Muszę się przyznać, że przez bardzo długi okres moje podejście do wszelkiego rodzaju diet, postów i innych form oczyszczania organizmu było bardzo negatywne, i jeżeli ktoś mi coś takiego proponował, zbywałem go ironicznym uśmieszkiem. Aż do czasu…

Nie wiem dlaczego, ale zapewne moja ogólna kondycja fizyczna i samopoczucie zmusiły mnie do podjęcia pewnych kroków w celu naprawy samego siebie. Determinacja i mocne postanowienie dały mi mocnego „kopa” w kierunku tych spraw, które wcześniej odrzucałem jako zbędne. Regularne ćwiczenia z wyłączeniem pewnych składników pokarmowych, a później ścisła dieta, zrobiły swoje. Oczywiście, nie obyło się bez wysiłku… Ale warto było poświęcić nieco czasu na zmaganie się z ograniczeniami własnego ciała.

Z biegem czasu okazało się, że mój organizm przyzwyczaił się do dyscypliny, jaką sobie narzuciłem jeśli chodzi o posiłki, dlatego postanowiłem jeszcze nieco zaostrzyć moją dietę.

Mój znajomy zaproponował mi wzięcie udziału w tygodniowym poście według zaleceń św. Hildegardy z Bingen, który regularnie jest organizowany w Opactwie tynieckim. Cóż mi pozostało? Zgodziłem się i, naprawdę, nie żałuję tej decyzji.

Przy dzisiejszym zalewie ofert, jakie serwują nam przeróżne firmy, które zapewniają o skuteczności swojej metody, wydawać by się mogło, że post tygodniowy wydaje się mało atrakcyjny. Nic bardziej mylnego. Oprócz swojej typowo fizycznej warstwy, posiada jeszcze dwa wymiary – duchowy i wspólnotowy. Na rekolekcjach z postem nie skupiamy się tylko na jedzeniu i odpowiednim doborze składników; bardzo ważna jest tutaj modlitwa, wykłady i wspólna wymiana doświadczeń. Wszystko to tworzy harmonijną całość, dzięki czemu człowiek odczuwa pokój wewnętrzny co do słuszności podjętego trudu.

A jak to wygląda w praktyce?

Szefową i prowadzącą jest Pani dr Alfreda Walkowska, założycielka Polskiego Centrum św. Hildegardy. To dzięki niej każdy z uczestników mógł dobrać w zgodzie z własnymi możliwościami formę postu, realizowaną przez cały okres trwania rekolekcji. Każdy mógł wybrać dwie opcje diety – ścisła (tylko płyny) i nieco lżejsza (składająca się z zup grysikowo-warzywnych), oczywiście po konsultacji z prowadzącą. Jak się domyślacie, wybrałem możliwość numer 1, która idealnie pasowała do moich oczekiwań.

Widzicie, że na zdjęciach posiłki wyglądają bardzo mizernie, ale to tylko złudzenie. Też myślałem, że szklanka wywaru, który jest przygotowywany na bazie orkiszu i warzyw, nie jest wystarczająca dla dorosłego człowieka. Oczywiście, byłem w błędzie… Okazuje się, że dobór składników jest przemyślany i zaspokaja deficyty w organizmie, dzięki czemu miałem uczucie sytości, ale nie przesytu, co jest niezwykle ważne.

Zobowiązując się do zachowania takiej dyscypliny, nie sposób nie napisać o kryzysie, który zawsze ma swoje miejsce podczas postu tygodniowego. Zazwyczaj jest to 1 lub 2 dzień, na mnie padło w 3 dniu, kiedy odczułem słabość i ogólne zniechęcenie. Jednak, jak to mówi stara zasada, trzeba odczekać, aż pokusa sama odejdzie, i tak też było ze mną. Na następny dzień wszystko było w porządku, a organizm ustabilizował swoje funkcjonowanie.

A teraz trochę bardziej pozytywnie

Post tygodniowy rozpoczęliśmy od „wypasionej” uczty (porównując z tym, co było na stole przez kolejne dni, jest to słuszne określenie), która była wprowadzeniem w najbliższe, ciężkie dni :) W trakcie odbyły się dwa spotkania, podczas których każdy z uczestników przedstawiał się, a chętni dzielili się swoim świadectwem życia.

Jeżeli któryś z uczestników rekolekcji niedomagał, był wspierany przez Panią Alfredę zarówno radą, jak i konkretnymi składnikami, które miały wzmocnić organizm, aby nie nastąpiło przeciążenie. Wiadomo: każdy reaguje inaczej – jedni są słabsi, drudzy lepiej znoszą oczyszczanie organizmu, jednak dzięki wspaniałej atmosferze zrozumienia nikt nie czuł się gorszy i zepchnięty na drugi plan.

W sobotę na kolacji pojawił się chleb orkiszowy – jako dodatek, który miał rozpocząć proces wyprowadzania z postu. A w niedzielę, na zakończenie, po raz drugi zaserwowano „wypasiony” obiad, który był zwieńczeniem całotygodniowej diety św. Hildegardy. Tak żeby było jasne – pod pojęciem „wypasiony” skrywa się posiłek składający się z: makaronu orkiszowego, buraków, warzyw i ziarna orkiszowego.

Na rekolekcjach z postem nie skupiamy się tylko na jedzeniu i odpowiednim doborze składników
Atmosfera, uczestnicy, prowadzący i cała idea postu według św. Hildegardy z Bingen to rozwiązanie idealne, jeśli chodzi o współczesne formy oczyszczania organizmu i dążenia do harmonii pomiędzy ciałem i duchem. Naprawdę polecam każdemu, przynajmniej raz, spróbować tego typu stylu życia. Jak widziałem, na zakończenie, patrząc na zachowanie i twarze uczestników, każdy z radością i wielką wdzięcznością żegnał się, wiele osób zostało, aby jeszcze porozmawiać z Panią Alfredą Walkowską, dopytać i poradzić się.

Co ciekawe, poszcząc, każdy z nas doszedł do wewnętrznego spokoju, wszystko zwolniło, dzięki czemu można było wejść nieco głębiej w samego siebie, zobaczyć i odczuć na własnej skórze swoje niedoskonałości i słabości, i co ważne, zaakceptować je i poradzić sobie z nimi.

Dla chętnych podsyłam link, gdzie znajdziecie harmonogram najbliższych spotkań. Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej na temat św. Hildegardy i jej sposobu na idealny post i zrównoważoną dietę, odwiedźcie stronę hildegarda.pl lub skorzystajcie ze sklepu on-line.