Wreszcie miałem okazję zobaczyć film, na który czekałem… Pakt z diabłem, bo o nim mowa, to kolejny produkt ukazujący historię bostońskiej mafii, która urosła do gigantycznych rozmiarów, a wszystko za sprawą FBI :)

Filmy gangsterskie, a przy okazji również te oparte na faktach, to jedne z moich ulubionych produkcji filmowych. Gdy jest jeszcze dobra obsada, to już w ogóle „cud miód”. Johnny Depp to aktor, który zapewnia dobrą jakość gry w realizowanych przez siebie rolach, i w przypadku Paktu też się nie zawiodłem. Postać Jamesa Bulgera, zwanego „Whitey”, została zrobiona idealnie. Nie spodziewałem się, że Johnny Depp dokona takiej metamorfozy.

Kolejny film gangsterski

Niby tak, ale utrzymujący widza w napięciu, a przecież o to chodzi… Przyzwyczailiśmy się to tego typu kina. „Ojciec chrzestny”, serial „Rodzina Soprano” czy też „Donny Brasco” to ikony, które raczej ciężko przeskoczyć. Czy „Pakt z diabłem” poradził sobie? Szału nie było :) ale uważam, że film wyróżnia się specyficznym klimatem i nastrojem zbliżającej się katastrofy. Gra aktorska Johnnego Deppa jest świetna i po raz kolejny można podziwiać elastyczność tego aktora, który potrafi się wcielić zarówno w groźnego gangstera, jak i w zabawnego kapitana Sparrowa.

Nie ma jakichś szczególnych zwrotów akcji. Twórcy chcieli pokazać zwykłe, można powiedzieć zwyczajne życie bostońskiego gangstera, który (jak to się dowiesz na końcu filmu) nie był jednak taki zwyczajny. Był na pewno jedną z tych osób, która była przez wiele lat poszukiwana w USA. Dopiero parę lat temu został złapany i osadzony w więzieniu z podwójną karą dożywocia. Jednym słowem, taki życiorys zasługiwał na ekranizację – i tak mamy Pakt z diabłem, który dla fanów filmów gangsterskich będzie prawdziwą gratką.