Po co się cofać, jeżeli świat idzie do przodu? Po co sięgać po archaiczne formy, jeżeli wszystko mamy nowe? Rodzi się jednak pytanie: co w sytuacji kiedy to nowe nie radzi sobie z nowością. Ocenić to skazać jedną ze stron… Zarówno jeden, jak i drugi kierunek ma akceptację i pełnię środków do zbawienia. Nie pomylę się twierdząc, że spory procent katolików to ignoranci. Kiedy pytam w rozmowie, dlaczego jako wierzący nie poszerzasz wiedzy na temat swojej wiary? Słyszę zdawkowe: Nie mam czasu. Jeżeli ktoś definitywnie określa, że taka, a nie inna forma np. modlitwy jest poprawna, to wybaczcie, ale chyba mam prawo do tego, żeby dany pan / pani wyjaśnili mi swoje racje. Od czasu do czasu, pojawia się szlachetna i dojrzała odpowiedź: Ksiądz na ambonie powiedział… I tutaj pojawia się problem. Przypominają mi się wypowiedzi religijnych inteligentów na temat medalika św. Benedykta, którzy jako jedyny argument za odrzuceniem wizerunku medalika stawiają słowa Piotra Natanka. Wybaczcie, ale nie tędy droga… Chodzi mi o pewną świadomość bycia chrześcijaninem i co za tym stoi. Pewna odpowiedzialność tego, że określam się, jako chrześcijanin. Co po niektórzy chcieliby zredukować tradycję religijną do katechizmu, którego wyuczyli się na lekcjach religii, jednak rzeczywistość jest dużo, dużo szersza.

Tradycja

Ignorancja religijna przejawiająca się na wielu płaszczyznach swoje źródło ma nie tylko w lenistwie duchowym, ale także w tym co słyszymy z ambony. W tekście Powrót do liturgii przedsoborowej? wyłuszczyłem o co mi chodzi. Nie dziwi więc chęć powrotu do Tradycji. Dlaczego akurat do czasów przedsoborowych? W skrócie: chodzi o zmianę i przesunięcie pewnych biegunów liturgicznych. Mimo ciągłych dyskusji między środowiskami liturgicznymi, nie ulega wątpliwości fakt poszerzającego się grona osób, które autentycznie poszukują wartości, i to nie tylko czysto duchowych. Łącząc te dwa aspekty: wiarę i rozum, uczestniczą i dyskutują świadomie na temat Kościoła. Zależy im, aby wypracować zmiany, aby zamienić czcze i puste gadanie z ambony na wartość nauki, która będzie miała moc. Stare i młode pokolenie w poszukiwaniu odpowiedzi.

Propozycja

Pewnego, grudniowego dnia otrzymałem e-maila, w którym Pan Szymon Orkisz zaproponował wydanie podręcznika dla ministrantów i ceremoniarzy do liturgii w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Wtedy byliśmy świeżo po premierze publikacji Petera Kwasniewskiego Kryzys i odrodzenie, która wywołała nieco kontrowersji… Od słowa do słowa zdecydowaliśmy się na druk Servite Domino!

Nie tak dawno, gdy finalizowaliśmy skład podręcznika Pan Szymon podesłał do mnie swój biogram. Wtedy zorientowałem się, że Autorem jest młody człowiek, rocznik ’95. Pomyślałem: ludzie go zjedzą. 22-latek, który pisze pierwszy w Polsce podręcznik dla ministrantów i ceremoniarzy do liturgii w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Nie dziwiłbym się, gdyby chodziło o publicystykę, ale mamy tutaj do czynienia z podręcznikiem, który ufajmy kształtować będzie liturgiczną służbę ołtarza.

Fakt powstania takiej publikacji potwierdza tylko to, o czym pisałem nieco wyżej. Ruch oddolny, gdzie wydaje się, że ludziom świeckim bardziej zależy na jakości Liturgii niż samym szafarzom, budzi wielką radość, ponieważ wśród przygniatającej masowości i gadatliwości pomieszanej z religijnością rodem ze straganu, powstają takie przyczółki, w których duchowni i skupieni wokół nich świeccy pilnują, aby Liturgia stawała się faktycznie miejscem autentycznego oddawania czci Bogu.

Podczas pracy nad podręcznikiem byłem świadkiem zupełnie innego klimatu – niezwykła dbałość i skrupulatność, aby Servite Domino! w ostatecznym kształcie rzeczywiście było na większą chwałę Liturgii. Jak to jest napisane w Regule św. Benedykta: Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony!

Kolejną sprawą, która tylko potwierdza potrzebę zmian w polskim Kościele, to fakt dużego zainteresowania samym podręcznikiem. Młodzi ludzie, którzy chcą czegoś więcej. Pragną jeszcze bardziej świadomie służyć przy ołtarzu. Zdaję sobie sprawę, że pojawi się wiele głosów krytycznych, co jest zrozumiałe. Można je przyjąć ze strachem, ale można też do nich podejść jako okazja do dyskusji, która zrodzi kolejne dobre owoce.

servite_domino

Reasumując: cofanie się i spojrzenie wstecz niekoniecznie musi oznaczać coś negatywnego. Wydaje mi się, że Tradycja powinna być wyrzutem sumienia dla reformy liturgicznej. Wiadomo, że nie jest możliwe osiągnięcie tego, co postulował Peter Kwasniewski w książce Kryzys i odrodzenie, gdzie czytamy: nowa liturgia o tyle, o ile jest liturgią eksperymentalną i nietradycyjną, powinna albo przystosować się z powrotem do tradycji albo zostać całkowicie zniesiona. Zwrócenie uwagi na pewne aspekty, które kuleją w nowej liturgii może wywołać pozytywny ruch w kierunku dobrych zmian.