Pytania kotłują się w głowie. Proszę ojca, chciałem się dowiedzieć, dlaczego umieramy, po co? Czy śmierć może być godna? Po co nam cierpienie? Co dzieje się, gdy dusza z ciała wyleciała? Co powiedzieć matce, która straciła dziecko? I co z samobójcami? Dlaczego śmierć lubi publiczność, dlaczego media grają śmiercią? Dlaczego wyrzuciliśmy śmierć za próg, nie trzymamy ciała zmarłej osoby w domu? Czy żałoba może być na pokaz? Dlaczego chrześcijanie nie cieszą się ze śmierci, przecież za moment z martwych powstaną? Co potem – niebo i aniołki? Ojciec boi się śmierci? – fragment pochodzi z książki „Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko”

Łukasz Wojtusik: Eutanazja to dobra śmierć?

Leon Knabit OSB: Nie w obecnym kształcie. To dobra śmierć dla tych, którzy czują się panami swojego życia i sami chcą decydować o jego końcu.

Nie chcemy umierać powoli, w męczarniach. Po prostu nie chcemy.

Strach przed taką śmiercią może sparaliżować człowieka. Chciałoby się powiedzieć: „Panie, oddal ode mnie ten kielich”. Jezus Chrystus też odczuł ciężar fizycznej śmierci, umierania w strasznych męczarniach. Jego boleść była podwójna. Oprócz charakteru fizycznego miała wymiar duchowy. Przecież ludzie nie chcieli słuchać Jego nauki, poniżali Go, obrażali, zadawali ból. Złym postępowaniem wymierzali Mu dodatkowy cios. Jednym z wymiarów drogi krzyżowej jest pokazanie słabości człowieka. Nie chodzi tylko o ból fizyczny, ale o pytanie, które stawiamy sobie od wieków: jak przeciwstawić się psychicznemu i fizycznemu torturowaniu? Strach przed śmiercią, powolną i bolesną, prowadzi niektórych ludzi do samobójstwa. W obozach zagłady więźniowie, by skrócić swoje cierpienia, rzucali się na podłączone do prądu ogrodzenie z drutu kolczastego.

Mówi ojciec o przypadkach, gdy sami podejmujemy decyzję, a co, jeśli ktoś podejmuje ją za nas? Co w przypadku śpiączki?

To skomplikowana kwestia. Można podtrzymywać człowieka w śpiączce przy życiu przez bardzo długi czas. Lekarze najczęściej dobrze wiedzą, kiedy dochodzi do śmierci pnia mózgu i jak długo podawanie kroplówek czy stosowanie innych środków medycznych ma sens. Patrząc na zagadnienie od strony teologii moralnej – nie musimy stosować nadzwyczajnych środków do podtrzymywania przy życiu osoby, która w żaden sposób nie rokuje medycznie, nie ma najmniejszej szansy na poprawę jej stanu.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Rodzina chce podtrzymać życie, to ona decyduje o życiu i śmierci.

Jeszcze jeden dzień, tydzień, miesiąc. Ten kij ma jednak dwa końce, czasem przecież służba zdrowia chce na siłę, niepotrzebnie przedłużać trwanie chorego, podając kolejne leki. Wiedzą, że nic się nie można zrobić, ale próbują udowodnić, że system działa, chcą jak najdłużej utrzymać pacjenta przy życiu.

77

Odłączenie człowieka od aparatury podtrzymującej jego funkcje życiowe jest decyzją trudną, porównałbym ją do stąpania po bardzo cienkiej linie rozpiętej na dużej wysokości. Wystarczy lekko rozchwiać linę i spadniemy. Co zrobić? Warto zaufać ludziom, założyć uczciwość lekarzy,  wytłumaczyć przede wszystkim sobie, w jakim położeniu jesteśmy i co realnie możemy jeszcze zrobić dla drugiego, cierpiącego człowieka. I co możemy zrobić dla siebie.

W Polsce pojawiały się głosy, także wśród niektórych polityków, by wprowadzić do prawa tak zwany testament życia. To rodzaj oświadczenia, w którym deklarujemy, co się z nami ma stać, gdy znajdziemy się w stanie wegetatywnym. Chodzi o prostą, wydawałoby się kwestię, czy chcemy być poddani terapii uporczywej, czy nie.

W przypadku przeszczepu też możemy wyrazić swoją wolę oddania organów, albo nie.

Ale koncepcja testamentu życia szybko upadła, jest niezgodna z regulacjami europejskimi.

Europa nie zgadza się? Czyli nawet jeśli jesteśmy w pełni świadomi, nie możemy podejmować takiej decyzji? To bardzo ciekawe.

Co ojciec o tym sądzi?

W świetle nauki Kościoła Katolickiego – trudna sprawa. Jeśli wierzę, swoją relację z  Jezusem Chrystusem traktuję emocjonalnie, wtedy wierzę i ufam Mu, nawet w czasie najgorszej próby. Proszę zobaczyć, żaden święty nie chciał się poddać eutanazji. Żeby nie odwoływać się do średniowiecza, spójrzmy na s. Bernardynę M. Jabłońską i Jana Pawła II. Oboje sporo wycierpieli, choroba wbiła się w nich i nie chciała odejść. Jakoś wytrwali. Wierzę, że to czemuś służy, że z cierpieniem można kroczyć do końca. Dlatego nie proszę o skrócenie moich cierpień i nie zakładam, że będę tego chciał, będąc w stanie wegetatywnym.

Zostawia ojciec decyzję w rękach lekarzy?

Jeśli naprawdę będę nieświadomy, niezdolny do podejmowania decyzji – zawierzę profesjonalistom. Od tego jest przecież konsylium lekarskie! Byle by tylko rozsądzili uczciwie, kierując się przysięgą Hipokratesa, a nie względami finansowymi i dobrem szpitala (uśmiech).

Mamy prawo do godnego życia, a do godnej śmierci? Stan wegetatywny odbiera nam godność.

Patrząc na problem z tej perspektywy moglibyśmy stwierdzić, że wariat też nie ma godności człowieka, ponieważ nie panuje nad swoim szaleństwem. Jednocześnie nie możemy go odsunąć od życia, pozbawić prawa do terapii. Człowiek, którego główne funkcje życiowe podtrzymują maszyny, podobny jest do kogoś niepoczytalnego, trudno nawiązać z nim kontakt. Dla mnie jednak to niewystarczający argument, by go uśmiercić. Mamy swoją godność przecież nie tylko wtedy, gdy jesteśmy wspaniali, eleganccy, ruszamy się jak sportowcy. Godność towarzyszy człowiekowi także w upodleniu. Użyjmy dobitnego przykładu: osoby zamknięte w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej wyglądały często jak żywe szkielety, wciąż były pędzone do pracy, ledwo dyszały. Czy to znaczy, że należałoby je dobić?

A gdzie tu ludzka godność?

Części z nich udało się po wojnie odzyskać poczucie sensu życia. Odnaleźli też swoje poczucie godności, choć nie wszystkim udało się uciec od demonicznych wspomnień.

A gdy po kilku latach cierpienia i leżenia w łóżku lekarze mówią: „Naprawdę nic nie można zrobić, odłączamy”?

A może się też okazać, że po tych kilku latach człowiek nagle wróci do życia. Co wtedy?

To prawda, historia medycyny zna takie przypadki.

Bardzo wiele wiemy o ciele i chorobach człowieka, medycyna cały czas zaskakuje, specjaliści znajdują lekarstwa na najgroźniejsze choroby, a jednak ludzki organizm nadal pozostaje nieprzewidywalny. Dlatego, podobnie jak w przypadku wiary, do człowieka trzeba podejść indywidualnie, każdy przypadek dogłębnie przeanalizować. I wierzyć, że może być lepiej. Mam wrażenie, że człowiek wierzący ma, w porównaniu do ateisty, trochę bardziej pod górkę, ponieważ wiara warunkuje jego dylematy moralne. Ojciec Piotr Rostworowski, słysząc hasło z czasów komuny: „Każdy wyleczony gruźlik to uratowane ręce do odbudowy kraju”, odpowiadał: „A jeśli gruźlik nie ma rąk, to co? Nie leczyć?”.
 

Czy śmierć jest straszna? Przeczytaj recenzję

 
dusza-z-ciala-wyleciala-rozmowy-o-smierci-i-nie-tylko„Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko” – rozmównica – niewielki pokój w zamkniętej części klasztoru. Tu zawsze się spotykamy. Wchodzi, serdecznie mnie wita, żartuje. Zawsze pije czarną kawę, licząc w myślach, która to już dzisiaj i czy jeszcze mu wolno. Zastanawia się: czy myśmy się już wcześniej nie spotkali? Często się uśmiecha, pomimo tego, że czasem starość daje mu się we znaki. Opowiada o rekolekcjach, poleca swój najnowszy wpis na blogu. Że ci się chce rozmawiać ze starym ojcem – dziwi się.