W różnych miejscach jest nam dane być, korzystać z takich, a nie innych usług… same w sobie nie są jakoś szczególnie ciekawe, owszem pojawia się zachwyt nad pięknem i zdumienie; pasja korzystania i takie tam. Jednak to właśnie ludzie, w połączeniu z tymi miejscami i sytuacjami, nadają kolorytu poszczególnym aspektom rzeczywistości. Człowiek z całym wachlarzem swoich kompleksów, uprzedzeń i zalet, ubarwia szarą codzienność, począwszy od korzystania z komunikacji miejskiej, a kończąc na siłowni czy saunie. Spektrum barw tworzy kalejdoskop, z którego często korzystam i z tej perspektywy podziwiam życie innych. Od człowieka zależy jaki osiągnie efekt końcowy, a dla mnie, czyli widza, będzie to albo dobry kabaret, albo scena rodem wzięta z jakiegoś dramatu. Chodzę, szukam i pytam: gdzie jestem?

W drodze

Popieprzone miał w głowie ten, kto wymyślił próg zwalniający w tym miejscu… Temat rzucony, chwila ciszy i oczekiwanie na odpowiedź. Stary dziad zyskał nowego rozmówcę, debatują bo mogą, tylko po co? Ten drugi zwiedził pół Europy i swoje wie. Czują się choć przez chwilę tymi, którzy dzięki swoim teoriom zmieniają rzeczywistość, czują się wysłuchani przez grono słuchaczy, czują się ważni. Szybka wymiana zdań, finał. Cisza. Wszystko pozostaje bez zmian, próg zwalniający jest nadal w tym samym miejscu, świat kręci się dalej. A przed dziadkiem została druga połówka (nie tylko Europy) do zaliczenia, może wtedy osiągnie oświecenie.

Drugi wariat powtarza: piesi nie powinni przechodzić przez pasy, przecież to powoduje większe zużycie paliwa kiedy kierowca cały czas tak staje i rusza, staje i rusza… Niby wariat, ale i on znalazł rozmówcę. Kobieta rozwinęła myśl, ale chyba się nie zorientowała, że to wariat, i w odpowiedzi usłyszała zaprogramowaną formułkę: piesi nie powinni… Całe szczęście dojechałem, przystanek końcowy, wysiadam. Wniosek: człowiek ma potrzebę „wylania swoich brudów” i jednocześnie być wysłuchanym. Czasami bez konieczności dialogu.

Otwarte drzwi. Zamierzam wysiąść, a przede mną „słodka babcia”, która nawet o krok się nie ruszy, zagradzając wyjście razem ze swoimi koleżankami. Przepraszam… zacząłem kulturalnie, ale ani drgnie. Przeciskam się obok, nie chcę tego nazywać chamstwem i przykładem „starszych”, idę dalej.

Zauważyłem, że wracając wieczorem widzę Panią w średnim wieku, która regularnie jeździ tą samą linią. Pewnego dnia spojrzałem jej w oczy, zobaczyłem smutek i totalną rezygnację. Pierwsze może się wiązać z różnymi sytuacjami losowymi, jednak to drugie mnie przeraziło – niechęć i zupełne zobojętnienie to śmierć, jak dla mnie.

Gdzie jestem? W naszej szlachetnej komunikacji miejskiej…

Napalm

Otwieram szafkę, wkładam torbę, zamykam. Taka sytuacja: panowie mają zagadkową buteleczkę. Nie wytrzymałem i spojrzałem. Napis: NAPALM. Powstrzymałem się, podszedłem do tego ze zrozumieniem – są różne formy dotarcia do klienta. Chłopcy łyknęli, właściciel podzielił się z innymi, pompa musi być.

Seria na mięśnie skośne brzucha. Obciążenie i „kręcimy”. Chwila odpoczynku, obracam się, a tam przede mną, w całej swojej okazałości „rów” pewnego jegomościa. No cóż, bywa tak, że spodenki z czasów liceum nie udźwignęły balastu kolejnych lat, podobnie i podkoszulek, który okazał się zbyt krótki. Ale czy to jest powód, że muszę oglądać takie apokaliptyczne obrazy.

Ściana z lustrami i przestrzeń „przed” to strefa najlepszych scenariuszy. Zobaczysz tutaj ludzi nadymających się, syczących, stękających (jest to efekt działania NAPALMU), czasami bez powodu, ale mniejsza z tym… Tak czy inaczej, dla widza, jest to interesujące. Szczególnie w momencie kiedy następuje wzajemna prezentacja osiągnięć, od razu przychodzi na myśl obraz z wiejskiego podwórka, kiedy podczas walki kogutów, widzimy I etap rywalizacji, czyli stroszenie piórek i pokazywanie kto tu jest większy. Zabawne.

Ilu ludzi, tyle technik. Możliwości jest cała masa. Systematyczność jest tutaj ważna. Chłopaki od napalmu kręcą się jak szaleni. Zauważyłem jednak pewną prawidłowość. Całą technikę szlag trafia w chwili kiedy do pomieszczenia wchodzi ładna panienka (zaznaczam ładna, w innym układzie prawidłowość nie działa). Uuu… wtedy kolejne serie schodzą na dalszy plan, wzrok nie jest skupiony i utkwiony w jednym punkcie, następuje zupełna dezorientacja. Ach te okropne kobiety…

Ostatnio byłem pod wielkim wrażeniem sytuacji, w której zobaczyłem staruszka (tak na oko 75 – 80 lat) wyciskającego sztangę, ćwiczącego, powolutku, bez pośpiechu… szacunek dla chęci, mimo wieku. Znam osoby, które w okresie, kiedy aktywność fizyczna powinna stanowić normę, „oklapli” na fotelu, siedząc w ciepłych bamboszach, popijając piwko, stają się męczennikami systemu mówiąc: ale jestem zmęczony, tyle pracy, że nie mam ochoty na nic. Dobra wymówka. Na usta ciśnie się określenie: żenujące, ale to ich wybór bycie starym ramolem w wieku 30-40 lat. Zawsze można inaczej.

Gdzie jestem? Takie widoki tylko na siłowni…

gdzie_jestem_2

Cisza

Słuchaj, byłem dzisiaj u fryzjera, wziął ode mnie tylko 40 zł…

Ale ten środek do nosa trzeba stosować inaczej…

Ostatnio słyszałem rozmowy na wyższym poziomie, dotyczące historii i stosunków międzynarodowych. Ciekawe. Wachlarz jest tutaj znacznie szerszy, obfitość tematów, mniej więcej równy jest kroplom wylanego potu. Bywają i chwile zupełnej szczerości. A ten pan to prawdziwy grubas – powiedziane szeptem, który słyszał każdy, adresat również. Malutkie pomieszczenie, a tak wiele spraw. Akurat w tym momencie kiedy, według ogólnie przyjętych zasad, powinna panować zupełna cisza, kobietki muszą poplotkować, cwaniacy poprzerzucać się osiągnięciami w „piciu wódki”, no bo dlaczego nie, przecież każdy chce o tym posłuchać.

Gdzie jestem? Klub dyskusyjny, czyli kultura saunowania wśród specjalistów…

Na kolanach

Czytam o czujności u Ojców Pustyni, ale wydaje mi się, że ekspertami od zachowania bacznej uwagi są osoby starsze. Duża część ma bardzo pożądaną cechę – podzielność uwagi. Klęczą, klepią różaniec, w tym samym czasie patrzą na sąsiadkę, obgadując ją w myślach i uczestniczą we Mszy św. Czasami jeszcze wymienią oburzone spojrzenie ze swoją koleżanką / kolegą ach ta dzisiejsza młodzież. Taka kompleksowa pobożność połączona z godną do naśladowania moralnością. Dlatego zamiast głębokiej i konstruktywnej refleksji mamy jakże uwielbiany folklor religijny.

Gdzie jestem? Chyba nie muszę wyjaśniać…

Kultura

Podobnie jak na polu golfowym obowiązuje określony strój, tym bardziej w teatrze warto szanować pewną kulturę i przyjść godnie ubranym… Tak przynajmniej mnie uczono. Ostatnio widzę zupełnie co innego, jak na złość nie jestem świadkiem gradacji elegancji, ale przed oczami jawi się spektakl możliwości: z jednej strony ludzie potrafiący korzystać z różnych form kultury, aż po jednostki, które mają „sumienie” przyjść w dżinsach i bluzie z kapturem do teatru. Powie ktoś: wolność. Owszem, korzystaj sobie z niej, ale zachowywanie pewnych norm obowiązuje obojętnie czy jesteś ortodoksyjnym katolikiem, anarchistą, feministką czy też ateistą. Kultura wykracza poza własne „widzimisię” i urojony nonkonformizm. Jeżeli nie ma dla ciebie różnicy czy przyjdziesz na spektakl w garniturze czy też w stroju prosto z sianokosów lub domówki u znajomych, to przepraszam bardzo, ale wydaje się, że coś ci się poprzestawiało w drabinie wartości, nie mówiąc o głowie…

Gdzie jestem?

Tyle sytuacji, aż mnie ręka od pisania zaczyna boleć. Kończę. Zostały mi ostatnie „drzwi”, nie podpisane, strach zaglądać. Zaraz, chwileczkę, słyszę jakiś dźwięk, przykładam ucho i słyszę znajome rytmy. No tak, to disco polo (chluba narodowa) i festiwal W mojej stodole, otwieram drzwi i doznaję wreszcie wewnętrznego spokoju, już koniec z zadawaniem pytania gdzie jestem? Do tej pory chodziłem po omacku. Teraz już wszystko jasne – to POLSKA, więc przestaję narzekać. A już myślałem, że zabłądziłem…