Trzy pierwsze duchy zła: obżarstwo, nieczystość i chciwość należą do grupy związanej z pożądliwością. W głównej mierze dotyczą zewnętrznych oznak naszych szalonych chęci względem rzeczy i osób wokół nas. Byłoby bardzo miło i wygodnie gdyby granice, kiedy jeden duch nas opuszcza a drugi zaczyna, były jasno określone. Niestety nie wygląda to tak kolorowo. Patrząc tylko na pierwszą trójkę widzimy, że dochodzi nieraz do takiej sytuacji, kiedy trzy demony atakują równocześnie, albo jeden występuje z drugim, trzeci z pierwszym itd. Trudność w akceptacji tego stanu rzeczy związana jest z perfidnym chaosem, w którym często jesteśmy zagubieni. Naiwnie jest sądzić, że pokonanie jednego ducha gwarantuje totalne zwycięstwo, dzięki któremu demon znika. Pozorne załatwienie jednego problemu, rodzi kolejne; przy okazji ten sam demon, który wcześniej nas atakował, pojawia się w innym czasie przylepiony do innego ducha. Błędne koło.

Jedyne, co możemy zrobić to zaakceptować chaos. Oczywiście można to zepchnąć do strefy, w której coś niewygodnego nie istnieje i tym samym jesteśmy wolni od pracy nad sobą. Pan Bóg się tym zajmie, my ładnie poprosimy i jak za dotknięciem magicznej różdżki jakoś się to wszystko samo ułoży. To już kwestia wyboru. Tak czy inaczej stosowanie tego typu środków przeciwbólowych nie załatwia sprawy. 

Ewagriusz z Pontu o gniewie: oczy gwałtownika są zaniepokojone i nabiegłe krwią…; podobny jest do kogoś, kto własnoręcznie wyłupuje sobie oczy żelaznym kolcem.

Spojrzenie z zewnątrz i od wewnątrz

Bardzo płynnie przenosimy się w strefę popędliwości. Emocje, które są tak bardzo pożądane i lubiane, ukazują się z zupełnie innej strony… Spoglądając na demona gniewu z perspektywy omówienia trzech pierwszych, mamy jako taki, logiczny obraz tego, co chciał nam przekazać Ewagriusz. Nie jest tak, że najpierw pojawiają się emocje, a dopiero potem myśli, ale na odwrót. Pierwsze trzy duchy związane z pożądliwością rodzą adekwatnie do działającego demona konkretne emocje-popędliwości, a te z kolei uczynki, czyli grzechy. Gniew jest pierwszy, ponieważ powstaje w wyniku braku zaspokojenia trzech pierwszych duchów zła.

Któż nie zna uczucia zawodu i porażki w chwili, kiedy nie otrzymuje tego czego oczekiwał. Emocje rosną w miarę pogłębiającego się apetytu. Może to błahy przykład, ale zauważ swoją reakcję w chwili gdy jesteś głodny; kiedy pragniesz bliskości, a nie jest ci dana; albo kiedy wszystko zaczynasz przeliczać. Zaniepokojenie, frustracja, a potem gniew. Czerwona płachta, która powoduje stan, który Ewagriusz w traktacie O poznaniu określił jako sytuację kogoś, kto własnoręcznie wyłupuje sobie oczy żelaznym kolcem. Stajemy się ślepi i pędzimy na złamanie karku dokładnie tak jak dyktują nam emocje, które w nas się obudziły. Postępujemy irracjonalnie. Ewagriusz nazywa takiego człowieka samotnym dzikiem. Jak to zaznaczył ojciec Szymon Hiżycki, człowiek w przypływie gniewu upodobania się do demona. Wystarczy popatrzeć na przejawy wściekłości; mimika, gesty, a wręcz agresja zmienia osobę w zwierzę, które broni swojego terytorium. Fala gniewu musi mieć ujście w kierunku kogoś drugiego, kozła ofiarnego, który jest wszystkiemu winien. Istnieje też pozytywny gniew, który skierowany w stronę demona, popycha nas do walki z nim. Ale umówmy się, kto w chwili wybuchu gniewu myśli o czymś takim. Czerwona płachta opada na oczy i koniec…

Gniew, który nie ma ujścia, przeżywany w sobie, rodzi urazę i pragnienie zemsty. Człowiek ciągle rozmyśla jak odpłacić za doznaną krzywdę. Mściwość i złośliwość jak kwas rozpuszcza w nas ostatnie pokłady jakiejkolwiek przyzwoitości. Postęp choroby ujawnia się w hodowaniu uraz, które trwają przez lata. Z czasem brak przebaczenia czyni nas jak kamienie. Zastygli we własnym rozpamiętywaniu krzywd, nie widzimy nikogo i nie traktujemy zgodnie z jego godnością. W chwili potrzeby nie jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie ludzkich uczuć.

gniew_osiem_duchow_zla

Trzy pierwsze duchy zła to jakby rozgrzewka przed szaleńczym pędem. Obżarstwo, nieczystość i chciwość rozpalają wewnętrzny piec emocji. Słysząc wystrzał człowiek rusza do biegu. Gniew to pierwszy podmuch, który rozpędza człowieka, nadaje prędkości i sprawia że ciężko się zatrzymać. Mówimy: chciałbym cofnąć czas. Pęd emocji, które w nas grają, pozwala nam robić rzeczy, które wcześniej nigdy by nam do głowy nie przyszły. Wyłupione oczy nie widzą konsekwencji. Zadziwiające, ale wyhamowanie pozwala ocknąć się i zobaczyć własną schizofrenię. Dwie różne osoby, spokojna i gniewliwa. Jak to zobaczymy w następnych tygodniach, szalony bieg ku nicości nieco zwalnia, ale się nie kończy…

Gniew tworzy nieprzyjemną atmosferę wzajemnej podejrzliwości. W głowie takiego człowieka trwa wyścig kto pierwszy zada cios. Zazwyczaj ta druga strona (niewinna) nie ma świadomości, co ją czeka. Natomiast człowiek opanowany przez ducha gniewu sądzi, że to właśnie ów niewinny który wyrządził mu krzywdę, właśnie teraz obmyśla plan dalszego działania. Paranoja, nerwica natręctw. W świadomości powstają scenariusze, które nie są realne, bo istnieją tylko w orbicie szaleństwa osoby opętanej przez demona gniewu.

Człowiek opanowany przez gniew, pragnie, aby inni potwierdzili zasadność jego słusznego oburzenia. Zyskując poklask, w wir emocji zostają wciągnięci również bliscy. Dzięki takiej akceptacji stajemy się wspólnikami słodkiej zemsty. Wyścig szczurów i jeden cel: postawić na swoim.

Gniew w życiu wiary, jak podaje Gabriel Bunge, prowadzi do herezji albo odrzucenia dotychczas wyznawanych wartości. Podstawą wszelkich odstępstw od nauczania Magisterium zawsze było nieposłuszeństwo i własna, święta racja. Gniew na przełożonych prowadzi do izolacji, a ta w skrajnych przypadkach prowadzi albo do obłędu, albo jak wcześniej wspomniałem do głoszenia własnych poglądów, herezji, a w skrajnych przypadkach powstania nowej sekty. Owoce gniewu takiego ślepca, stają się w jego mniemaniu zwieńczeniem jego własnego, słusznego trudu. Przekonanie, co do racji własnego zdania, czyni go w miarę upływu czasu, znerwicowanym obrońcą osobistych idei. Spróbuj takiemu człowiekowi wejść w drogę z innym, niż jego zdanie, wtedy doświadczysz siły gniewu.

Ewagriusz kierując napomnienia do mnichów ma na uwadze zagrożenie uwiądu życia wewnętrznego, jeżeli rozgrywa się tylko i wyłącznie na poziomie emocji. Pod wpływem pożądliwości i popędliwości zanika modlitwa prywatna, jak również spokojne trwanie na oficjum w chórze zakonnym. Gniew to ciągłe przeżywanie własnej krzywdy, skupienie na końcówce własnego nosa, a więc jak tutaj mówić o relacji z Bogiem i trwaniu w Obecności.

Demon gniewu sieje spustoszenie również na polu pobożności. Ujawnia się w chwili, kiedy pragnienie duchowych uniesień nie jest zaspokojone. Kiedy wchodzimy na drogę zupełnej ciemności, odczuwalnej nieobecności i milczenia Boga, mogą się zacząć w nas rodzić pretensje… Zamiast trwać i czuwać, panicznie szukamy kolejnych form, które zapewnią nam przypływ duchowych emocji. Kolejne eskapady w poszukiwaniu nowych doznań rodzą zmęczenie i rezygnację, w konsekwencji otwiera to furtkę dla frustracji i gniewu. Tutaj zaczyna się ciekawe zjawisko, które określam jako schizofrenię duchową, inny człowiek w kościele, inny w domu. Zupełnie nie przeszkadza duchowi gniewu nasz udział we Mszy Świętej i słuchaniu Ewangelii. Emocje ukryte pod płaszczykiem, ukazują swoją moc dopiero w kontakcie z bliskimi, którzy są przecież winni… dlaczego po wyjściu z Kościoła obgadujesz inne osoby z sąsiadką lub przy płocie narzekasz na wszystko i wszystkich?

O ile na początku gniew może się jawić jako coś przyjemnego – dającego siłę i władzę, niepostrzeżenie kończy się czymś zupełnie niespodziewanym… Paradoksalnie taka pewność własnych racji (zazwyczaj bazująca na poklasku innych), daje siłę do dalszego pogrążania się we własnym szaleństwie. W biznesie to pęd po trupach do celu; w życiu rodzinnym wieloletnie urazy; w życiu zakonnym brak modlitwy i śmierć duchowa.

Może być i tak, że mimo szczerych chęci, aby podejmować walkę z którymś z duchów zła, tracimy z czasem zapał. Zwyczajne zdenerwowanie z powodu braku wyników podejmowanych wysiłków może nas pogrążyć w gniewie. Słomiany zapał szybko się spala, a tutaj potrzeba wytrwałości, aż do końca. Nie można powiedzieć, że oto właśnie teraz osiągnąłem wszystko, co było możliwe. Stawiając takie urojone granice, narażamy się na znudzenie, rezygnację i gniew.

Środki zaradcze na myśl gniewu: w przypadku demona gniewu sprawdza się uniwersalna zasada odczekania. Nie można podejmować decyzji w chwili trwania popędliwości. Może to zrujnować nie tylko dobre pomysły, inicjatywy, ale i relacje z bliskimi. Podejmij decyzję za parę dni, nie odpowiadaj od razu, mimo że targają tobą emocje. Milczenie, spokój, łagodność, posłuszeństwo, pokora, przebaczenie i niewzruszona postawa są często podawane, przez Ojców Pustyni, jako lekarstwa na gniew. Jeżeli chcesz doświadczyć jak bardzo jesteś podatny na emocje i myśli wykonaj bardzo prosty eksperyment: przez 30 minut pozostań w nieruchomej pozycji, w zupełnej ciszy. Zachowaj czujność i popatrz na swoje myśli i emocje.

Jest coś na rzeczy, że z osobami pełnymi pokoju, szczególnie w ich towarzystwie, czujemy się dobrze. Spotkałem się z określeniem, że tacy ludzie mają dobrą aurę. To nic innego jak wewnętrzne uporządkowanie. Nie są to ludzie którzy zwalczyli wszystkie demony i już są doskonali, ale nadal wytrwale walczą, i pogodzili się z własnymi słabościami. Czujność i ciągły trud podejmowania od nowa prób, dają im wewnętrzną wolność.

Z kolei nie sposób nie zauważyć ludzi zagniewanych. Ewagriusz w traktacie nakreślił obraz gwałtownika, którego oczy są zaniepokojone i nabiegłe krwią… Podobnie jak było w przypadku chciwości, nie wiemy w którym momencie bomba frustracji wybuchnie. Przebywając z takim człowiekiem czujemy niepokój, a wręcz strach. Ich szczery uśmiech mówi wszystko…

Na koniec chciałbym coś wyjaśnić. Wszystkie refleksje, które snuję wokół ośmiu duchów zła są subiektywne. Traktuj je jako próbę interpretacji przez osobę świecką tekstów Ewagriusza z Pontu. Celem serii nie jest pouczanie, ale zaznaczenie tematu, pokazanie pewnej drogi, która jest dostępna. Rozwiązania leżą na ziemi, zasypane innymi treściami, wystarczy abyś sięgnął i zapoznał się z nimi. Korzystanie tylko z tego, co oferuje Internet, grozi niezrozumieniem, a wręcz błędami w interpretacji, o czym pisałem w poprzednim wpisie. Jeżeli chcesz tylko prześlizgnąć się po temacie, bazując na krótkim cytacie czy nagłówku, lepiej zostaw Ewagriusza w spokoju… Tylko potem się nie dziw, że z powodu lenistwa, straciłeś możliwość poznania i zrozumienia.