W kolejnej części rozmów wspólnie z Ojcem Leonem podjęliśmy temat dość specyficzny o młodości. Jak zachować świeżość w starzejącym się społeczeństwie. Czy możliwy jest dialog stary-młody? I komu to potrzebne. Jak nie zostać starym ramolem, wiecznie narzekającym tetrykiem? O używaniu komputera, ŚDM, depresji młodego pokolenia. Tak w skrócie można streścić to, co możecie przeczytać poniżej. Jednym zdaniem: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”.

Jacek Zelek: Na młodość przyjęło się patrzeć pod jednym kątem: wieku. Ojciec kiedyś pięknie powiedział: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”.

Leon Knabit OSB: Każą mi to mówić… z przekonaniem /śmiech/.

Czyli można się tutaj dopatrywać nieco głębszej warstwy rozumienia młodości?

Trzeba się tutaj odwołać do Jana Pawła II. Nie tylko ze względu na to, że jest święty, ale dlatego że mądry i ma coś mądrego do powiedzenia. Póki co jeszcze nie spotkałem głupiego świętego, chyba że głupiego dla Chrystusa /śmiech/ Kiedyś On powiedział: „Ja już jestem stary”, a ktoś odpowiedział: „Nie, Ojciec Święty nie jest stary”, „Dlaczego?” „Bo stary człowiek już nie ma nic przed sobą. A Ojciec Święty ma mnóstwo planów i ciągle idzie do przodu”, Jan Paweł II odpowiedział: „A może masz i rację”.

A więc młodość to czas kiedy człowiek ma wiele przed sobą. To jest mniej więcej tak jak z fotografowaniem. Robiąc zdjęcie profilowe, zawsze musi za człowiekiem musi być przestrzeń. Nie robi się zdjęcia, gdzie kadr kończy się na czubku nosa. Podobnie i tutaj, młodość ma ciąg dalszy… horyzont nie kończy się, ale zaczyna. Młodość jest początkiem, a starość podsumowaniem.

Starość może być twórcza?

Wyjąwszy niektórych ludzi. Wyjątki potwierdzają regułę. Wielu staruszków ma ciągle coś do roboty, są można powiedzieć uwrażliwieni na otaczającą rzeczywistość. Nie irytują się wobec zmian, nie chcą za wszelką cenę tkwić w starych, zastanych strukturach. Idą cały czas do przodu. Dlatego, to co powiedział Pan Kamiński: „Dlaczego idziesz?” „Bo nie chcę stać”.

W skrócie: młody duchem to…

Młody to ten, który idzie, nawet biegnie. Nawet św. Paweł napisał: „Biegnę, aby otrzymać wieniec…” Jeśli ktoś utrzymuje ten wewnętrzny bieg, dlatego można o nim powiedzieć że jest młody duchem. „Nie ten jest stary kto ma włosy białe niby śnieg, w tych sprawach nie ważny jest wiek” (stara, przedwojenna piosenka) /śmiech/

Młodość to jest coś, dzięki czemu idziemy do przodu, to są perspektywy i nadzieja realizacje tego co ten młody człowiek sobie zaplanował.

A starość?

Ta psychiczna starość, to stopniowe zwalnianie. To tak jak pociąg, który zmierza ku stacji docelowej. Trzeba się przygotować, zwrócić uwagę na bagaże. Dziękujemy za wspólną podróż. Koniec. Śmierć.

Rada jest jedna: nie można zostać „starym ramolem”.

Tak. A ilu takich spotkasz… „chłopak ma 20 lat a stary jak rośnie jak dziad”. Ta sama piosenka co wyżej: „Gdy ci się świat podoba góry, lasy, wody, to jesteś młody i wtedy z wiatrem, wtedy z ptakiem hen za wodę hip hip hura. Nie wierzcie temu że są krótkie młode dnie, tak długo trwają jak to chce”. Czasem się chce, ale nie wychodzi. Słabość ciała, która uniemożliwia aktywność ducha. Jednak to wewnętrzne przeświadczenie, o tym że coś mogę napędza mnie do śmiałego kroczenia do przodu.

leon-knabit-36

Czy można się pokusić o takie określenie jak „duchowość młodości”? Podobnie jak w rozwoju duchowym stagnacja jest negatywna. Podobnie i w tym przypadku.

Zgadza się. Jednak słowo „duchowość” pominąłbym, ponieważ odnosi się ona do innej dziedziny. Czy można mówić o duchowości bez religii? Niby tak, jednak duchowość łączy się z nadprzyrodzonością, z Absolutem. A tutaj w przypadku bycia młodym, dotyczy to również niewierzących. Osobiście wolałbym użyć tutaj słowa KLIMAT / PRZESTRZEŃ młodości, które pasowałoby dla każdego.

Mówią niektórzy o pewnym idealizmie młodzieńczym, taki charakterystyczny, narwany, pełny życia i energii. Czasami naiwny, ale lepiej żeby był taki, niż w młodym wieku został mentalnym staruszkiem.

Strasznie ciekawi mnie Ojca młodość. Cofnijmy się wstecz do czasów komunistycznych, bo tak akurat wypadał czas Ojca dojrzewania. Jak to wyglądało w tamtych czasach? Z czym ówczesna młodzież zmagała się na co dzień?

To był rok ’48. Matura. Szkoła jak każda inna. Każdy miał swoje plany. U mnie moje perspektywy bardzo szybko się skonkretyzowały, już w 1947 r. wiedziałem, że pójdę do seminarium. I wszystko to, co działo się później było podporządkowane temu zamiarowi. Ale to nie przeszkadzało młodzieńczej twórczości, nauka to był priorytet. Ciągłe poszerzanie wiedzy to było dla mnie ciągłe parcie do przodu m.in. poznawanie historii Kościoła, przedzieranie się przez zawiłości dogmatyczne itp.

Ogólnie rzecz biorąc, paradoksalnie, wśród nas młodzieży siedleckiej, nie czuło się tej presji władzy komunistycznej. Były tzw. potańcówki, zwane prywatkami /śmiech/. Pojawiały się również sympatie między ludzkie. Była też praca, która niestety była sterowana przez władze. Wielu moich kolegów i koleżanek poszło na studia. Ja również miałem opcję alternatywną, gdyby plan z seminarium nie wypalił. Interesowałem się takim kierunkiem jak planowanie i statystyki, przewinęła się też dyplomacja. W głowie też miałem chęć studiów na SGGW.

W tamtych czasach nie zaznaczał się ten podział starzy-młodzi. Rodzina była na pierwszym miejscu, więzi tworzyły klimat dialogu, a język też był inny.

Czyli nie było konfliktu pokoleń?

Pamiętajmy to były czasy okupacji. Wiadomo, zawsze na dnie były pewne rozbieżności jeśli chodzi o spojrzenie na pewne sprawy, to jest jasne. Wydaje mi się, że ten wspólny los nas wszystkich, ciężkie czasy okupacji powodowały, że te głębokie różnice nie były odczuwalne aż tak bardzo. Jeżeli ma się na około wiele życzliwości, wtedy nie dochodzą do głosu różne złośliwości i dopiekanie sobie nawzajem. Nie było tutaj miejsca na jakąkolwiek agresję.

Dzisiaj wielu młodych nie lubi starości. Jesteś stary, brzydki i nam się nie podobasz. To jest taka skrajność, ale ci młodzi zapominają, że za parę lat tez będą tacy sami.

Jeżeli pojawiają się takie postawy, to z jakiegoś powodu…

W przypadku „skostnienia” postępowania wśród staruszków i takiego podejścia, że stawiam „weto” dla samego „weta”, bo ja mówię, no to przepraszam bardzo, ale tak nie może być. Wtedy trzeba to powiedzieć jasno, ale jest to nadużywanie powagi i autorytetu starości. Trzeba kierować się miłością.

Drugą sprawą tego konfliktu jest problem języka i tym samym dialogu

Ja z tym nie mam problemu. Ale niestety wielu, wielu ludziom jest ciężko nawiązać kontakt z młodym pokoleniem. Język jest zupełnie inny: „o co chodzi?”, „spoko, spoko”, i dziadek faktycznie nie wie o co chodzi /śmiech/.

Zupełnie nie rozumiem takiego upartego podejścia niektórych starszych osób do nowych zdobyczy techniki XXI wieku. Ojciec jest żywym przykładem, że wieku ponad 80 lat można blogować, pisać, prowadzić aktywne działania w social mediach, czyli da się…

To jest właśnie tzw. stary konserwatyzm w rzeczach nieistotnych.

Powinno tak być jak to napisał św. Benedykt w Regule: „starszych szanować, młodszych miłować”.

Szacunek jest odmianą miłości. W starożytności, jeszcze w tej nie zepsutej, starsi byli szanowani, podobnie i w Starym Testamencie. Zasadniczo starość to doświadczenie i mądrość. Ale człowiek jest człowiekiem i może przyjść skleroza, a z drugiej strony stagnacja pewnych poglądów tworzy tzw. starość muzealną /śmiech/

Wydaje mi się, że konflikt pokoleń powstaje w wyniku złego zrozumienia przez osoby starszy swojej funkcji. Zamiast postawy mędrca, rodzi się postawa wyższości.

Wyższości i powiem więcej pewnej apodyktyczności. Młodzi skądś biorą przykład, przecież nie od przedszkolaków…

Raczej nie

Trzeba wziąć pod uwagę pewną przekorę młodych ludzi. Dlatego też trzeba się liczyć z takimi zjawiskami typowo psychologicznymi, jakim jest duch przekory, aby tylko zrobić na odwrót, na złość.

Wrócę jeszcze do czasów kiedy Ojciec był młodzieńcem. Interesuje mnie to jak wtedy bawiliście się, w czym przejawiało się młodzieńcze szaleństwo?

Na ogół skupiało się na różnych zabawach – potańcówkach, gdzie się tylko dało. Awantur raczej nie było, no może z wyjątkiem wiejskich zabawach, gdzie zazwyczaj dochodziło do bójek miejscowych „watażków” /śmiech/

Szkolne zabawy były bardzo fajne. W naszej szkole organizowano takie co miesiąc, tańczyliśmy wtedy przy patefonie. Były rozmaite tanga, fokstroty, polski itp.

Przy jakiej muzyce?

Był swing, boogie woogie. Stopniowo w modę ówczesnych dyskotek wchodziły produkcje zachodnie. Była taka sytuacja, że pewien dziadek „sprał” młodego chłopaka, który dość namiętnie tańczył tango ze swoją partnerką. A to z czystej niewiedzy, zwyczajnie staruszek nie wiedział o co chodzi /śmiech/.

Widzę młodzież pozwalała sobie

W tamtych czasach nie było takiego parcia na seks, było bardzo dużo dobrego koleżeństwa, które można powiedzieć absorbowało potrzebę współżycia.

leon-knabit-42

Czy Ojcu przytrafiła się w tamtych czasach młodzieńcza miłość?

Zawsze podobały mi się dziewczyny, na szczęście nie chłopaki /śmiech/ Ze względu na moje plany seminaryjne, nie angażowałem się w jakieś głębokie związki z płcią przeciwną. Choć zdarzyła się taka jedna, która okazała tyle dojrzałości, że zrozumiała mój wybór drogi życiowej.

jzelek

Jest to fragment książki pt. „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”, w której znajdziesz motywatory Ojca Leona :) Jako dodatek możesz również przeczytać recenzję tej niezwykłej publikacji.

mlodosc_2