Tak na wstępie chciałbym wyjaśnić, co znaczy folklor religijny w moim słowniku znaczeń. Nie chciałbym, aby to sformułowanie spowodowało jakieś niejasności czy wręcz odebranie mojego wpisu za atak. Jednocześnie nie będzie to tekst miły i głaszczący naszą religijność.

Według mnie, określenie „folklor religijny” dotyczy społeczności, a przynajmniej jakiejś części ludzi, zamkniętej w swojej religijności na poziomie II klasy podstawówki, zarówno pod względem praktyki, jak i teorii, czyli wiedzy na temat Kościoła, a nadto w zakresie szeroko pojętego rozwoju duchowości.

Powód

Inspiracją do napisania tego tekstu były pewne spotkania, których doświadczyłem podczas Targów Książki. Nie od dziś wiadomo, że  Wydawnictwo Benedyktynów, w którym pracuję, ma w swojej ofercie szeroki wybór tekstów z duchowości wschodniej, aktualnie zajmujemy się dużym projektem Filokalia, dzięki któremu po raz pierwszy w Polsce, światło dzienne ujrzą teksty duchowe z okresu między IV a XV w., przetłumaczone na język polski. Oprócz tych inicjatyw, w księgarni pojawiły się czotki do praktyki modlitwy Jezusowej itd.

Te ostatnie były powodem pewnego zgrzytu, który pojawił się we wspomnianych spotkaniach na Targach. Już wyjaśniam, o co chodzi… Któregoś dnia na naszym stoisku pojawiły się kobiety zainteresowane czotkami, bardzo ładnymi, ręcznie robionymi:

– W jakiej cenie ten różaniec?

– To nie jest różaniec?

Zdziwienie, przecież ma dziesięć supełków, koraliki pomiędzy… a więc sprawa była oczywista, to musiał być różaniec. No, niestety, musiałem kobiety wyprowadzić z błędu.

– To są czotki.

– Czotki?

– Tak, do odmawiania modlitwy Jezusowej. Stosuje się ją na Wschodzie, charakterystyczna dla prawosławnych, którzy praktykują ten rodzaj modlitwy.

Jeszcze większe zdziwienie. W oczach dezorientacja, można było wyczytać jakąś nieufność. Odłożyły czotki na ladę i poszły w swoją stronę. Żeby wyrównać szansę, to w tej samej sprawie podszedł pewien mężczyzna, który był jeszcze lepszy. Zarzucił, pokazując na czotki, że jest to sznur modlitewny typowy dla muzułmanów… Super. Powiedziałem, że to czotka, facet nadal twardo uważa, że nie. Spasowałem, bo z tak mądrym człowiekiem nie będę dyskutował.

Ileż to razy widzimy w kościele, pobożne babcie z różańcem w ręku. Nie ważne, czy jest Msza Św., czy jest głoszone kazanie lub trwa inne nabożeństwo. Babcie trzymają w ręce różaniec i odmawiają kolejne „zdrowaśki”. Bo tak je nauczono. Zamiast skupić się na tym, co istotne, sakrament jest sprowadzany do poziomu odmówienia kolejnej partii modlitw. Ale czemu czepiać się staruszek? Niech sobie odmawiają… Przepraszam bardzo, ale tutaj chodzi o przykład, o pewne schematy myślowe, które zostają w społeczeństwie, a szczególnie w młodym pokoleniu. Nietrudno się domyślić, co będzie robił młody człowiek, jak się zestarzeje. Zamiast uczyć młodych odpowiedniej postawy, jak przysłowiowy abba, który w tradycji, oprócz pełnienia swojej funkcji ojcowskiej, był przykładem zdrowego podejścia do duchowości, będzie powielanie utartego zwyczaju, czyli ławki w kościele zajmie kolejne pokolenie osób, dla których religijność to różaniec, stający się takim „zapychaczem” pomiędzy poszczególnymi częściami Mszy Św. Chyba nie o to chodzi…

Zamknięci w pudełku

To są tylko przykłady, ale założę się, że takich jednostek jest dużo, dużo więcej. Szukając odpowiedniego porównania, przyszedł mi do głowy obraz człowieka szczelnie zamkniętego w pudełku, gdzie jest parę dziurek, przez które dochodzi do niego powietrze. W taki sam sposób działa to w przypadku religijności. I to paradoksalnie nie jest to tylko i wyłącznie wina Kościoła. Winni jesteśmy MY, ponieważ to MY decydujemy i wybieramy. Wolimy nasze utarte schematy religijne, które najlepiej wykształciły się w okresie dzieciństwa, szczególnie w okresie I Komunii Świętej, później nieco pogłębione przed Bierzmowaniem. I tak zostało… co jest straszne.

Otóż drogie Panie i drodzy Panowie, religijność nie zaczęła się od „wynalezienia”, a następnie wprowadzenia różańca i nabożeństw maryjnych do kościołów i przydrożnych kapliczek. Chrześcijaństwo to czasy dużo wcześniejsze i swoje początki ma na Wschodzie.

Niestety, wielu chrześcijan patrzy na religijność niezwykle wybiórczo, co niejednokrotnie powoduje spięcia pomiędzy poszczególnymi grupami, a nawet wyznaniami. Nie mówię tutaj o kwestiach dogmatycznych, ale patrzę tylko i wyłącznie pod względem duchowości, na płaszczyźnie której możemy dialogować, jeżeli zechcemy. Okazuje się, że nie jesteśmy ku temu skłonni, wystarczy nam to, czego nauczyliśmy się na lekcjach religii. Nie mamy potrzeby pogłębienia teoretycznego naszej wspólnej historii. I potem przychodzą takie „pobożne” kobiety i „pobożni” panowie, ze zdziwieniem wpatrując się w symbole, które powinny im być znane.

Nie chcę tutaj wnikać w kwestię katechizacji, bo jest to sprawa zbyt złożona i, szczerze, nie warta poruszenia, bo zarówno na poziomie edukacji podstawowej i wyższej, poziom jest naprawdę żenujący. Ale przecież mamy dostęp do literatury, w Internecie jest mnóstwo tekstów na temat duchowości. Obecnie nie możemy powiedzieć, że jesteśmy pozbawieni źródeł, wszystko to jest nam podane, wystarczy tylko się schylić, podejść i korzystać. I tutaj jest problem: musimy chcieć.

Dlatego nie ma się co dziwić, że mamy tylu ignorantów szczelnie zamkniętych w swoich poglądach i religijności. Stąd wszechobecnie panujący folklor religijny, który nieraz przybiera kiczowate formy, nie mające nic wspólnego z dobrze rozumianym chrześcijaństwem. Klapki mentalne są powodem tych różnych nieporozumień, widzimy tylko jedną drogę i co zabawniejsze mówimy wszystkim, że jest tylko jedna droga, ta którą mamy przed oczami, jedyna właściwa.

Wyjść z pudełka

Kończąc, nie chciałbym być źle zrozumianym. Celem tego tekstu nie jest krytyka religijności i różnych praktyk. Nie mam nic przeciwko różańcowi, majówkom pod kapliczkami, litaniom, nabożeństwom itp. Mam pretensję do ludzi, którzy nie chcą wyjść z „pudełka” własnych przyzwyczajeń, utartych schematów i zastoju duchowego. Sprzeciwiam się postawie osób, dla których nie liczy się spojrzenie całościowe, ale wybiórcze. Mam żal do jednostek, które przeczytały jedną książkę lub wysłuchały, czy też przeczytały, jedną opinię, która urosła do rangi dogmatu. I spróbuj z taką osobą dyskutować…

Warto szukać i pytać, i to nie tylko z jednej strony. Warto dążyć do obiektywizmu, bo tylko to może nam otworzyć oczy. Dzięki czemu dojrzymy wiele płaszczyzn do dialogu, wreszcie zobaczymy innych ludzi, a nie tylko własny czubek nosa.