Uporządkowanie to nie prosta sprawa, ale konieczna… Tak można streścić niedawno wydaną książkę – „Słuchaj, medytacja jest…”; jest to rozmowa post mortem z Janem Berezą OSB, a jej współautorami są Maksymilian Nawara OSB i Dariusz Hybel. Poniżej przesyłam fragment z powyższej publikacji…

Obecność

Jak rozumiano obecność Boga w powtarzanym słowie – imieniu?

Jan Bereza OSB: Słowo (hebrajskie: dabar, oddawane zwykle przez greckie: λόγος i łacińskie: verbum) w tradycji biblijnej przekracza zakres dźwięku, nie ogranicza się jedynie do mowy, ma niejako swój byt, swoje istnienie, swoje życie, swoją moc, energię, siłę twórczą, gdyż związane jest z oddechem rozumianym jako tchnienie życia. Dlatego Bóg stwarza świat poprzez wypowiadanie słowa, w słowie się objawia i przez słowo świat zbawia. Słowo w tradycji hebrajskiej nie tyle oznaczało, co uobecniało, nie mogło być pustych słów, słów bez znaczenia czy nawet słów – pojęć. Słowo w rozumieniu Biblii bezpośrednio wprowadza nas w świat realny, ma ono jakby materialny wymiar, jest tym, co się daje. Podobnie należy rozumieć imię (hebrajskie: šem). W tradycji biblijnej jest ono właściwie tożsame z osobą czy osobowością, dlatego tak ważna jest znajomość imienia Boga. Wszystkim epifaniom Boga w Starym Testamencie towarzyszyło pytanie o imię Boga. Staje się ono przedmiotem kultu, było ono schronieniem dla człowieka, imieniem Boga kapłani błogosławili lud, imię bowiem przywoływało, uobecniało Boga. Człowiek od niepamiętnych czasów wzywał imienia Pana – mówi o tym Księga Rodzaju 4, 26. A cała historia Izraela świadczy, że Bóg odpowiadał na to wezwanie – w Ps 99, 6 czytamy: „Mojżesz i Aaron, i Samuel wśród tych, co wzywali Jego imienia: wzywali Pana, On ich wysłuchiwał”. Gdy pobożny Izraelita wypowiadał słowa: „Słuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Pan jedyny…” jego serce napełniało się mocą obecności Boga, powtarzano mu je bowiem od dzieciństwa, zgodnie z nakazem Pisma, tak samo, gdy przebywał w domu, szedł drogą, kładł się spać, wstawał ze snu (por. Pwt 6, 7; 11,19).

Czy tego rodzaju perspektywa nie powinna zmienić naszego podejścia do czytania Biblii lub innych tekstów duchowych, zachęcając nie tyle do rozumienia, ale doświadczania przekazu?

Czytanie Pisma Świętego w tradycji monastycznej całego chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu nie ograniczało się do zaspokajania zwykłej ciekawości informacji, lecz było i jest praktyką duchową, która powinna prowadzić do metanoi, wewnętrznej przemiany. Tego typu doświadczenie głęboko zakorzenione jest w samej Biblii, gdzie poznawanie i życie są ze sobą ściśle powiązane. Poznanie dotyczy tu bardziej sytuacji egzystencjalnej, sfery bycia niż myślenia, domaga się bezwarunkowego zaangażowania nie tylko intelektu, ale także uczuć i woli, dotyczy zawsze całej osoby. Dlatego też niewiedza może być związana z winą moralną. Zapewne też z tego powodu rodzi się lęk przed poznaniem Boga, które jest spotkaniem i próbą, i także domaga się wewnętrznej przemiany. Lęk ten często wyrażano stwierdzeniem: „nie można widzieć Boga i pozostać przy życiu”. Mistycy chrześcijańscy śmierć w tym wypadku rozumieli w sensie duchowym. Powoływali się często na słowa Chrystusa: „Kto straci swoje życie, ten je zachowa” (por. J 12, 25; Mt 16, 25).

Moralność

Medytacja jest więc ściśle związana z życiem moralnym?

Na pewno medytacja bez moralności przestaje być praktyką religijną. Trzeba poza tym dodać, że medytacja jest tylko jednym z elementów praktyki duchowej [37].

Część ludzi uznaje medytację jako uniwersalną praktykę w ramach dorobku kulturowego ludzkości. Praktyka nie ma dla nich znaczenia religijnego, jest to element rozwoju osobistego, droga do wyciszenia. Czy taka postawa jest uzasadniona?

Jakkolwiek stosuje się dziś medytację poza kontekstem religijnym, na przykład w psychoterapii i nie tylko, to jednak trzeba wiedzieć, że medytacja powstała w ramach religii i do religii powinna prowadzić. W każdej zaś religii wiara ma podstawowe znaczenie. Bez wiary, czyli otwarcia i zaufania Nieznanemu, i Nieskończonemu, medytacja umiera. Medytację stosuje się na przykład jako środek wyciszający. Ale dla człowieka wierzącego medytacja jest formą modlitwy; zaczynamy modlić się słowami, potem wystarcza jedno słowo, ale dochodzimy także do tego, że słowa stają się niepotrzebne. Zapytano pewnego starca, co on robi sam w kościele. „Czasami siedzę i myślę a czasami tylko siedzę”- odpowiedział. „Tylko siedzenie” można już nazwać kontemplacją (tak jak zakochani, którym wystarcza obecność drugiego).

Przeczytaj recenzję książki SŁUCHAJ, MEDYTACJA JEST...

sluchaj_medytacja_jest„Słuchaj, medytacja jest…” – książka ta stanowi całościowy zbiór nauczania o. Jan Berezy o medytacji, praktykowanej w Ośrodku Medytacji Chrześcijańskiej w klasztorze benedyktynów w Lubiniu. Istotną zaletą książki jest jej konstrukcja. Układ rozdziałów zawarty w spisie treści oddaje specyfikę praktyki medytacyjnej (początki, inspiracje, owoce czy kontrowersje), specyfikę przebiegu sesji medytacyjnej osadzonej w kontekście życia klasztoru oraz historię wydarzeń związanych z dialogiem religijnym, które współtworzył o. Jan.