Od wczesnych lat młodzieńczych Bede Griffiths miał styczność z modlitwą, która przybierała różne kształty i formy, aż do dojrzałej wersji, która rozwijała się w okresie klasztornym i podczas pobytu w Indiach.

Nie ulega wątpliwości, że to ona, obok wyrzeczenia, stanowiła ważny czynnik w rozwoju chrześcijańskiego sannyāsina. Poprzednik Griffithsa, Henri le Saux, pisał o doniosłości modlitwy w życiu człowieka, w rozwoju wewnętrznym i wykształcaniu miłości względem bliźniego. Modlitwa według niego to nieustanne trwanie w obecności Bożej. Jej autentyzm i szczerość objawia się przez konkretne uczynki w stosunku do ludzi.

Modlitwa w Indiach zazwyczaj ma formę nieustannego powtarzania mantr, które są inwokacjami ku czci jakiegoś bóstwa. Stanowią one codzienny rytuał przede wszystkim guru i wspólnot klasztornych. Może to być modlitwa o wyznaczonych godzinach lub ciągłe trwanie w wypowiadaniu imienia bóstwa. Powszechnie hindusi używają do tego specjalnego sznura z różną ilością paciorków. W duchowości chrześcijańskiej odpowiednikiem tej formy modlitwy jest Modlitwa Jezusowa, w której nieustannie powtarzamy jedno słowo lub zdanie, używając do tego tzw. czotki, czyli także sznura modlitewnego.

Modlitwa może stać się miejscem spotkania chrześcijaństwa i hinduizmu. To właśnie na poziomie duchowym i mistycznym może dojść do dialogu i zrozumienia pomiędzy dwoma najstarszymi religiami świata, jak mawiał Jan Bereza OSB. W niej możemy usłyszeć nasze wspólnie bijące serce.

W taki sposób także pojmował tą kwestię Griffiths. Rozumiał modlitwę jako intensywne przebywanie z Bogiem. Wierzył, że dzięki jej doświadczaniu może otrzymać i dzielić się tą miłością z innymi. Przeszedł długą drogę, aby poznać smak modlitwy, na początku poznając ją od strony teoretycznej, a później doświadczając jej w pełni. Studiował tę kwestię w różnych tradycjach: buddyzmie, islamie, hinduizmie i chrześcijaństwie. Jego odwaga umożliwiła mu wyrobienie sobie obiektywnej oceny tego, co wybrał jako swoją drogę – modlitwy kontemplacyjnej, która w chrześcijaństwie zajmuje ważne miejsce jako zarezerwowana dla wybranych i dojrzałych ludzi.

Griffiths w swej koncepcji chrześcijańskiego sannyāsina modlitwę utożsamia z medytacją, są to dla niego pojęcia pokrewne i tożsame. Modlitwa słowna, modlitwa wspólnotowa i Eucharystia dopełniają się w miłosnym, milczącym trwaniu w medytacji, a z  bez tych elementów medytacja stała by się pustą formą i kolejną techniką doskonalenia ciała ludzkiego. Dzięki medytacji, jak pisał Bede Griffiths, sannyāsin poznaje samego siebie, wychodzi ze świadomości i wkracza na nieznany teren podświadomości, gdzie może odkryć, co go ogranicza i przeszkadza mu w dalszym rozwoju. Przez medytację może osiągnąć ogląd jaźni i tym samym możliwość zerwania z własnym ego dzięki poznaniu samego siebie. Jednocześnie, medytując, dochodzimy do podstaw własnej osobowości, naszego istnienia, które są zaszczepione w Bogu:

Medytacja wkracza poza świadomość – do podświadomości. W medytacji mogę stać się świadomy podstaw mego istnienia w materii, w życiu, w ludzkiej świadomości. […] Mogę się wydostać poza wszystkie te zewnętrzne postacie, rzeczy w czasie i przestrzeni i odkryć Podstawę, z której one wszystkie wyrastają. […] W medytacji wszelako wydostaję się poza ciało istniejące w przestrzeni i czasie i poza myśli, które odzwierciedlają moją świadomość cielesną. Odkrywam swą podstawę w Słowie, swą realną Jaźń odwiecznie istniejącą w Bogu i z Bogiem.

Modlitwa i medytacja w aśramie zajmowały dużą część dnia. To właśnie wokół nich skupiało się codzienne życie wspólnoty. Cały harmonogram dnia był dostosowany tak, aby zarezerwować odpowiednie pory na czas modlitwy. Sannyāsin był postrzegany przez hindusów jako ten, który osiągnął najwyższy poziom wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem, dlatego był pośrednikiem pomiędzy Nim a zwykłymi ludźmi. Ze względu na świętość własnego życia, przepełnionego modlitwą nieustanną, staje się reprezentantem Boga i tym samym może pośredniczyć w prośbach zwykłego ludu, skierowanych do Najwyższego. Dlatego tak ważna była odpowiednia formacja młodych adeptów do życia chrześcijańskiego sannyāsina, którzy później mieli stać się wzorami i mistrzami w dążeniu do Boga.

Bede Griffiths wyraźnie podkreśla ważne zadanie modlitwy osobistej, która kształtuje każdego członka wspólnoty. To od niej zależy wewnętrzne piękno chrześcijańskiego sannyāsina i pełne uczestnictwo w liturgii i oficjum:

Aśram nie stanowi wspólnoty klasztornej. Tworzy go grupa uczniów, skupiona wokół nauczyciela czy guru, która dzieli się życiem modlitwy, doświadczeniem Boga. Życie w nim skupia się nie na wspólnej modlitwie i liturgii, ale na osobistej modlitwie każdego z członków. Godzina medytacji o zachodzie i wschodzie słońca – w tradycyjnym dla Indii czasie – formuje podstawę życia: milczącą komunię z Bogiem, a modlitwa wspólnoty jakby z niej wypływa.

Modlitwa indywidualna jest ciągłym zmaganiem się z własnym ego, z tym, co nieuświadomione, a co może zniweczyć wszelkie starania duchowe. W samotności pustelni, w relacji sam na sam z Bogiem, wychodzą na jaw największe słabości, z którymi trzeba walczyć. Bede wprowadził w aśramie model mistrz–uczeń, aby doświadczenie guru mogło przyjść z pomocą młodym adeptom w ich rozwoju wewnętrznym. To mistrz uczy, daje wskazówki, jak medytować i modlić się, jako ten, który jest pośrednikiem Boga. Wszystko zależy od mistrza, od tego, w jaki sposób uformuje uczniów. Stąd niezwykle duży nacisk na modlitwę indywidualną, ponieważ to od niej zależy owocność modlitwy wspólnotowej i liturgii.

108

Modlitwa indywidualna ma doprowadzić chrześcijańskiego sannyāsina do etapu wiecznej religii (sanatana dharma). Jest to rzeczywistość zupełnie nieuchwytna słowami, jakiekolwiek sformułowania będą ją, niedostatecznie, wyrażać. Wieczna religia pochodzi z samego dna duszy, to tam wszystkie ludzkie władze ześrodkowują się i osiągają pełnię. W tym miejscu można odnaleźć prawdziwą religię, ponieważ z niego bierze początek i do niego pragnie wrócić. Najgłębsze przepaście serca ludzkiego ukrywają to, co najcenniejsze i fundamentalne, a do czego, przez modlitwę, pragnie dojść każdy człowiek. Tajemnicę prawdziwej religii najlepiej oddają słowa autora koncpecji:

Każdy człowiek musi więc w sobie odnaleźć ten Środek, tę Podstawę swego bytu, Prawo swojego życia. Kryje się on w głębi każdej duszy, czekając, aż się go ujawni. Jest to skarb ukryty w roli, drogocenna perła (por. Mt 13, 44 – 46). Jest to najlepsza cząstka (por. Łk 10, 42), która może zaspokoić wszystkie nasze pragnienia i potrzeby.

Tym samym przeszliśmy od zasad praktycznych aż do głębokiej mistyki, jaką reprezentował omawiany autor. Jedynie intensywne życie wewnętrzne oparte na modlitwie kontemplacyjnej może doprowadzić do takich wniosków, jakie wypracował z pomocą łaski Griffiths. Jego dogłębna analiza sytuacji i kondycji człowieka pozwoliła na prawidłowe formowanie uczniów w aśramie. Mimo trudności w formułowaniu pojęć, które w jakimś stopniu oddają doświadczaną rzeczywistość, opis daje obraz dojrzałego podejścia i nawiązania do prawd uniwersalnych, dzięki którym może dojść do spotkania chrześcijaństwa i hinduizmu na płaszczyźnie modlitwy i mistyki.

Najbardziej stosownym podsumowaniem będą słowa Bede Griffthsa, w których w syntetyczny sposób konkluduje temat tego podrozdziału, określając potrzeby dzisiejszego dialogu międzyreligijnego i zadania duchownych:

Najbardziej potrzebne jest spotkanie rozmaitych religii i ich tradycji na płaszczyźnie najgłębszego doświadczenia i przeżywania Boga. Hinduizm opiera się na głębokim mistycznym doświadczeniu i zawsze i wszędzie szuka nie wiedzy o Bogu, ale znajomości Boga, to znaczy doświadczenia rzeczywistości Boga w głębi duszy. Oto płaszczyzna, na jakiej powinien spotkać się hinduizm z chrześcijaństwem, ażeby w doświadczalnym przeżyciu Boga odnaleźć to, co naprawdę jest wspólne, a co rzeczywiście różni. W tym punkcie klasztor-aśram może odegrać rolę decydującą. Jest zadaniem mnicha, by przez praktykę modlitwy i kontemplację wszedł najgłębiej w doświadczalne przeżycie Boga, by dążył do jeszcze bliższego zjednoczenia z Nim w głębiach duszy. Takie przeżycie pozwoli mu niejako od wewnątrz zrozumieć doświadczenie mistyczne hinduizmu. Zarazem mnich koncentrując swą kontemplację na Chrystusie, nie będzie doświadczał utożsamienia z bóstwem, co jest stałą tendencją mistyki hinduistycznej, ale przeżywał wspólnotę z Chrystusem, a przez Niego z Osobami Trójcy Świętej oraz innymi osobami Mistycznego Ciała Chrystusa. Dopiero z pozycji tego fundamentalnego chrześcijańskiego przeżycia ma wyjść na spotkanie swych braci z innych religii i ich zrozumieć. I nie ma chyba dziś ważniejszego zadania dla mnicha w Indiach, niż dać świadectwo Chrystusowi przez życie przeżyte w intymnym z Nim zjednoczeniu. Ostatecznie Hindusa nie przekona argumentacja, ale życie, przeżyte w najściślejszym zespoleniu z Bogiem.

ponad_podzialami_ponad_kastami_jacek_zelek