W chwili, gdy zakładałem bloga, miałem założenie, że nie będę poruszał spraw duchowych, ogólnie rzecz biorąc, nie będę się zajmował tematyką religijną. Z upływem czasu stwierdziłem, że nie ma sensu „nie pisać” o tym, czym się zajmuję na co dzień i co jest w zasięgu moich zainteresowań. Jednak jeżeli pisać o duchowości, to o tej, która nie jest w stylu dewocyjno-parafialnym, ale takiej, która faktycznie sięga do źródeł i początków kształtowania się chrześcijaństwa. Rozpocząłem od recenzji „Sztuki kierowania ludźmi”, kolejny punkt to krótkie przedstawienie projektu, w którym biorę udział i reakcje ludzi, do których zwróciłem się o wsparcie finansowe. Były też teksty na temat medytacji chrześcijańskiej, liturgii przedsoborowej, jakości polskich kazań i folklorze religijnym. W planach mam dłuższy wywiad na temat modlitwy Jezusowej, ale to niebawem.

Dzisiaj chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami na temat książki niezwykłej, która, patrząc od strony duchowej, zmieniła moje postrzeganie modlitwy: jej sensu i metody.

Jak się modlić?

Pośród wielości metod, jakie oferują nam różnego rodzaju ośrodki duchowe w Polsce, człowiek jednak szuka czegoś pierwotnego, sięgającego początków, kiedy to duchowość chrześcijańska kształtowała się i nabierała pewnych form. Jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego pacierza, który wpajano nam na lekcjach religii. Różaniec, modlitewnik i w zasadzie u dużej części ludzi wierzących temat modlitwy na tych dwóch elementach się kończy. A szkoda…

Nie będę ukrywał, takie jest moje zdanie, że sprowadzenie naszego życia duchowego, naszej modlitwy tylko do różańca i pacierza jest niezwykle negatywnym uproszczeniem. Taki sposób modlitwy ma sens w okresie szkolnym. Jednak mam tę świadomość, że sporo dorosłych (szczególnie osoby starsze) nadal korzysta z tych sposobów modlitwy w swoim życiu religijnym, co według mnie prowadzi do jednego – dewocji, którą możemy tu i ówdzie oglądać. Dla kogoś, kto ma większe ambicje, taki poziom z pewnością nie wystarczy. I tutaj pojawia się pytanie: co dalej? gdzie szukać? Która metoda jest tą słuszną? Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie, mając na uwadze tak dużą ilość szkół modlitwy.

92

Moim osobistym zdaniem, przy wyborze metody modlitwy, warto kierować się pragnieniem sięgania do źródeł. Mamy tutaj pewność, że praktyka życia duchowego jest dobrze sprawdzona na wszystkie możliwe sposoby. Chodzi mi zatem o doświadczenie modlitwy Ojców Pustyni, których to praktyka duchowa została opisana w dużym dziele pt. „Filokalia”. Obecnie mamy do dyspozycji tylko wycinek całości w formie wyboru: „Filokalia. Teksty o modlitwie serca”. Aktualnie pracujemy nad polskim przekładem całości pism duchowych (IV–XV wiek), o którym miałem okazję pisać TUTAJ.

„Filokalia” – powrót do źródeł

Podobnie jak to jest w przypadku liturgii, warto pielęgnować to, co zostawiła dla nas tradycja. Spuścizna Ojców Pustyni jest niezwykle bogata i, jak to już zdążyłem zauważyć, oparta mocno na trzeźwym myśleniu. Nieraz po omacku, ale stopniowo w miarę upływu czasu, praktyka modlitwy nabierała coraz bardziej wyraźnych kształtów. Zaczynała od słów, czyli przysłowiowego pacierza, skończywszy na milczącym trwaniu, bez słów i wyobrażeń. Zasada jest prosta: od słów do ciszy.

Ciężko mówić o zupełnym oczyszczeniu myśli, jednak w „Filokalii” znalazłem inspirację do tego, aby sięgnąć do modlitwy Jezusowej, która od najwcześniejszych wieków miała swoje miejsce w praktyce Ojców Pustyni. Prostota, odpowiednia postawa i ciągłe powtarzanie formuły mają jeden cel – osiągnięcie wyciszenia, a tym samym wejście na poziom wyżej. Człowiek wyciszony to człowiek łagodny i pełen pokoju. Można powiedzieć, że modlitwa, jaką można znaleźć u Ojców Pustyni, jest uniwersalna, nie wspominając już o tym, że jest ona sprzed Wielkiej Schizmy, dzięki czemu może w jakimś stopniu połączyć Wschód i Zachód.

Z powodu przyzwyczajenia do ciągłego wypowiadania słów nie tylko cierpi nasza modlitwa, ale ma to też swoje reperkusje np. w liturgii. Słowotok w życiu duchowym, o czym mówi „Filokalia”, wpływa na nas bardzo negatywnie. Pewien minimalizm i prostota to cechy tej formy modlitwy, która może stać się remedium dla poszukujących odpowiedniej drogi w kierunku rozwoju duchowego.

Każdego dnia, gdy przygotowuję materiały związane z Ojcami Pustyni, stykam się z tą jakże praktyczną duchowością. Szukamy często odpowiedzi w różnych, współczesnych publikacjach, a trzeba to jasno powiedzieć, że wszystkie wypowiedzi, porady współczesnych kierowników duchowych opierają się na doświadczeniu zostawionym przez Ojców Pustyni. Wystarczy tylko sięgnąć i zagłębić się w teksty, które są dla nas cennym dziedzictwem.

Wczytując się w kolejne strony „Filokalii” spotkamy się często z prozaicznymi sytuacjami, gdzie młody człowiek przyjdzie po radę do doświadczonego Ojca; gdzieniegdzie znajdziemy pytania i odpowiedzi czyli współczesne Q&A, kończąc na trudnych i zawiłych tekstach duchowych. Ale jedno jest pewne szeroki wachlarz tematyczny zadowoli każdego, i zaznaczę tutaj jeszcze jedno – „Filokalia” to ten rodzaj książki, do którego  się wraca…

Reasumując…

W moich osobistych poszukiwaniach drogi duchowej, póki co dwie publikacje odcisnęły na mnie mocny ślad. Pierwsza to właśnie „Filokalia”, gdzie odnalazłem sens i metodę modlitwy, a druga to nie tak dawno przeczytana „Kryzys i odrodzenie”, dzięki której na nowo odkryłem Liturgię. Obie książki łączy wspólny mianownik – szanuj Tradycję i korzystaj z niej, a twoje życie będzie miało mocne fundamenty.

filokalia_2