Przyznam się szczerze, od wielu lat nie miałem dobrego zdania na temat sióstr zakonnych. W jakimś stopniu ich sposób życia, może lepiej, styl życia, mnie irytował. Spacerując po uliczkach Krakowa widziałem młode siostrzyczki, idące „w parach”, w jednakowym stroju i śmiesznych białych kołnierzykach. Odwracałem wzrok i szedłem dalej…

Bardzo krzywdzące uogólnienie, i jest mi wstyd. Sprawdza się zasada: najpierw pogadaj, a potem oceniaj. Osobiste doświadczenie spotkania zmienia perspektywę o 180 stopni. Do dzisiaj nie miałem okazji bezpośredniego uczestnictwa w życiu wspólnoty sióstr. Wszystko to dzięki całemu zamieszaniu, które wywołała Siostra Małgorzata Borkowska OSB i jej publikacja, Oślica Balaama.

Stereotypy

Istnieją tylko po to, aby je łamać lub aktualizować. Stereotypy to strefa wygody, gdzie wszystko jest stałe i niezmienne (podobnie jak upodobania wielu polskich duchownych). Trudno sobie wyobrazić pokojowe rozwiązanie problemu stereotypów. To musi być, mówiąc brzydko, ostry kopniak, po którym albo coś nam się rozjaśni w łepetynie, albo tupniemy nogą i obrazimy się, krzycząc, że tak nie można.

Spoglądając na sprawę sióstr zakonnych, nie sposób nie zauważyć, jak wiele ostatnio przypadków się wydarzyło. Artykuły posypały się lawinowo, podsumowaniem okazały się słowa mniszki benedyktynki Małgorzaty Borkowskiej OSB z Żarnowca. Słowa, które spowodowały dobre poruszenie, i tak jak myślałem, otwarły furtkę do dyskusji i wymiany myśli na temat kondycji polskiego duchowieństwa.

W głowie siedział mi taki obraz: siostra w kuchni i zakrystii. Infantylne zachowanie i słodki, przyciszony głosik. Skąd taki pogląd? Z obserwacji, ale bez sięgnięcia głębiej. Obserwacja spłaszczyła rzeczywistość do żałosnego wymiaru pozamiataj i posprzątaj. Dziwi fakt milczenia ze strony sióstr. Pokora? Czy też brak wyjścia? Jeżeli któraś się wychyli, mogą np. nie otrzymać kapelana do odprawiania codziennej Eucharystii. Nie myślimy o takich aspektach, ale okazuje się, że te niby drobnostki ograniczają, a wręcz pozbawiają głosu.

92

Sądziłem, że to, co miałem w głowie, pozostanie niewzruszone. Mur schematów został naruszony od zupełnie innej strony. Prawdopodobnie gdyby nie Oślica Balaama, nie miałbym możliwości spotkania i doświadczenia czegoś zupełnie innego niż do tej pory.

Chodzi mi o spotkanie osoby powołanej. W chwili gdy usłyszałem słowa Chrystus chodził po świecie jak zakochany trubadur, coś mi się przestawiło w myśleniu na temat powszechnie pojętej ewangelizacji. Usłyszałem to od Siostry Małgorzaty Borkowskiej OSB, i może przeszłoby to bez większego echa, gdyby nie uczucie zupełnego spokoju i totalnego przekonania ze strony Siostry. Ciężko pisać o odczuciach, jeżeli ktoś tego sam nie doświadczył, ale chodzi mi o przekonanie, że oto mam przed sobą autentycznego świadka. Nie wiem, czy to dobrze oddałem. Podsumowaniem wszystkich refleksji, które miałem okazję nagrać, był konkretny wniosek: kapłan, który nie jest zauroczony Bogiem, przestaje być autentycznym świadkiem i głosicielem Słowa. Tworzy się straszne zjawisko, mianowicie zawód: kapłan, płytki biurokrata, który z biegiem lat nie ma już nic do powiedzenia. Gorzej, już wszystko osiągnął, od tytułów naukowych począwszy, na wyrobieniu schematów formułek i kazań (z których zależnie od okazji korzysta) skończywszy.

Do tej pory nie słyszałem osoby, która z taką pasją mówi o relacji osoba duchowna – Bóg. Do tej pory nie doświadczyłem słów kapłanów, którzy staraliby się wyciągnąć z Ewangelii prawdy o Bogu, o czym Siostra Małgorzata wyraźnie wspomina w swoim apelu. Wrażliwość na Trójcę Świętą musi stanowić fundament głoszenia Ewangelii. Paradoksalnie to takie kapłańskie bycie cool, stawanie się jak ci młodzi, prowadzi najczęściej do takiej czy innej katastrofy. Dopiero autentyczne świadectwo: tak, jestem zauroczony tym co robię i dla Kogo, może doprowadzić do przewartościowania kapłaństwa i ukierunkowaniu wszystkich działań na właściwy tor. Potrzeba nam autentycznych świadków, a nie kolejnego kompana do piwa.

Bardzo mi się spodobało określenie jednego księdza, który podzielił się osobistymi refleksjami po lekturze Oślicy Balaama. Czytamy: Głupota, nawet ubrana w ornat, nadal jest głupotą. A głupota, którą głosi się z ambony, zamyka drogę do nieba. Słowa mają znaczenie i nie sposób nie reagować, kiedy ambona staje się miejscem osobistych wynurzeń, nie mówiąc już o praktyce kopiowania kazań ze stron internetowych. Osobiście uważam, że jeżeli kapłan nie potrafi w ciągu minuty przedstawić głównego tematu swojej homilii czy też kazania, nie powinien wychodzić na ambonę, ale to jest tylko moje odczucie…

Osobiste stereotypy uległy zmianie, a spojrzenie zostało oczyszczone. Tak jak pisałem wyżej, trudno wyrazić, jaki ślad zostawiła we mnie Siostra Małgorzata, a szczególnie jej powołanie i zauroczenie Bogiem. To trzeba przeżyć na własnej skórze… Cieszę się, że miałem tę okazję, bo przynajmniej teraz mam pewny, bardziej obiektywny ogląd całej sprawy. Jestem wdzięczny całej wspólnocie w Żarnowcu za taką możliwość. Postanowiłem włączyć się w pomoc, której potrzebuje Opactwo Benedyktynek w Żarnowcu, dlatego też spodziewajcie się kolejnych materiałów, będących moją osobistą ekspresją po doświadczeniu życia wspólnoty mniszek, które nie tylko milczą, ale z troską patrzą na żywy organizm Kościoła.

malgorzata_borkowska_i_jacek_zelek

P.S. 14 kwietnia podczas Targów Wydawców Katolickich w Warszawie (12:00 – 13:00, stoisko TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów) będzie okazja do spotkania z Siostrą Małgorzatą, która specjalnie przyjedzie z nadmorskiego Żarnowca, aby spotkać się z czytelnikami. Więcej szczegółów na stronie wydarzenia.