić swoją opinię o tzw. czarnym proteście.

Byłem świadkiem kiedyś takiej sytuacji: na wyjeździe wakacyjnym organizowanym przez zakonników tradycyjnie wieczorem odbywały się apele. Pewnego dnia po „wydarzeniach”, które wywołały skok ciśnienia organizatorom wyjazdu, powodując nieprzyjemną i ciężką atmosferę, tuż przed apelem, gdy wszystko wisiało na ostrzu noża, jeden z dzieciaków, nieświadomie, rozładował całą atmosferę i krzyknął: „Pobawmy się w apel…”. Efekt był natychmiastowy, krew zalała jedną z organizatorek :) Apel zakończył się szybciej niż zazwyczaj… Emocje wzięły górę.

Czarny protest – coś nowego?

Właśnie o te emocje chodzi. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, gdy oglądam nagłówki artykułów ostatnich dni. O czarny protest chodzi, czyli wyjdźmy i pobawmy się w krzykliwe nawoływanie o prawa kobiet do własnej macicy…

W temacie aborcji powiedziano już chyba wszystko. Podobnie jak pokrewne kwestie, jest to problem nie do rozwiązania. Trzeba to jasno powiedzieć. Zawsze znajdzie się rzesza osób zarówno „za”, jak i „przeciw”. Wyłączając sytuacje wyjątkowe, o których mówi medycyna, etyka i bioetyka, jedno jest dla MNIE pewne: ABORCJA to MORDERSTWO. I nie ma się co głupkowato tłumaczyć o wolności i prawach kobiet. Jeżeli zabijasz istotę ludzką, to nazywa się to zwyczajnie morderstwem, i szkoda czasu na dyskusję typu „kiedy zarodek staje się człowiekiem”, „w którym tygodniu ciąży można jeszcze usunąć »to coś«, a w którym jest to zabronione” itp. Chcących zgłębić temat odsyłam do obszernej literatury.

pobawmy_sie_w_protest_1

Jeszcze raz to napiszę: nie określam tutaj sytuacji wyjątkowych, które z medycznego punktu widzenia są nie do uratowania. Moja opinia dotyczy kobiet, które, kierując się własnym egoizmem, mordują nienarodzone dzieci ponieważ „z subiektywnych powodów okażą się im niewygodne”.

Nie wiem, po jaką cholerę organizować tego typu wyskoki, jakim był czarny protest. Jedyną słuszną odpowiedzią jest brak pożywki dla mediów :) W końcu temat aborcji i praw do niej zawsze wywoła poruszenie w społeczeństwie, jednocześnie ożywiając niekończącą się dyskusję na temat: co wolno kobiecie.

Wolność urojona

W tym pędzie ku wolności kobiety, według mnie, zwyczajnie ośmieszają się. Rozumiem walkę z nierównością w traktowaniu, np. w zakładach pracy, czy też poszerzaniu świadomości wartości o roli kobiety, ale dążenie do prawa do zabijania własnych dzieci graniczy z totalną głupotą. Z perspektywy społecznej jest to swoisty strzał we własną stopę. Wręcz samobójstwo.

No ale Matka Polka może, dlaczego nie, zorganizować sobie pochód: trzeba edukować młodzież, że wolno nam wszystko, nawet gdy to jest zupełnie nielogiczne. Popuśćmy wodze fantazji i pozwólmy na wszystko… Patrząc na tego typu zachowania, dziwię się, że ludziom brak wyobraźni i świadomości, że kij ma zawsze dwa końce.

Nie ma czegoś takiego jak totalna wolność. Nawet daleko posunięta wolność posiada wiele ograniczeń. Każda decyzja pociąga za sobą skutki, coś na rodzaj „karmy społecznej”. Może nie jest to idealne określenie, ale jest coś na rzeczy. Alergicznie boimy się sytuacji, kiedy jakakolwiek instytucja mówi nam: NIE, tak nie wolno. Trudno nam z tym dojść do ładu, no bo jak to, że ktoś mówi nam, jak mamy postępować, a przynajmniej sugeruje takie, a nie inne zachowania. Ciężko nam zrozumieć, że może są to prawdy uniwersalne, które służą naszemu dobru.

Gdy patrzę na te młode dziewczyny z transparentami i wyrysowanymi na brzuchu różnymi hasłami krzyczącymi o WOLNOŚĆ, mam mieszane uczucia: z jednej strony pojawia się uśmiech, a z drugiej smutek. Całe wydarzenie zakończy się, nic nie wnosząc konkretnego w dyskusję na temat aborcji, bo co można jeszcze powiedzieć w tym temacie. Pozostaną tylko emocje, które z czasem wygasną.

Nigdy nie pozwolę na to, żeby tłum rozkrzyczanych cioteczek i dziewczynek z gimnazjum wmówił mi, że aborcja to prawo każdej kobiety. Rzeczy należy nazywać po imieniu: morderstwo jest morderstwem, w tym przypadku o tyle perfidnym, że dokonanym na niewinnej istocie, bo tak się zachciało Matce Polce.