W ostatnim wpisie na temat książki Ernesta E. Larkina „Medytacja Chrześcijańska” zapowiedziałem, że napiszę swoje wrażenia po przeczytaniu polemicznej książki bpa Andrzeja Siemieniewskiego na temat medytacji (możecie ją pobrać tutaj).

Tak pokrótce chciałbym przybliżyć czytelnikom, o co w tym wszystkim chodzi… Otóż bp Siemieniewski, zarówno książką, jak i swoim artykułem „Medytacja chrześcijańska na manowcach”, rozpoczął dyskusję nad zasadnością i prawowiernością nauki głoszonej przez ojca Johna Maina OSB i założonej przez niego Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej. Wiele środowisk przyznało mu rację, najczęściej kierując się zwykłymi uprzedzeniami, w ogóle bez zgłębiania tematu. Jednak najbardziej zainteresowani i praktykujący medytację wypowiedzieli swoje zdanie na ten temat, co zapoczątkowało bardzo ciekawą dyskusję, w ramach której w sposób rzeczowy i konkretny, z różnych punktów (psychologicznego, antropologicznego i teologicznego), została ukazana idea medytacji w tradycji chrześcijańskiej.
 

Chciałbym zaznaczyć, że moja ocena książki bpa Siemieniewskiego będzie czysto subiektywna, dlatego proszę o niezarzucanie mi braku obiektywizmu.

 
Pierwsze strony książki „Chrześcijańska medytacja monologiczna” zapowiadały się bardzo ciekawie. Rzetelne prześledzenie kwestii medytacji monologicznej w Biblii, Katechizmie Kościoła Katolickiego i historii Ojców Pustyni  dowodzi wysoce merytorycznego charakteru początkowych rozdziałów, jednak już lektura kolejnych zaczęła budzić moje obawy co do słuszności obranego przez bpa Siemieniewskiego kierunku.

Słowo MANTRA jest tutaj punktem zapalnym, które wywołało tyle kontrowersji
Muszę tutaj zaznaczyć, że podejście autora nie jest tylko i wyłącznie krytyczne. W trakcie lektury spotkacie wiele fragmentów, które ukazują dzieło ojca Johna Maina OSB w bardzo korzystnym świetle. Bp Siemieniewski nie zamyka się na konkretne, pozytywne owoce, jakie przynosi działalność WCCM. Wylicza liczne inicjatywy, przedsięwzięcia i postawy, które wprowadzają do Kościoła wiele świeżości, a co najważniejsze, zachęcają ludzi do jeszcze większej bliskości z Bogiem, która nie jest typowa dla pobożności ludowej, ale dojrzałego chrześcijaństwa.

Po moim ostatnim artykule spotkałem się z opinią osoby (która również przeczytała książkę bpa Siemieniewskiego), że WCCM jasno nie określił, już na początku swojej działalności, skąd czerpie i jakie są źródła nauki Johna Maina OSB. Nie chciałbym tutaj wchodzić w kolejną polemikę, jednak wydaje mi się, że cała organizacja WCCM i sam założyciel od samego początku nie kryli się z prawdą – jest to jasno i wyraźnie ukazane w wielu publikacjach, zarówno o. Freemana, jak i o. Maina. Poza tym, co tu ukrywać i czego się wstydzić?

Wracając do bpa Siemieniewskiego: w miarę zgłębiania kolejnych rozdziałów książki jasne staje się, gdzie tkwi problem – ten, wokół którego jest tyle szumu. Słowo MANTRA jest tutaj punktem zapalnym, które wywołało tyle kontrowersji i nadal burzy krew w wielu kręgach Kościoła katolickiego. Odkąd pamiętam, każdy artykuł, w którym pojawiało się to słowo, był określany jako zły i nawołujący do synkretyzmu. Cóż, widocznie tak musi być… Jednak ufam, że z biegiem czasu, jak to już było w historii Kościoła, pewne idee zostaną przyjęte jako normalne, a problem zostanie zastąpiony kolejnymi :)

Póki co kończę, niebawem powstanie CIĄG DALSZY moich refleksji na temat książki bpa Andrzeja Siemieniewskiego „Chrześcijańska medytacja monologiczna”.