Nie tak dawno miałem okazję obejrzeć od dawna zapowiadany film w reżyserii Darrena Aronofsky’ego – „Noe: Wybrany przez Boga”. Jak przystało na biblijną tematykę, film wywołał wiele kontrowersji, podobnie jak wcześniejsze dzieła nawiązujące do Pisma Świętego. Nic nowego… Po seansie stwierdzam, że oburzenie należy schować do kieszeni i podejść do sprawy bardziej dojrzale.

Zanim przejdę do oceny dzieła Aronofsky’ego, muszę zaznaczyć, że w polskich kinach nastąpiła jakaś przemiana :) Otóż na chwilę obecną w najpopularniejszych sieciach kinowych grają 3 filmy o tematyce religijnej – oprócz Noego, są to jeszcze „Syn Boży” i „Niebo istnieje… naprawdę”. Po sukcesie „Pasji” ciężko mi było dojrzeć w ofercie filmowej jakąkolwiek twórczość religijną, tworzoną na taką skalę, jak dzieło Mela Gibsona, dlatego moje zdziwienie jest tym większe.

Widać tutaj niezwykły dramat człowieka opuszczonego przez wszystkich
Każdy wie i rozumie, że kino religijne nie jest popularne – z wielu względów. Zrobić film o takiej tematyce to nie lada wyczyn. Przyzwyczajeni jesteśmy do biblijnych obrazów, z których czerpiemy informacje o osobach i wydarzeniach, które miały miejsce w dziejach świata. Często jednak o określonych postaciach i ich losach opowiada się w taki sposób, że nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki dramat musiał stać za tą pięknie zaprezentowaną fabułą. Wydaje się nam, że jeżeli Bóg powołał kogoś do swojego zadania, to jego życie było usłane różami i wszystko, czegokolwiek się podjął, gładko i bezproblemowo wieńczyło się sukcesem… Nic bardziej mylnego.

„Noe: Wybrany przez Boga”, to historia nietuzinkowa, przedstawiona i zagrana przez najlepszych aktorów w branży (Russell Crowe, Anthony Hopkins, Emma Watson, Jennifer Connelly). Jak pisałem wyżej, to nie takie proste stworzyć film religijny, a tym bardziej wcielić się w postać, która żyła kilka tysięcy lat wcześniej. Trzeba zaznaczyć, że dzieło Darrena Aronofsky’ego zalatuje wieloma nieścisłościami i przegięciami w stronę filmu fantasy, ale wydaje mi się, że nie to jest najważniejsze.

Niezwykle cenną częścią filmu są fragmenty, w których główni bohaterowie stają przed podstawowymi pytaniami egzystencjalnymi i wyborami życiowymi. Szczególnie wymowna jest scena, gdy Noe, siedząc w arce, słyszy krzyk ludzi na zewnątrz, którzy wołają o pomoc; błagają go, aby ich wziął do arki. Widać tutaj niezwykły dramat człowieka opuszczonego przez wszystkich, a wydaje się, że nawet przez samego Pana Boga. Milczenie Stwórcy potęguje niepewność i rodzi pytania o słuszność podjętych decyzji.  Te i inne momenty filmu, których nie chcę zdradzać, sprawiają, że atmosfera gęstnieje i wywołuje efekt pełnego napięcia oczekiwania.

Bezwzględne posłuszeństwo prowadzi Noego do granic wytrzymałości i zaufania
Zadanie jakiego podjął się Noe, było wręcz heroiczne, i to nie ze względu na zbudowanie ogromnej arki, ale na fakt podjęcia decyzji i konsekwencji jakie ona przyniesie. W filmie pokazana jest niezwykła determinacja głównego bohatera w realizacji zadania powierzonego przez Boga. Bezwzględne posłuszeństwo, czasami przerysowane, prowadzi Noego do granic wytrzymałości i zaufania. Sprawdza się tutaj zasada, że Bóg nie myśli jak człowiek, i czasami ludzie nie rozumieją zamysłów Stwórcy. To, co wydaje się nie do przeskoczenia, często jest momentem przełomowym i prowadzi do dalszego rozwoju wewnętrznego.

Powstaje pytanie: czy mogę Wam polecić film „Noe: Wybrany przez Boga”? Tak, z całą pewnością, jednak nie idźcie do kina z jakimikolwiek uprzedzeniami czy oczekiwaniami. Niech treść zawarta w filmie sama przemówi i zrodzi odpowiednie pytania i refleksje, jakie pojawiły się i u mnie :)