Pojawiła się rok temu. Wynajęła pokój, stała się sąsiadką. Staram się zachowywać maksymalny dystans, który często może być określany jako nieludzki, jednak dla mnie jest to tylko niewłażenie komuś z butami w życie. Sprowadzam znajomość do wymiany grzecznościowych „cześć” i tyle. Dystans to też pewne zabezpieczenie przed chorymi oczekiwaniami ze strony innych,  z których rodzą się zawiedzione nadzieje i pretensje.

Jest to niezwykłe, że są na świecie osoby, które już po pierwszych dniach życia wspólnego, bo tak można nazwać dzielenie się wynajmowanym domem, wprowadzają chaos i konflikt. Koleżanka zaledwie po paru dobach obecności otrzymała miano wariatki. No bo jak inaczej nazwać niekontrolowany wybuch złości w kierunku kolegi, którego co dopiero poznała. Jakim prawem może pluć nienawiścią z powodu błahej sprawy. Zapaliła się czerwona lampka, będzie ciekawie.

Chęć pokazania się, eksponowanie własnej słabości, z każdym dniem prowadziły do znoszenia coraz większej ilości prywatnych rzeczy, które powodowały niebezpieczne kurczenie się naszej przestrzeni życiowej. Mimo kilkumiesięcznej neutralności, wspomniane zawężanie musiało wreszcie doprowadzić do konfliktu jeszcze większego. Wyzwiska, przekleństwa, wypominanie wzajemnych, skrywanych pretensji, strzelanie drzwiami graniczące z ich niszczeniem. Patrzyłem na to wszystko z boku i tak czekałem, aż się nawzajem wykrwawią.

I wreszcie przyszło rozwiązanie. Wariatka wyprowadza się, tak postanowił właściciel. Wydawać by się mogło, że sprawa będzie szybka. Jeden, dwa dni i jej już nie będzie. Gdzie tam, już trzeci tydzień wyprowadza się. Wszystko by było pięknie, gdyby nie fakt, że co jakiś czas wariatka robi akcje nocne, nie dając spać innym współlokatorom. Trudna sprawa, można to wytrzymać i olać sprawę… ale kolejna nieprzespana noc to już za dużo, kiedyś trzeba powiedzieć: „koniec zabawy…”. Rozmowa z właścicielem, postawienie sprawy jasno i zobaczymy, jaki będzie tego efekt. Z wariatką nie ma co rozmawiać, żyje w swoim urojonym, koczowniczym świecie.

historia_wariatki_1

fot. NocnaDama

 

Tak sobie myślałem o tym wszystkim i jest to niezwykle smutne, że ludzie typu tej wariatki będą tak przechodzić z domu do domu, powielając te same schematy. Posiedzą parę miesięcy, narobią dziadostwa i zostaną usunięci, przy okazji psując krew innym. Żal mi też tych naiwnych właścicieli, którzy przyjmą pod dach takiego osobnika. Tacy ludzie robią dobre wrażenie, a potem stopniowo zalewają wynajmowaną przestrzeń swoją osobą i przedmiotami, które są niezwykle potrzebne. Koczownik połączony ze zbieraczem… – powiem tak: nie życzę nikomu takiego ciężaru. Oczywiście w tym wszystkim istota problemu jest tylko dostrzegana przez współlokatorów, a nie przez samą zainteresowaną, co tym bardziej zaognia problem. Wyjaśnienia nic nie dają, bo jak tutaj rozmawiać z człowiekiem, który nie chce uznać swojego niedorozwoju. Trzeba zrobić szybkie cięcie i po sprawie… Eksmisja.

Teraz pojawia się następne pytanie: co dalej? Kto pojawi się w naszych skromnych progach? Z pewnością nie będzie to kobieta… Jednak słabość tej płci to nie tylko pusty banał. Coraz częściej stwierdzam, że faktycznie kobiecie czegoś brakuje, szczególnie jeżeli jest to niezadowolona i pełna żalu osoba. Teraz wszystko w rękach właściciela: ufam, że będzie dobrze i będę mógł się cieszyć spokojem i ciszą.