Czekałem na ten film od roku. Po obejrzeniu pierwszych zapowiedzi byłem zachwycony. Długo przed premierą, gdy wszelkie informacje o samej produkcji były chowane w ścisłej tajemnicy, Jared Leto pochwalił się zdjęciem swojej nowej kreacji. Pomyślałem: nowy Joker, to będzie coś. Szczęka mi opadła… aż do chwili obejrzenia samego filmu. Po seansie zmieniłem zdanie. A miało być tak pięknie.

Forma wyprzedza treść

Byłem praktycznie w 100% pewien, że będę zadowolony z filmu #SuicideSquad. Postać nowego Jokera porwała mnie. Byłem strasznie ciekaw, jak twórcy poradzili sobie z osadzeniem tej postaci poza tradycyjnym  układem Joker–Batman. Ciągle w pamięci mam produkcję „Mroczny Rycerz” i genialną grę Heatha Ledgera. Niestety, Joker w „Legionie Samobójców” nie dorasta do pięt tego, którego wykreował Christopher Nolan w 2008 r.

Muszę to powiedzieć, że film „Legion Samobójców” rozczarował mnie. OK, umówmy się, wiedziałem, że ambitnej treści w tym filmie nie znajdę, ale żeby tak spłaszczyć rolę Jokera – tego nie mogę wybaczyć twórcom. To tylko potwierdza fakt, że często forma wyprzedza treść.

harley-quinn

Harley Quinn ratuje sytuację

Paradoksalnie oczekiwałem czegoś wyjątkowego po kreacji Jokera, a wyszło tak, że w trakcie seansu zachwyciłem się jego drugą stroną, czyli Harley Quinn. Nie tylko dobór aktorki był trafiony, ale również sama charakteryzacja została niezwykle dopieszczona, podobnie i w przypadku pozostałych bohaterów.

No i ostatecznie wyszło tak, że kostiumy uratowały sam film. Jednak nadal nie mogę uwierzyć, jak można było tak zepsuć postać Jokera. Miało być coś nowego, a wyszło coś ciężko strawnego i pozbawionego sensu. Niestety, tak to jest w przypadku postaci Jokera, że sama charakteryzacja nie wystarczy… Potrzeba czegoś jeszcze, czego niestety w #SuicideSquad nie znalazłem. Trudno mi to pisać, ale Jared Leto nawet nie zbliżył się do poziomu tego, co zaproponowali nam Jack Nicholson (1989) i Heath Ledger (2008).

Czy warto?

Czy warto wydać te 27 złotych na „Legion Samobójców”? Moim zdaniem lepiej te pieniądze spożytkować na coś innego, np. iść na jakiś dobry foodtruck :) Ostatnio postanowiłem zobaczyć „Minionki” (obie części) i, powiem szczerze, jest to o niebo lepsza produkcja niż #SuicideSquad. Trzeba to powiedzieć: dzisiejsze kino schodzi na psy, i to dotyczy większości produkcji. Być może jest to spowodowane tym, że ciężko stworzyć coś nowego i oryginalnego, więc niestety musimy korzystać z papki, która ma za zadanie zapchać kolejną dziurę naszych potrzeb.