piszę w trochę innej formie niż to bywa zazwyczaj. Sprawa dotyczy w zasadzie każdego aspektu Twojego życia. Wielu może by chciało zaprzeczyć, odrzucić i wyśmiać kolejny produkt chrześcijańskiego zacofania. Z logicznego punktu widzenia, nie ma takiej możliwości, ponieważ sprawa dotyczy życia i wszelkich jego przejawów rozumianych całościowo.

Zastanawiałem się nad kwestią: czy jest możliwe zanegowanie wzajemnej symbiozy pomiędzy cielesnością a duchowością i psychologią człowieka. Okazuje się: jeżeli czegoś brakuje w jednej sferze, wszystko sypie się w jak dobrze funkcjonującym algorytmie, bez względu na to, czy ktoś to akceptuje czy też uparcie twierdzi, że w to nie wierzy. Owszem można sięgnąć po doraźne lekarstwa, które zazwyczaj poprawiają naszą wygodę i dostarczają kolejnej dawki przyjemności. Tak czy inaczej paliwo emocji wygasa i stajemy przed wyborem: albo bierzemy się konkretnie za problem i ucinamy korzenie wad; albo wkraczamy w błędne koło ciągłych zastrzyków emocjonalnych doznań.

Pierwsza droga prowadzi przez noc doświadczeń i bólu do oczyszczenia; druga nie wymaga w zasadzie niczego od nas, wybieramy pierwsze lepsze z rozwiązań typu 3 sposoby na… lub zrzucamy wszystko na Boga, który przecież to załatwi, bez jakiejkolwiek wzajemnej współpracy; wystarczy tylko, że Bóg o tym wie, a ja jestem wolny od jakichkolwiek trudów…

Czyż ta druga opcja nie jest tym czego szukamy, aby poczuć się błogo i wieść spokojne, sielskie życie? Po co zawracać sobie głowę jakimś problemem, przecież Jezus się tym zajmie i po sprawie. I nie krytykuję tutaj samych aktów strzelistych, ale groźną pokusę jednostronnego traktowania Boga jako Tego, który zrobi wszystko za nas, bez żadnego wkładu człowieka. Wolność daje nam taką możliwość i każdy ma święte prawo do wybrania takiej, a nie innej drogi, która mu odpowiada. Jednakże z każdym wyborem związana jest odpowiedzialność i konsekwencje. Nie licz na zmiany jeżeli wybrałeś drogę łatwizny. Wiele razy czytałem wypowiedzi osób, które w kwiecistych słowach pisali, że Bóg nas kocha i wszystko załatwi, wystarczy mu tylko to wszystko złożyć w ramiona. Gdyby to wszystko tak kolorowo wyglądało, byłoby naprawdę przyjemnie żyć na świecie. Przyjmując układ, że my mówimy, a Pan Bóg wykonuje, doprowadzamy do tego, jak to opisała s. Małgorzata Borkowska, że tworzy nam się Bóg rozumiany jako automat: wrzucamy pieniążek i wyskakuje nam to, co chcemy. Karykatura.

Nie chcesz tego przyznać, drogi Grzeszniku, ale wolisz łatwiznę. Łatwiej posłuchać ludzi, którzy widzą i działają pod wpływem niż podjąć wysiłek osobistej zmiany. Powiesz, że tacy ludzie inspirują. Oby i żeby to było autentyczne, co nam przekazują, musisz jednak brać poprawkę na to, że to tylko ludzie, obciążeni słabościami. Nie ukrywaj, uwielbiasz gotowe rozwiązania: Powtarzaj jedną formułkę i wszystko będzie dobrze…. Jeszcze raz przytoczę słowa s. Małgorzaty Borkowskiej, które oddają problem naszej relacji do Boga: Najgorszą herezją wszechczasów jest traktowanie Boga jako tematu; mówienie i myślenie o Nim, zamiast mówić i myśleć do Niego. Skutkiem takiego bezosobowego podejścia jest najpierw podzielone serce, a w dalszym rozwoju sprawy – faktyczna, choć może nie uświadomiona i nie deklarowana, niewiara (fragment z książki Sześć prawd wiary oraz ich skutki). Relacja zakłada współpracę i nie ma tutaj miejsca na klasyczną „spychologię”, w której zazwyczaj Bóg jest winny i jak echo słuchamy ciągłych pretensji:Dlaczego to spotkało akurat mnie?”.

Dlaczego nazywam Ciebie grzesznikiem? Bo nim jesteś i to określenie pozostanie z Tobą aż do końca… Jednak nie można odebrać Tobie określenia, że jesteś poszukujący. I to dla Ciebie przygotowałem wybór z tekstów na temat ośmiu duchów zła. Przedziwna sprawa, że tak niewielu ludzi ma świadomość istnienia takiego, powiedzmy zestawu, stworzonego przez Ewagriusza z Pontu, a który pozostaje w cieniu nauki Kościoła.

Uparcie będę twierdził, że kiedy potrzebujesz pomocy na drodze rozwoju duchowego, należy sięgać nie po kolejne interpretacje, ale do źródeł, po to, co wypracowało chrześcijaństwo pierwszych wieków. Ojcowie Pustyni to pionierzy życia duchowego. Dlaczego są tak ważni? Ponieważ uczyli się na własnych błędach i przekazywali praktykę dalej, kolejnym pokoleniom uczniów. Pisząc praktyka, mam na myśli konkretne działania ascetyczne mające za cel oczyszczenie życia wewnętrznego człowieka. Paradoksalnie, biorąc przykład Ewagriusza z Pontu i innych Ojców, to co nam przekazali i jakimi pojęciami się posługiwali w IV w., w wielu przypadkach dopiero współczesna psychologia precyzyjnie nazwała. Nie tak dawno słyszałem, że wielu psychologów z wielkim zaciekawieniem czyta pisma Jana Kasjana czy Ewagriusza, odnajdując w nich to, czego uczyli się na studiach, a co praktycznie mogą wykorzystać przy spotkaniu z pacjentami. W ich tekstach ukazany został człowiek, który przychodzi do danego Ojca z problemem i otrzymuje odpowiedź, która wypływa z praktyki kierownika duchowego. I to ma sens, nie są to tylko gołe i piękne słowa, ale nauka podparta życiem i doświadczeniem własnych upadków.

obzarstwo_osiem_rodzajow_zlego_zycia

Spotkałem się również z określeniem, że Ewagriusz z Pontu używa bardzo pesymistycznego, wręcz mrocznego języka. No tak, bardzo typowe, lepiej to, co niewygodne odsunąć jak najdalej, nazwać nieprzyjemnym… niż poczytać o sobie samym, mając jednocześnie w świadomości fakt jak wiele jeszcze mam do przepracowania. Teksty Ewagriusza z Pontu to lustro, dzięki któremu widzimy brzydotę samych siebie. I jest to konieczne. Ktoś powie, jak to, przecież jesteśmy dziećmi Bożymi. Zgadza się, ale mamy jeszcze swoją drugą stronę, zaniedbaną i niechcianą. Dopiero gdy ujrzymy dwie połówki, wtedy możemy iść dalej, chyba że wolimy całe życie usprawiedliwiać się przed wszystkimi, że jako dzieci Boże nie musimy nad sobą pracować.

Ojciec Szymon Hiżycki w książce Pomiędzy grzechem a myślą stawia ważne pytanie: Dlaczego więc grzeszymy według Ewagriusza? I stwierdza: Grzeszymy dlatego, że mamy złe podejście do życia, źle patrzymy na świat stworzony, mamy zły klucz, zły model przezwyciężania naszych trudności.

Skąd tytuł Osiem rodzajów złego życia? Osiem duchów zła, czyli osiem złych decyzji, to wspomniany klucz, który prowadzi nas do poznania korzeni wad, które dewastują nasze życie; jednocześnie stanowią o tym kim jesteśmy wobec samych siebie i innych. Ewagriusz z Pontu opisał je bardzo dokładnie, i był szczery do bólu. W niniejszym wyborze umieściłem fragmenty ze współczesnych opracowań, które starają się wytłumaczyć skomplikowany system, powiedziałbym wręcz, naczyń połączonych, jakimi są duchy zła. Jednak nie jest to tylko opis, ale idąc za przykładem Ojców Pustyni, w pierwszym rzędzie zostaje przedstawiona diagnoza choroby i w następnej kolejności kilka rad, jak rozwiązać trudną sytuację, a na przyszłość zastosować środki profilaktyczne.

Wybór tekstów jest subiektywny i ma za cel zainspirowanie Ciebie do sięgnięcia po więcej. W dzisiejszych czasach nie można powiedzieć, że coś jest niedostępne. Tylko że nam, najczęściej, jakoś nie po drodze wysilać się. Wolimy postawę, w której lepiej określić problem jako nieistniejący niż przyznać, że wszystkie narzędzia są na wyciągnięcie ręki! Smutne, ale i w taki sposób człowiek potrafi siebie oszukiwać.

Na zakończenie umieściłem wybór ze wszystkich tomów Apoftegmatów Ojców Pustyni na temat ośmiu duchów zła. Reasumując: jeżeli poważnie traktujesz swoją wiarę i osobisty rozwój duchowy, to i tak, prędzej czy później staniesz przed decyzją. I wtedy wszystko będzie zależało od Ciebie, jaką drogę wybierzesz… tylko nie mów, że jesteś zaskoczony!