Ewagriusz z Pontu o nieczystości: …niemożliwością uciszyć niepohamowany popęd, który rozpalił się przez sytość; namiętność nie nabiera mocy, kiedy nie ma materii; namiętność chętnie wraca.

Z pewnością tekst O nieczystości z Pism ascetycznych Ewagriusza z Pontu powinien być oznaczony etykietą tylko dla mężczyzn. Za treści tam umieszczone autor powinien spłonąć na stosie, który jako pierwsze podpaliłyby feministki. Podsumowanie może być takie: kobieta to samo zło i swoim jadem zatruwa serce mężczyzny. Przedstawiony obraz jest mocno naciągnięty w jedną stronę i trzeba brać pod uwagę ważne uściślenie: adresatami tekstów filozofa na pustyni są mnisi, i to do nich skierowane były napomnienia. Świecki, czytając kolejne rozdziały słusznie może czuć pewne zakłopotanie, a wręcz oburzenie. Dlatego tego typu nauki duchowe trzeba poprzedzić lekturą wprowadzającą, która wyjaśni zawiłości języka tekstów pochodzących z IV wieku. Jeżeli poważnie traktujesz swoje życie duchowe i faktycznie chcesz czerpać z treści pozostawionych przez Ojców Pustyni, musisz podjąć trud przygotowania. Warunek odpowiedniego wprowadzenia przed lekturą, odnosi się do wszystkich tekstów, które ukazują się jako tłumaczenia tekstów źródłowych. Podobnie jak błędem jest czytać Pismo Święte bez zapoznania się z komentarzami i opracowaniami, tak i tutaj redukcja zainteresowania tylko do czystego, źródłowego materiału, może doprowadzić w prostej linii do błędów i braku zrozumienia.

Tak czy inaczej, mimo oburzenia wielu niewiast, nie można do końca odrzucić przedstawionego obrazu kobiety i pozbawić słuszności użytych przez Pontyjczyka określeń (przynajmniej niektórych i w jakimś stopniu). Niezwykle cenny opis kuszenia i zastosowanych technik, zasługuje na uznanie, ponieważ jest szczery i uniwersalny. Chwała dla Ewagriusza, że ośmielił się opisać w ten sposób nieczystość. Dzięki swojemu doświadczeniu podbojów miłosnych w czasach kiedy nie był jeszcze mnichem, pokazał, że to, co głosił, również i przeżył; i nie są to gołe, piękne słowa, bez związku z rzeczywistością. Poniżej umieszczam wspomniany fragment tekstu z Pism ascetycznych:

Na początku bowiem zachowują lub udają obłudny szacunek,
potem jednak ośmielają się bezwstydnie na wszystko.
Na pierwszym spotkaniu mają wzrok spuszczony,
mówią łagodnie i płaczą wzbudzając współczucie,
zachowują się dostojnie i wzdychają gorzko,
pytają na temat czystości i słuchają pilnie [odpowiedzi].
Widzisz je po raz drugi – podniosły już głowę nieco wyżej,
za trzecim razem zbliżają się bezczelnie.
Uśmiechnąłeś się – tamte wybuchły gromkim śmiechem.
Następnie ozdabiają się i pokazują się tobie ostentacyjnie,
dobierają spojrzenie radośnie, zwiastując namiętność,
podnoszą brwi i obracają powiekami,
obnażają szyję i ramię
i grają pieszczotliwie całym ciałem,
mówią słowa, które czynią [cię] miękkim
wobec namiętności,
a silą się na takie brzmienie [głosu], które urzeka słuch,
aż całkiem osaczą [twoją] duszę.
To staje się dla ciebie haczykiem wabiącym ku śmierci
i siecią zręcznie splecioną, która ciągnie ku zgubie.
Niech cię [kobiety] nie zwiodą słowami,
gdy przytulają się łagodnie do ciała ,
bowiem ukrywa się w nich zły jad dzikich zwierząt.

Spojrzenie z zewnątrz

Poprzednio pisałem o tym, że osiem duchów zła to sieć wzajemnych powiązań. Dochodząc do pewnego punktu krytycznego, wchodzimy w strefę oddziaływania innego ducha. Z obżarstwa wpadamy w nieczystość. Już Ewagriusz zauważył (przypominam: IV wiek), że pełny żołądek powoduje rozpalenie namiętności. Bardzo ciekawa intuicja… zachowując wstrzemięźliwość od pokarmów, czyli zwyczajne, skromne, odżywianie się (tyle ile potrzeba), stabilizujemy nasz metabolizm, dzięki czemu funkcjonuje on jak należy. W przeciwnym wypadku, organizm zaczyna szaleć. To z kolei prowadzi, po pierwsze do otyłości, a po drugie do wyzwolenia niepohamowanego popędu, początkowo związanego tylko z zaspokajaniem zachcianek żołądka, który potem rozszerzy się na sferę seksualną i dalej na poziom relacji osobowych. Osobista obserwacja potwierdza tok rozumowania Pontyjczyka: im większy nacisk ascetyczny narzucałem na ciało, a dokładnie na kwestie odżywiania, tym mniej namiętnych porywów pojawiało się w mojej głowie. Zasada wydaje się prosta: nie dolewaj oliwy do ognia, a ognisko przygaśnie… Po raz kolejny widzimy, jak bardzo nasze ciało jest powiązane z życiem wewnętrznym. Ewagriusz w sposób bardzo jasny i klarowny pokazuje: co dzieje się w chwili kiedy wyłączymy jedno z nich. Uwaga: pierwszy etap uzdrowienia wiąże się właśnie z uświadomieniem tych zależności, dzięki czemu rozwój wewnętrzny może postępować dalej…

Kolejna obserwacja to ludzie, z których wypływa nieczystość. Są tak bardzo przeżarci od środka, że kolejna rozmowa z taką osobą, sprowadza się do nawiązań czy też insynuacji seksualnych. Są i tacy, którzy nie krępują się swoich dowcipów w miejscach publicznych, rozbawiając wszystkich, a tym samym dając ujście swoim problemom. I co ciekawe, są to zazwyczaj rzekomo dorosłe osoby, zarówno w wersji męskiej, jak i żeńskiej. Inną grupę stanowią osoby niespełnione, które pragną uznania ich seksualności, wręcz proszą swoim zachowaniem, aby dostrzec ich piękno. Pojawia się ciekawy efekt dostrzegania prawie we wszystkim nieczystych podtekstów. Wystarczy tylko jedno słowo, które w jakiś sposób kojarzy się z czymś wstydliwym… Kompleksy? Kryzys małżeński? Samotność? Trafną diagnozę postawił ojciec Szymon Hiżycki: Nieczystością wbrew pozorom nie są zagrożeni głównie ludzie młodzi, ale przede wszystkim ci, którzy zaczynają odczuwać swoje życie jako coś, co coraz bardziej przecieka im między palcami – oto teraz ostatnia chwila, aby można było czegoś zaznać. Tykający głośno zegar – tak chyba trzeba wyobrazić sobie nieczystość. Wszystko to prowadzi do szybkiej utraty rozsądku i podejmowania decyzji na zasadach impulsu – popędu biologicznego. Kto by pomyślał, że właśnie osoby dojrzałe są najbardziej zagrożone demonem nieczystości, przecież to właśni dorośli powinni świecić przykładem. Tykający zegar który wskazuje na kończący się czas i stopniowo narastająca frustracja połączona ze świadomością, że tak mało dotychczas zaznałem. Mówi się o tym, że w pewnym wieku, człowiek przeżywa drugą młodość. Zazwyczaj traktujemy taką drugą szansę jako coś pozytywnego. Zagłębiając się w temat, zdajemy sobie sprawę z różnych odcieni, i sam temat drugiej młodości nie wygląda już tak kolorowo. Czas przeskoku między jeszcze mogę a tym, co już wkrótce nastąpi, czyli powolne obumieranie, tworzy z życia nieustanny wyścig z czasem, przecież na horyzoncie jest tyle możliwości… i teraz od nas zależy jak wykorzystamy wspomnianą szansę. Ciało mówi: chwytaj chwilę i namiętność wraca.

Dlaczego Ewagriusz adresował swoje napomnienia konkretnie do mnichów i mniszek? W przypadku świeckich, problem nieczystości, umówmy się, to coś normalnego; jednak kiedy pojawia się ona u osób duchownych… przykładów jest aż nadto… Skupię się tutaj na pewnych subtelnościach, ponieważ wokół nich rozgrywa się perfidna gra ducha nieczystości. Słowo, gest, a wręcz delikatny dotyk stają się powoli sączącą się trucizną, która obejmuje, zupełnie niezauważalnie, coraz większą strefę cielesności. I ktoś powie: przecież to tylko zwykły gest życzliwości. Tak, dla świeckiego; niekoniecznie dla młodego mnicha czy mniszki. I tak nieczystość w przebraniu życzliwości robi swoją robotę… Skąd u Ewagriusza tak skrajne porównania? Właśnie dlatego, aby wyczulić swoich braci i siostry na te subtelności, które uchodzą za coś, co jest zwykłym, kulturalnym zachowaniem. Ewagriuszowi chodzi o daleko idący dystans (sam doświadczył mocy namiętności), dzięki czemu dany mnich czy mniszka wyrobi w sobie czujność i węch na tego typu podstępne zagrania ducha nieczystości.

nieczystosc

Spojrzenie od wewnątrz

Jeżeli zegar tyka to już nie ma czasu na to, aby drugiego traktować jak osobę. Drugi człowiek staje się przedmiotem, punktem od którego odbijamy się, aby osiągnąć kolejną poprzeczkę pożądliwości. Podobnie jak było w przypadku obżarstwa, wpadamy w błędne koło. I tutaj sprawdza się zasada wytrwałego odczekania. Kiedy rozpala się w nas chęć zaspokojenia nieczystości (w różnej postaci), należy pozostać obojętnym na przepływ myśli, mimo że są niezwykle natarczywe i bardzo przekonujące… Kiedyś przeczytałem ciekawą radę mnicha buddyjskiego, który zapytany o to jak radzić sobie z myślami erotycznymi na temat kobiet odpowiedział, że w tym samym czasie kiedy powstają takie myśli, postaraj się wyobrazić owe kobiety odarte z tej powabnej zewnętrzności, w dosłownym tego słowa znaczeniu, tak aby stanęły przed tobą jako kości i mięso. Wtedy ogień namiętności wygaśnie. Specyficzne, ale i tutaj intuicja zazębia się z tym, co Ewagriusz pisze: namiętność nie nabiera mocy, kiedy nie ma materii. Pozbądź się tych elementów wizji, które wzbudzają pożądliwość, a pokonasz pokusę. Przynajmniej na jakiś czas…

Innym aspektem, który związany jest z uprzedmiotowieniem jest dominacja i podporządkowanie. Jeżeli ktoś jest traktowany jak przedmiot, sądzimy więc, że należy do nas, dlatego możemy robić z nim co chcemy. I tutaj wachlarz możliwości jest dość rozległy i nie skupia się tylko na warstwie erotycznej. Kobieta staje się służącą; mężczyzna z kolei tym, który próbuje osiągnąć to, co mają inni, a co potrzebuje akurat ich druga połowa… Efektem jest narastająca frustracja, niektórzy uciekają w pracoholizm, inni nerwicowo próbują osiągnąć poprzeczkę, której najczęściej nie są w stanie przeskoczyć.

Środki zaradcze na myśl nieczystości: najpierw czujność na przedpolach myśli, w chwili pokusy wytrwałość, i czysta miłość.

Jak widać wszystko rozgrywa się na poziomie myśli. I taki powinien być porządek naszej walki duchowej. Grzech w znaczeniu moralnym, to pochodna naszych myśli. Jeżeli będziemy czuwać na horyzoncie naszej wyobraźni, nie damy przystępu naszej woli do grzesznych uczynków. Nie chodzi o moralne punktowanie człowieka, ale sięgniecie do korzeni wad, które zaznaczę jeszcze raz, rodzą się w naszej głowie…