Dlaczego piszę, choć nie potrafię… Nigdy nie byłem w tym dobry. Czasami taka „publiczna szczerość” działa kojąco i terapeutycznie, oczywiście na mnie samego. Raz po raz wraca do mnie pytanie, po jakie licho założyłem bloga, po co wyrzucam z siebie tyle słów, często krytycznych; dlaczego pytam ludzi o różne rzeczy? Pierwotnie była za tym wszystkim chęć zabłyśnięcia, tak… o to mi chodziło, nie jest to powód do dumy, ale co ja na to poradzę, takie są fakty i uwierzcie mi, jeżeli sam o sobie piszę takie rzeczy, musi to być prawda.

W miarę upływu czasu zdałem sobie sprawę, że przestrzeń publiczna Internetu działa na mnie jak dobra terapia, podczas której mogę wreszcie powiedzieć co chcę, bez owijania w bawełnę. Formy są różne. Dla jednych będzie to pisanie pamiętnika; inni skorzystają ze znajomych i wyrzucą z siebie, to co im leży na wątrobie; a kolejny procent ludzkości będzie pisała bloga czy też prowadziła kanał na YT. Różne drogi, wszystkie dobre.

Zdaję sobie sprawę, że popełniam wiele błędów, co w prostej linii może prowadzić do jednego wniosku – przestań się błaźnić i skończ z tymi blogowymi wynurzeniami. Przecież i tak nikt nie czyta tych głupot, które wypisujesz… Podchodząc do samego faktu pisania tylko z poziomu statystyk, byłaby to ogromna redukcja zjawiska pisania jako formy „terapii”. Na moje szczęście nie poddałem się takiej opinii. Lenistwo też się pojawiło, ale tylko chwilowo. Zdanie innych, śmiech w różnych odmianach, również…  Wszystkie te motywy uderzyłyby z całą siłą w momencie kiedy pozostałbym na tym poziomie jaki przyświecał mi na początku – czyli zwykły pęd do popularności, chęć zbierania prezentów od firm i sama współpraca komercyjna.

Nie wiem w którym momencie, ale tak jak to wcześniej wspomniałem, pisanie bloga zmieniło swoją formułę, z czysto materialnych pobudek, na formę wyrazu, która staje się pewnego rodzaju chwilą wytchnienia i momentem, gdzie przelewam to, co mnie interesuje, boli i wkurza do przestrzeni Internetu. Kładę się na kozetce i mówię… tutaj otwieram Worda i piszę. Wylewam swoje pomyje i uwierzcie, jest mi lżej.

Książki

Poprawność językowa, gramatyka, składnia. Staram się, ale bardzo często mi nie wychodzi. Jednak wierzę, że ciągła praktyka, czyli regularne pisanie prowadzi do pewnego wyrobienia, aż w pewnym momencie orientujesz się, że zwyczajnie lubisz to robić. Wtedy kwestia poprawności schodzi na dalszy plan, nie znika, ale też nie paraliżuje samego piszącego a co będzie gdy się pomylę… jak zareagują czytelnicy, wyśmieją mnie… Strach bierze górę i szlag trafia same dobre chęci pisania. Efekt – koniec przygody z blogowaniem.

Nie przestałem, choć wiem że to wszystko jest takie niedoskonałe. Paradoksalnie wśród wszystkich niedociągnięć zapragnąłem czegoś więcej i już za parę dni pierwsze efekty tych marzeń staną się rzeczywistością. Jest to bardzo dziwne uczucie kiedy widzisz swoją własną publikację i obserwujesz jak nabiera właściwych kształtów, począwszy od projektowania samej okładki, następnie przechodząc żmudny proces redakcji, a na składzie kończąc.

Pierwsza z nich to publikacja na temat postaci Bede Griffithsa OSB i jego postrzegania chrześcijańskiego dialogu międzyreligijnego na gruncie duchowości hinduskiej. Koncepcja bardzo śmiała i trudna w zrozumieniu, gdzie bardzo łatwo o przekroczenie cienkiej granicy ortodoksyjności. Podziałało to na mnie jak płachta na byka, temat mnie pochłonął, czego efektem jest książka „Ponad podziałami… Ponad kastami”, której też poświęcę osobny wpis. Przyświecały mi tutaj dwa cele. Po pierwsze – udostępnienie bibliografii, a po drugie wspomnienie głównego bohatera – Bede Griffithsa OSB – który, tak mi się wydaje, mówiąc brzydko został zamieciony pod dywan Kościoła. Został ustawiony na marginesie poprawności, w taki sposób, żeby wierni nie mieli do niego dostępu, tym bardziej do poglądów, które prezentował.

ponad_podzialami_ponad_kastami

Druga produkcja to wybór tekstów i dwie rozmowy, które wspólnie przygotowałem z Szymonem Hiżyckim OSB, a które łączą i stają się kolejną cegiełką w projekcie FILOKALIA. Zbiór będzie nosił tytuł „Jak żyć według Ojców Pustyni?”. Trzeba zaznaczyć, że same motywatory, które pochodzą z Filokalii i Apoftegmatów, to wybór zrobiony na podstawie prowadzonego przeze mnie fanpage’a KEEP CALM and ORA et LABORA, gdzie od dłuższego czasu publikowałem wybrane fragmenty ze wspomnianych dzieł. Jako wyznacznik umieszczenia danego cytatu w książce, przyjąłem ilość kliknięć lubię to i udostępnień, czyli sam wybór tekstów powstał dzięki pomocy naszych fanów, za co im serdecznie dziękuję. Całość otwierają i zamykają dwie dłuższe rozmowy z ojcem Szymonem: jedna na temat Ojców Pustyni i ich stylu życia; a druga – o modlitwie Jezusowej.

jak_zyc_wedlug_ojcow_pustyni

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Czy to koniec? Być może… nie lubię planować, wolę bazować na tym co jest względnie realne. W głowie mam jeszcze zarys 3 publikacji i jeden duży projekt, ale tak jak napisałem, z przyszłością lepiej nie zadzierać, bo zazwyczaj teraźniejszość weryfikuje wszystkie chęci i plany. Ważne jest jedno, że kolejne tematy mam w głowie i daję im czas, aby coś z nich wyrosło.