Rekolekcje stały się modne. Zajmuję miejsce w ławce i słucham. Widzę, jak niektóre głowy kiwają się, przytakując mówiącemu. Chciałoby się sądzić, że każde słowo mocno zapisze się w takiej głowie. Czy słuchanie wystarczy? Można słuchać bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Jeżeli wybieram rekolekcje, to z pewną chęcią zmiany, choćby z samego faktu walki ze spłycaniem naszego odbierania informacji. Gdy prowadzę strony w mediach społecznościowych, od jakiegoś czasu zauważyłem wręcz straszną tendencję klikania „lubię to” we wszystko, co ma np. święty obrazek, papieża, coś pobożnego… bez czytania, wystarczy tylko spojrzenie na nagłówek. Zastanawiam się nad sensem i potrzebą takiej formy przekazu. To, co do tej pory miało swego rodzaju wartość pewnego ewangelizowania, zmieniło się w wyścig coraz lepszych i bardziej oryginalnych tytułów. Dlaczego o tym wspominam i nawiązuję do płaszczyzny, z którą wiele osób nie ma nic do czynienia? Tego typu zachowania niepostrzeżenie przenikają do naszych codziennych zwyczajów. Stąd efekt kiwania głową, czasami, o zgrozo, bez względu na treść przekazu.

Rekolekcje w swoim zamyśle są skierowane do CIEBIE. A jak jest w rzeczywistości? Wychodząc z kościoła, robimy dalej to, co robiliśmy zazwyczaj. Dlaczego? Ponieważ rekolekcje stały się opowieściami o tych innych, którzy mają się zmienić. Historie z życia wzięte dotyczą sąsiada. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że widzimy to jasno i wyraźnie, jak na dłoni. Jeszcze raz to napiszę: rekolekcje są skierowane do Ciebie i to Ty masz się zmienić. Zmiana bieguna postrzegania, z własnego ja, na życie innych, to efekt spłycenia i łatwizny, która wszechobecnie panuje, nie tylko w mediach. Słowa stają się tylko kolejną masą frazesów, których przyjemnie słuchać. Rekolekcje stają się kolejnym etapem roku liturgicznego, bo wypada wysłuchać pobożnych nauk.

Jesteś powołany…

Kolejne wezwanie do CIEBIE, nie do twojego kolegi czy koleżanki. Zbytnie zainteresowanie innymi, nigdy nie prowadziło do czegoś dobrego. Uświadomienie sobie swojej niezwykłości wymaga… Zazwyczaj pokornie stwierdzamy fakt swojej niegodności, inni są o niebo lepsi. Jeżeli jesteś, to znaczy, że masz jakieś zadanie do wykonania. Powołanie kojarzy się ze wstąpieniem do zakonu czy seminarium, a szkoda. Osobiście uważam, że samo słowo powołanie jest powiązane z pasją i chęcią zmiany czegoś w samym sobie, przynajmniej podjęcie próby. Osoba powołana to nie najemnik, który mechanicznie wykonuje zadania, przesłane mu przez pracodawcę. Osoba powołana jest o krok dalej, ponieważ jej się chce, ma w sobie pasję tworzenia czegoś dobrego wokół siebie. Zazwyczaj tacy ludzie nie patrzą nerwowo na zegarek, mają czas i twórczo go wykorzystują.

Motywacja

Hasło, które widzisz w tytule, ma już swoją historię związaną z jubileuszem Ojca Leona Knabita OSB, kiedy to w naszym Wydawnictwie Benedyktynów Tyniec przygotowaliśmy kubki i koszulki z tej okazji. Sam autor w początkowych konferencjach, które wygłosił w Rzeszowie, u Dominikanów, użył tego hasła z dodatkiem a nie do narzekania. Ważne dopowiedzenie w naszej polskiej rzeczywistości…

4

Wiele razy słyszałem złośliwe określenia ojciec Leon, specjalista od wszystkiego… Podjąć dyskusję z rozgoryczonymi czytelnikami? Szkoda czasu. Trzeba na to spojrzeć z perspektywy osoby, która szuka, a nie człowieka, który szuka dziury w całym. Przestać narzekać, to nic innego jak zadbać o higienę swojej psychiki, zdrowy dystans jest tutaj jednym z rozwiązań. Po paru latach współpracy z ojcem Leonem wiem jedno, jest on mistrzem celnych, krótkich sformułowań, które naprawdę stawiają na nogi. To takie impulsy, dzięki którym człowiek może się pozbierać. Będę tę historię powtarzał do znudzenia, ale warto… już wyjaśniam, o co mi chodzi. Zawsze podczas Targów Książki, czy to w Krakowie, czy w Warszawie, do ojca Leona Knabita ustawia się kolejka ludzi. Ojciec jest cały czas dostępny, dla każdego, i nie jest to zwykły podpis w książce i szybka fotka, jak to mamy na innych stoiskach. Tutaj toczy się rozmowa, dla każdego ojciec Leon rezerwuje sobie choćby minutę. I dzieją się niezwykłe rzeczy, osoby młode, starsze, mężczyźni i kobiety, odchodzą uśmiechnięci, zbudowani, a wręcz poruszeni do takiego stopnia, że leją się łzy. Po krótkiej rozmowie z ojcem Leonem podchodzi jedna kobieta, mokre oczy, mówi z przejęciem: Po raz pierwszy ktoś mnie przytulił z taką miłością… Tyle, wystarczy. Nie potrzeba więcej słów.

O takim spotkaniu z człowiekiem pisze ojciec Leon w swoich rozważaniach rekolekcyjnych pt. Jesteś powołany i stworzony do szczęścia… a nie do narzekania. Dla wszystkich. Całość została utrzymana w niewielkich rozmiarach, można powiedzieć – taka skompresowana garść słowa doświadczonego mnicha skierowana do CIEBIE. A co TY z tym zrobisz, zależy tylko i wyłącznie od CIEBIE.