Niektóre opracowania określają demona acedii duchową depresją. Jak to bywa ze współczesnymi odpowiednikami, określenie ma tyle samo przeciwników, co zwolenników. Nie wiem dlaczego, ale jakiś procent katolików boi się psychologizacji życia duchowego. Jeżeli coś wytłumaczymy na poziomie racjonalnym, bez odniesień do Pisma Świętego i nauczania Magisterium, oj… pojawia się problem, zarzut spłycenia, redukcji i jeszcze parę innych argumentów.

Ewagriusz z Pontu to niezwykle precyzyjny psycholog jak na swoje czasy. Jego koncepcja ośmiu duchów zła jak dobry chirurg dokonuje operacji na życiu wewnętrznym człowieka. Skalpel wiedzy rozcina nasze wnętrze i ukazuje brzydotę, którą trzeba wyleczyć. Patrząc na zdjęcie otwartej rany (nie mówiąc o obrazach ze stołu chirurgicznego), odwracamy z niesmakiem głowę – taki widok wywołuje obrzydzenie; podobnie czytelnicy reagują na niektóre opisy w Pismach ascetycznych Pontyjczyka. Słychać nieraz: Ewagriusz używa trudnego, pesymistycznego i naturalistycznego języka. Wyciągnięcie na wierzch wszystkich brudów może nam pomóc zrozumieć, że to o nas chodzi, nie o sąsiada i sąsiadkę. O ciebie.

Acedia pozwoliła mi zbliżyć się do tematu ośmiu duchów zła. Lektura publikacji Gabriela Bunge Acedia – duchowa depresja sprawiła niemałe zamieszanie w mojej głowie. W jednej chwili zdałem sobie sprawę, że w tym samym czasie, kiedy czytałem dany fragment, to samo działo się w moim życiu. Punkt po punkcie. Nie będę zaprzeczał: było to nieprzyjemne uczucie i faktycznie, odruchowo chciałem prześlizgnąć się po temacie. Nic z tego…

Ewagriusz z Pontu o acedii: wzrok uległego acedii tkwi ciągle w oknie…; lubieżnemu [mężowi] nie wystarczy jedna kobieta…

Spojrzenie z zewnątrz i od wewnątrz

Osobiste zderzenie z problemem acedii pozwoliło mi wyostrzyć czujność. Czytam książkę i po paru sekundach pojawia się chęć sprawdzenia telefonu, czy przypadkiem ktoś nie napisał. Kolejne kilka stron i wołanie: zobacz co dzieje się w świecie. Oglądam film, podobna sytuacja… Drobnostka? Nie sądzę. Acedia to duch ucieczki. Wywołuje skrajne i szybkie decyzje: w jednej chwili rezygnujemy z czegoś i nasze pragnienia kierujemy w inną stronę… To domknięcie wcześniejszych demonów. Przerażające podsumowanie. Ujawnia się niezwykle mocna potrzeba zmiany aktualnej sytuacji. Zdruzgotani porażkami, jedyne rozwiązanie widzimy w ucieczce w coś nowego, jakiś wspaniały pomysł, zaangażowanie mimo niedokończonych prac. W tym momencie następuje zapętlenie. Acedia to jednoczesne domknięcie i otwarcie drogi do pierwszego ducha zła – obżarstwa. Wracamy do początku. Tworzy się wielkie, błędne koło.

Rozwody, odejścia z Kościoła, zrzucenie sutanny czy habitu itp. To tylko niektóre objawy acedii. Osoba chora nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Nowe aktywności to zastrzyk świeżych doznań – adrenaliny. Ewagriusz z Pontu pokazuje cały mechanizm na przykładzie mnicha-włóczęgi, który nigdzie nie zagrzał miejsca. Człowiek pozbawiony korzeni, obłok przez wiatr pędzony. Po raz kolejny pojawia się sprawa bycia tu i teraz. Acedia zniekształca rzeczywistość. Wszystko, co dzieje się w danej chwili jawi się nam jako droga przez piekło. Praca nie daje zadowolenia; rodzina daleka od ideału; żona jakby zupełnie inna; państwo nie troszczy się o swoich obywateli; nie mówiąc o politykach i duchowieństwie. Wszystko w tej konkretnej chwili działa przeciwko nam. Narzekamy… stajemy się zgorzkniali. Zamiast przyjąć teraźniejszość jako możliwość, staje się ona udręką od której trzeba jak najszybciej uciec.

Ewagriusz pisze: wzrok uległego acedii tkwi ciągle w oknie. Melancholia, rozpamiętywanie przeszłości, kiedy było dobrze i wybieganie w stronę przyszłości, czyli chwili, w której podejmiemy nową aktywność. Rozpięcie pomiędzy tym, co było, a tęsknota za tym, co będzie, nie pozwala nam docenić tu i teraz. Wieczne pretensje i oczekiwania tworzą obraz przegranego życia. Wspominałem o tym ostatnio przy omawianiu smutku. Trwając w przeświadczeniu o nieudanym życiu, może dojść do skrajnej formy ucieczki, czyli samobójstwa. Jeżeli za każdym razem ponoszę klęskę, wszyscy są przeciwko, pokusy nie ustają, brak rozwiązań, w takim razie po co jeszcze mam tutaj być. Samobójstwo okazuje się czymś atrakcyjnym. Chaos stawia nas pod ścianą. Nie ma wyjścia. Wszystkiego już próbowałem, jestem zmęczony ciągłymi, nowymi aktywnościami. Przecież tak nie można, co to za życie? Muszę przerwać to błędne koło…

Bardzo charakterystycznym objawem acedii jest nerwowe podejmowanie nowych zajęć. Najlepiej to widać w związkach. Mąż/żona, którzy do niedawna cieszyli się wspólną obecnością, teraz coraz więcej czasu spędzają poza domem. Małżeństwo traktowane jako zaspokajanie zachcianek albo związek ponieważ tak wypadało, bo co powiedzą ludzie na wsi; po pewnym czasie budzi rozczarowanie; mąż/żona chwytają się wszystkiego, aby jakoś przeżyć dzień bez kontaktu z drugą połówką. Oczywiście wszystkie podejmowane aktywności, w ich mniemaniu są jak najbardziej zasadne, argumentów jest całe mnóstwo. Trzeba to zrobić i koniec.

Ewagriusz w przypadku życia mniszego, ukazuje pracoholizm jako zwykłą, słuszną wymówkę od podjęcia życia modlitwy. Im więcej zajęć, z tym większym spokojem sumienia możemy powiedzieć: uznaj mnie za usprawiedliwionego. Nic prostszego.

Pozostając na gruncie zawodowym, prawdziwym utrapieniem jest człowiek, który w miejscu pracy, rzuca się na nowe obowiązki, bez dokończenia poprzednich. Wszystko jest otwarte, brak konsekwencji, słomiany zapał. Na pytanie: kiedy to zostanie zrobione? Słyszymy stałą formułę: już kończę… wkrótce… Paradoksalnie tego typu ludzie potrafią sypać pomysłami, inicjatywami, jednocześnie wiedząc, że i tak nie dotrzymają słowa, które wcześniej dali. Nie istnieje u nich pojęcie czasu. Umawiając się na 9:00, przychodzą o 10:00, nie widząc w tym problemu, przecież oni mają tyle innych obowiązków.

Ciekawym przejawem karmienia acedii, jak podaje Gabriel Bunge, jest przemysł rozrywkowy i turystyczny. Nieustanny ciąg wiadomości. Wir możliwości znieczula, efekt: człowiek przestaje być świadomy. W przemyśle nie chodzi o to, żeby człowiek był, ale o to, żeby jego potrzeby wzrastały. Paradoksalnie, powszechnie panująca acedia napędza biznes. Im bardziej jesteśmy pogrążeni w chaosie, tym lepiej przemycić nowe treści. Efekt: jesteśmy tak bardzo wplątani, że nawet nie potrafimy przeczytać tego, co nam podają. Karmimy się nagłówkami i na ich podstawie wyciągamy wnioski, i co bardziej zabawne, kreujemy opinię, której nie boimy się publicznie wyrazić. Wyścig lajków, które nie wnoszą nic ambitnego. Trochę to tak wygląda jakby niektórzy stracili w tym wszystkim zdolność myślenia, stali się robotami, które klikają wszystko bez jakiejkolwiek refleksji. Ładny obrazek – lajk; święty czy kotek – lajk; zachód słońca, piękny kwiatuszek okraszony tandetnym cytatem (który widzisz po raz setny) – lajk itd. Fakt, tego typu treści nie wymagają od nas niczego, często i te parę linijek tekstu nie jesteśmy w stanie przeczytać do końca, klik załatwi wszystko. Łatwizna w świecie mediów wydaje się współczesną formą ucieczki – acedii. Im więcej, tym lepiej. Broń Boże, aby udostępnić coś ambitnego, albo przekraczającego stronę A4. Siedząc w temacie mediów społecznościowych, prowadząc kilkanaście stron, wiem co mówię. Widząc  ciągle te same osoby, które w ciągu kilku minut lajkują wszystkie wpisy… Szczerze, wywołuje to u mnie odruch zwrotny. Chciałoby się to wszystko usunąć, jednak pozostaje ta cząstka społeczności, która czyta…

acedia

Człowiek widząc tak ciekawe perspektywy, pragnie ich. Już nie musi sztucznie tworzyć nowych aktywności, świat zewnętrzny troszczy się o to, żebyś nigdy nie wyszedł z acedii. Potrzeba większych dawek rozrywki doprowadza do przesytu, ślepej uliczki. Człowiek dochodząc do granicy jest zupełnie wyprany z wszelkich uczuć i wartości. Wrak emocjonalny, nic go nie cieszy, a pogłębiająca się frustracja spycha go coraz dalej, w stronę końca…

W życiu modlitwy, która ukierunkowana jest na milczące trwanie w ciemności, przeciwieństwem i również efektem acedii jest modlitwa bazująca na wyobraźni, cukierkowata, emocjonalna pobożność, która dokładnie jak w przypadku żądz, musi być zaspokajana coraz to większymi dawkami przyjemnych uczuć. Wymyślne formy spędzenia czasu z Bogiem: na stadionie albo przy miłym dźwięku gitary, za co szczerze dziękujemy aktywnym duszpasterzom. Przecież musi się coś dziać, takie bierne trwanie w ciemności nie jest przyjemne, przypadkiem mogę odkryć rzeczy, o których istnieniu raczej nie chcę wiedzieć. Traktowanie wiary jako przykrego obowiązku, rozumianej tylko w kategoriach moralnych (musisz się modlić, musisz chodzić do kościoła, bo inaczej…), a nie relacji osobowych. Prędzej czy później taki stan prowadzi do agonii życia wewnętrznego, tworząc schizofreniczną karykaturę chrześcijanina: innego w kościele, innego w życiu prywatnym i zawodowym.

Zadanie acedii można streścić w trzech punktach: po pierwsze wywołanie chaosu, aby człowiek nie wiedział, co się z nim aktualnie dzieje; po drugie znieczulenie świadomości, aby pod pozorem cnotliwego życia, duchy zła mogły robić swoją robotę; i po trzecie sprawić, aby człowiek wpadł w błędne koło narastających potrzeb.

Środki zaradcze na acedię: wizja duchowej depresji może pozbawić wszelkiej nadziei. Czy jest jakieś rozwiązanie? Samoobserwacja intencji, którymi się kierujemy w podejmowaniu decyzji. Przetrzymanie i stałość. Jeżeli jesteś typem człowieka, który skacze z kwiatka na kwiatek, czas zmienić styl życia. Autorzy podają jako lekarstwo: wyznaczenie sobie miary… co zapewni odpowiednią proporcję pomiędzy życiem zawodowym, duchowym i rodzinnym. Jednym słowem: UMIAR. Bycie tu i teraz, zadowolenie z szarej codzienności, mimo znudzenia i spowszednienia czynności, które podejmujemy. Akceptacja chwili obecnej i samego siebie.

Coś tak mało atrakcyjnego jak WYTRWAŁOŚĆ może okazać się uzdrowieniem. Jeżeli czytasz, to nie rób w tym samym czasie pięciu innych rzeczy. Zaczynasz jeden projekt, dokończ go, a nie myśl o kolejnych. Podjąłeś się pewnych zobowiązań, zrealizuj je, a nie szukaj kolejnych, słusznych argumentów, aby wytłumaczyć opóźnienia. Masz żonę, nie uciekaj. Jesteś osobą duchowną, nie podejmuj decyzji na podstawie emocji. Przy okazji wytrwałości, człowiek leczy się z miłości własnej, jak również wygasza szaleństwo żądz. Ojcowie Pustyni streszczają to w krótkiej zasadzie: Siedź w celi

Uzdrowienie to nie kwestia bezmyślnego zrzucenia wszystkiego na ręce Boga, traktowania Go jak automatu, ale ciężka i wytrwała praca nad sobą, aż do końca, w ciągłej współpracy z Obecnym. Sześć demonów i dwie strefy: pożądliwa (obżarstwo, nieczystość i chciwość) i popędliwa (gniew, smutek i acedia), które dzielą, wprowadzają nieporządek i ciągły niepokój, stan nieustannej frustracji. Takie są fakty. Jesteś wolny, możesz coś z tym zrobić lub pozostać w marazmie ciągłego zdziwienia i szukania winnych…